Historycznie o św. Annie wiemy niewiele. Jesteśmy zdani na apokryfy. Imiona babci i dziadka Pana Jezusa są znane m.in. z „Protoewangelii Jakuba”, napisanej około roku 150. Anna pochodziła z rodziny kapłańskiej z Betlejem. Hebrajskie imię Anna w języku polskim znaczy tyle, co „łaska”. Od IV wieku do dzisiaj pokazuje się przy Sadzawce Owczej w Jerozolimie miejsce, gdzie stał dom Anny i Joachima. w tej chwili wznosi się na nim trzeci z kolei kościół. Wybudowali go krzyżowcy. Kult św. Anny rozwijał się bardzo gwałtownie wraz z rozwojem kultu Matki Bożej.
W roku 710 jej ciało zostało przeniesione do Konstantynopola i złożone w kościele wybudowanym ku jej czci przez cesarza Justyniana około 550 r. Stąd zaś w czasie wojen krzyżowych zostało przeniesione do Francji w pobliże Lyonu.
Dzieje życia św. Anny i jej męża, św. Joachima, można też obejrzeć na malowidłach w bazylice. Przez lata byli małżeństwem bezdzietnym. Joachim poszedł więc na pustynię i przez 40 dni prosił o upragnione dziecko. Determinacji dziadków Jezusa trudno się dziwić. Kiedy Anna wychodziła za mąż za Joachima, miała około 24 lat. Dużo jak na ówczesne ówczesne semickie zwyczaje. Na dziecko czekali kolejne 20 lat. I nie było to łatwe czekanie, bo w myśleniu narodu wybranego brak potomstwa był karą Bożą i formą napiętnowania i dla kobiety, i dla mężczyzny. Kiedy Anna rodzi Maryję, rodzice prowadzą ją do świątyni i oddają tam na służbę. Wszystko to zbliża Miriam do Boga i do Bożego Narodzenia.
Tu była kiedyś inna figura
– Dużo wcześniej, zanim na Górze św. Anny znalazła się figura, którą dzisiaj wszyscy znamy, był tu obecny kult św. Anny – mówi o. dr Atanazy Piotr Polanko. – Tutejszy kościół na pewno był poświęcony św. Annie od 1480 roku. I na pewno była tutaj inna figurka. Także gotycka. Przedstawiała św. Annę – także z Maryją i z Jezusem – czyli Samotrzecią. Ale była to postać siedząca. Podobna do wizerunku, jaki znamy z sanktuarium w Oleśnie. Ta figura znajdowała się tutaj aż do 1810 roku. Po drugiej stronie ołtarza – od strony chóru zakonnego.
Kiedy w 1810 roku polscy franciszkanie zostali w wyniku sekularyzacji ogłoszonej przez Fryderyka Wilhelma III usunięci z Góry św. Anny, zabrali wiele rzeczy, w tym dokumenty fundacyjne, do Krakowa. Wtedy też prawdopodobnie wzięli ze sobą tę pierwszą figurę, ale jej dzisiejszych losów nie znamy. Zaginęła. Reformaci mieli bardzo wiele klasztorów, kościołów i kaplic. Także na dzisiejszej Litwie, Ukrainie i Białorusi. Mogła gdzieś tam trafić, ale o tym nie wiemy.
Burzliwe losy i cuda obecnej figury patronki
Wiek czczonej w tej chwili na Górze św. Anny figury patronki określa się na ostatnią ćwiartkę XV stulecia. Nie ma stuprocentowej pewności co do jej pochodzenia. Według jednej z hipotez przywieźli ją z Konstantynopola do Francji krzyżowcy. A następnie z klasztoru położonego blisko Lyonu saski książę Jerzy sprowadził ją do Saksonii. Przez niego wizerunek miał trafić na Śląsk do rodziny Mikołaja i Anny Marianny Kochtitzkich.
W uroczystej procesji kazał ją przynieść z Ujazdu na Górę św. Anny – spełniając testament zmarłej małżonki, czyli Anny Marianny von Maltiz – Mikołaj von Kochtitzky, radca kamery cesarskiej i starosta w Nysie. Jak pisze o. Chryzogon Reisch, autor wydanej na początku XX wieku „Historii Góry św. Anny na Górnym Śląsku”, prawdopodobnie rodzina wymodliła u Boga przed tą figurą jakieś ważne dla siebie dary. Musiało to mieć miejsce między rokiem 1611 (żyła jeszcze Anna Marianna von Maltiz) a 1630 (wtedy zmarł pan von Kochtitzky).
Figura gwałtownie zasłynęła wieloma łaskami i cudami, które udawało się przed nią wyprosić. W 1682 r. Katarzyna Gorelowa z Niezdrowic koło Ujazdu – od trzech lat niewidoma – ślubowała pielgrzymkę do cudownej figury. Kazała się zaprowadzić do kościoła i przeleżała całą mszę krzyżem przed ołtarzem, błagając św. Annę o zmiłowanie. Gdy podniosła się z ziemi, okazało się, iż widzi wyraźnie figurkę św. Anny, kościół i ludzi znajdujących się w świątyni. Wdzięczna za dobrodziejstwa opowiedziała o tym cudzie 4 lipca 1683 roku. Podobnych opisów, wyjętych z klasztornych kronik, jest u Reischa dużo. Wielu wiernych, którzy składali świadectwa na temat skutecznego wstawiennictwa świętej Anny, dziękowało jej za narodziny długo wyczekiwanego potomstwa.
