Świat piłki nożnej stracił jedną ze swoich najbardziej nietuzinkowych postaci. 29 lipca zmarł Wiesław Grabowski – trener, menedżer i odkrywca talentów, który przez ponad cztery dekady budował mosty między Polską a Afryką. Miał 78 lat. Choć urodził się w Zabrzu, z Wisłą i Śląskiem Cieszyńskim pozostawił trwały ślad, sprowadzając do beskidzkiego klubu piłkarzy z Zimbabwe i współtworząc jeden z najbardziej niezwykłych rozdziałów w historii lokalnego futbolu.
Msza żałobna zostanie odprawiona we wtorek, 4 sierpnia o godz. 9.00 w Archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach. Po niej odbędą się uroczystości pogrzebowe na cmentarzu parafialnym przy ul. Francuskiej.
Grabowski należał do grona polskich trenerów, którzy odważyli się budować futbol daleko od Europy. W 1978 roku pracował w sztabie reprezentacji Polski prowadzonej przez Jacka Gmocha podczas mistrzostw świata w Argentynie. Później ukończył prestiżową szkołę trenerską w Kolonii, a w 1983 roku wyjechał do Afryki jako selekcjoner reprezentacji Zambii. Dwa lata później osiadł w Zimbabwe, z którym związał niemal całe zawodowe życie.
Był trenerem i właścicielem klubu DT Africa United, czterokrotnie prowadził reprezentację Zimbabwe, a z kadrą do lat 23 wywalczył srebrny medal Igrzysk Afrykańskich w 1995 roku. Największą renomę zyskał jednak jako człowiek, który potrafił dostrzec talent tam, gdzie inni go nie widzieli. To spod jego skrzydeł wyszli późniejsi reprezentanci Zimbabwe i zawodnicy europejskich klubów, m.in. Norman Mapeza, Dickson Choto, Costa Nhamoinesu, Shingayi Kawondera czy Takesure Chinyama – król strzelców Ekstraklasy z sezonu 2008/2009.
Mało kto wie, iż ważnym rozdziałem tej historii była Wisła. Grabowski miał tu dom i regularnie wracał w Beskidy. W 2006 roku nawiązał współpracę z Wisłą Ustronianką, wykorzystując swoje afrykańskie kontakty do sprowadzenia do klubu piłkarzy z Zimbabwe. W barwach wiślańskiego zespołu występowali m.in. Patmore Shereni, Andre Gwaze, Ndabenculu Ncube, Peter Munyaradzi Chiunye, Clarence Foroma i Costa Nhamoinesu. Dla jednych był to początek europejskiej kariery, dla innych szansa na rozwój i pokazanie się na Starym Kontynencie. Dla Wisły był to z kolei wyjątkowy okres, kiedy na beskidzkich boiskach można było oglądać zawodników z południowej Afryki. Dzięki Grabowskiemu niewielki klub spod Baraniej Góry na pewien czas znalazł się na piłkarskiej mapie międzynarodowych kontaktów.
O swojej pracy mówił z charakterystyczną skromnością: „Kiedyś o takich jak ja mówiło się misjonarze. Dzisiaj to po prostu instruktor piłki nożnej. Jeździmy i uczymy piłki.” To zdanie dobrze oddaje jego filozofię. Dla Grabowskiego futbol nigdy nie był wyłącznie wynikiem i trofeami. Tworzył akademie piłkarskie, zapewniał młodym zawodnikom nie tylko treningi, ale również edukację, opiekę i szansę na lepsze życie. Wielu jego wychowanków podkreślało, iż był dla nich nie tylko trenerem, ale także mentorem.
Przez wiele lat jego domem było Harare, stolica Zimbabwe. Mieszkał z żoną Krystyną w prestiżowej dzielnicy Alexandra Park, gdzie sąsiadował z wieloletnim prezydentem Zimbabwe Robertem Mugabe. Jak sam opowiadał w wywiadach, jego dom był przesiąknięty afrykańską kulturą – zdobiły go obrazy miejscowych artystów, a życie toczyło się między Polską a Afryką. Mimo życia na drugim końcu świata nigdy nie zerwał więzi z Polską. Regularnie wracał do Wisły i Zabrza, gdzie również miał swoje domy.
Po jego śmierci żegnają go nie tylko ludzie polskiego futbolu, ale również środowisko piłkarskie Zimbabwe. Pozostawił po sobie znacznie więcej niż medale i puchary – tysiące zawodników, którym pomógł uwierzyć, iż piłka nożna może odmienić życie. Dla Wisły pozostanie człowiekiem, który połączył beskidzkie boiska z afrykańskim futbolem i napisał historię, jakiej wcześniej nie było.

2 godzin temu
