Najpierw rzeźba, franciszkanie potem
Franciszkanie na Górze św. Anny znaleźli się nieco później niż figura patronki. Do ich sprowadzenia przyczynił się pośrednio w czasie szwedzkiego potopu hetman Stefan Czarniecki. Kiedy Szwedzi szykowali się do zdobycia Krakowa, kazał zburzyć budynki przylegające z zewnątrz do murów miasta, w tym klasztor. Zakonników przeniesiono do Gliwic, gdzie w miejscu przeznaczonym dla dwudziestu mnichów mieszkało ich siedemdziesięciu. Chętnie więc przystali na prośbę właściciela Góry św. Anny hrabiego Melchiora Ferdynanda Gaszyna, który chciał, by objęli opieką duszpasterską sanktuarium św. Anny. Fundator obiecał zbudować dla nich klasztor i wziął na siebie utrzymanie braci. Klucze do nowego, drewnianego klasztoru na Górze św. Anny dostali 6 sierpnia 1656 roku. Pierwszym przełożonym został Franciszek Rychłowski.
Znana wszystkim wiernym na Śląsku figura nie jest masywna. Mierzy zaledwie 66 cm, z czego 12 przypada na jesionowy cokół. Nie przypadkiem nazywa się ją Samotrzecią, bo też jedną rzeźbę tworzą trzy postaci. Święta Anna stoi. Na jej lewej ręce spoczywa dziewczęca postać Matki Bożej, na prawej – Dzieciątko Jezus – nagie i wbrew prawdopodobieństwu, ale zgodnie z logiką teologiczną większe od Madonny. Bo to Jezus jest ważniejszy. To on jest powodem kultu Maryi i św. Anny. Maryja podaje Chrystusowi złote jabłko. To nawiązanie do sceny z Księgi Rodzaju. Jak przez jabłko Ewy podane Adamowi przyszły na świat grzech i śmierć, tak przez jabłko „nowej Ewy”, Maryi podane Jezusowi, nowemu Adamowi przychodzą na świat łaska i życie.
Zgodnie z XVII-wiecznym dokumentem w głowie figurki św. Anny znajdują się jej relikwie. Nie da się ich wyjąć bez jej zniszczenia.
Drogi cynober i konserwatorskie wyzwania
Przez pierwsze wieki figurka była eksponowana w bocznym ołtarzu. W 1898 r. rodzina Kutzer z Jesennika przebudowała główny ołtarz, urządzając nieco powyżej tabernakulum tron dla cudownej figury. Nowy ołtarz został poświęcony przez biskupa franciszkańskiego Bernarda Dobbinga w 1900 r. Kolejna przebudowa ołtarza głównego i tronu miała dopiero miejsce w latach 1957 – 1962 i kierował nią Józef Mitschke z Głuchołaz. Prace rzeźbiarskie wykonywał franciszkanin br. Leonard Bannert.
Ojciec Atanazy zwraca uwagę na kolory szat świętej. zwykle ich nie widzimy. Figura w ołtarzu jest ubrana w sukienki z materiału. Przebiera się ją stosownie do okresu liturgicznego i koloru szat do tego okresu pasujących. Święta Anna na figurze ma płaszcz w kolorze cynobru. Cynober to jest rzadki minerał w jaskrawym odcieniu czerwieni z domieszką pomarańczowego.
– Ten minerał był i jest drogi – precyzuje o Atanazy. – Jego położenie to jest trudny proces. Trzeba mieć rzeźbę wyczyszczoną do drewna. Potem kładzie się klej, następnie zaprawę kredową. Następny etap to szlifowanie. Znowu zaprawa kredowa i szlifowanie. Wiele razy kładzie się cieniutkie warstwy. Cynober – czy inny minerał – trzeba było tłuc w moździerzu. Łączono go z żółtkiem z jajka i innymi substancjami i dopiero wtedy kładziono go na zaprawie kredowej i szlifowano, polerowano go przy pomocy agatu. Pod czerwonym płaszczem św. Anna ma zieloną suknię. Można to wiązać z nadzieją, z jaką Anna i Joachim oczekiwali potomstwa i modlili się o nie.
Ojciec Atanazy zwraca uwagę na kolor sukni Matki Bożej. Jest fioletowa, a nie niebieska, jak byśmy się spodziewali. Trudno się w tej barwie doszukać jakiejś szczególnej symboliki.
– Figura św. Anny jest w tej chwili w bardzo dobrym stanie – podkreśla o. Atanazy Polanko. – Przeszła bardzo gruntowną konserwację ponad 25 lat temu. Pierwszy raz po wojnie wywieziono ją choćby na jeden dzień do Torunia na badania. Za specjalnym zezwoleniem konserwatora zabytków. Figura była w różnych aspektach prześwietlana. Restauracji tej rzeźby dokonał wówczas profesor Józef Kurpik. Wsławił się tym, iż przez kilkadziesiąt lat dbał o wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. A pierwszej fachowej konserwacji – w latach trzydziestych – dokonał słynny artysta śląski, były franciszkanin, brat Łukasz Mrzyglod. Została po niej bardzo dobra dokumentacja.
Rzeźba żarówek nie lubi
Już po konserwacji z lat 30. trudną próbą dla figurki było zainstalowanie w ołtarzu bazyliki oświetlenia elektrycznego. Mocne żarówki nie tylko świeciły, ale i grzały, powodując przesuszenie i częściowe odpadanie polichromii.
Ważnym wydarzeniem w dziejach annogórskiej rzeźby św. Anny były jej koronacje. 14 września 1910 r. bp wrocławski Karol Augustyn dokonał aktu koronacji figury św. Anny Samotrzeciej trzema złotymi koronami. Ufundował je proboszcz ze Starych Tarnowic, ks. Ludwik Schwohr. Kroniki klasztorne wspominają też o wcześniejszych koronach: „W roku Pańskim 1723, dnia 23 grudnia, przybył na to miejsce szanowny pan Jan Tadeusz Ridel, obywatel i naczelnik Głogówka, by spełnić złożoną obietnicę: razem ze swoja najmilszą żoną ofiarował św. Annie na znak wdzięczności trzy srebrne korony pozłacane i ozdobione drogocennymi kamieniami za odzyskane za wstawiennictwem św. Anny po dziesięcioletniej chorobie zdrowie.
– Te korony zrabowały władze pruskie podczas sekularyzacji – informuje o. Atanazy. – Zażądały także koron, które Leopold de Gaschin miał na zamku w Żyrowej.
Ewakuacja cudownej figury
W 1941 roku naziści każą franciszkanom opuścić Górę św. Anny. Dają im na wyjazd 48 godzin.
– O. Feliks Kos, człowiek odważny i dynamiczny, chroniąc figurę przed grożącym jej zbezczeszczeniem, porozumiał się z rodziną Gielnik – miejscowymi właścicielami wydawnictwa, którzy współpracowali z klasztorem, a dwaj bracia z tej rodziny to byli franciszkanie – i razem z panią Klarą Gielnik zdjął figurę z ołtarza – opowiada o. Atanazy.
– Spakowali ją do wielkiej walizki i o. Feliks zaniósł ją do samochodu czekającego przy schodach „Ave Maryja”. W ołtarzu stanęła kopia wykonana przez brata Leonarda Bannerta. Bardzo podobna do oryginału. Trzeba wprawnego oka, by odróżnić obie figury. Ojciec Kos wywiózł oryginalną i wędrowała ona w różne miejsca. Między innymi do Opola, do klasztoru franciszkanek szpitalnych. Miałem możność słyszeć świadectwo nieżyjącej już siostry Nigandy, która jako dziewczynka cudowną figurę na ołtarzu w klasztorze franciszkanek widziała. Figura była też przechowywana w Kłodzku. Kiedy front się zbliżał, tułała się wraz z ojcami coraz dalej i dalej. Mamy z różnych stron świadectwa księży o tym, iż figura w różnych miejscach była, ale trzeba by to szczegółowo badać. Ojciec Kos tego nie opisał.
Oryginał na Górę św. Anny wrócił w 1945 lub 1946 roku. I do dzisiaj jest tu czczony.
Oleska róża zaklęta w drewno
Kolejnym na Śląsku Opolskim miejscem, gdzie czczona jest św. Anna w drewnianej figurze, jest Olesno. Według pobożnej legendy, wzniesiono tu najpierw kaplicę, a potem kościół w miejscu, gdzie św. Anna ocaliła miejscową dziewczynę przed napadem zbójców.
Legendę tę przytacza m.in. Oskar Kolberg: „Nieopodal Olesna, w gęstym lesie, na starej sośnie wisiał wizerunek Świętej Anny, umieszczony tam przez księżną Jadwigę, świątobliwą małżonkę Henryka Brodatego. Do tego właśnie drzewa ostatkiem sił dobiegła pewna dziewczyna o imieniu Anna, ścigana przez zbójców. Upadła na kolana, kurczowo obejmując pień sosny i ze łzami w oczach wołała o ratunek do swojej patronki. I cud się wydarzył, napastnicy przeszli tuż obok, ale dziewczyny nie dostrzegli, bo stała się dla nich niewidoczna. Porażeni ślepotą zaniechali dziewczyny, ledwo znajdując wyjście z lasu. Ocalona, powróciwszy do swoich rodziców, opowiedziała z przejęciem o przedziwnym zdarzeniu. Wdzięczni rodzice uratowanej polecili wyrzeźbić figurę Świętej Anny Samotrzeciej i zawiesić ją na cudownej sośnie”.
Wkrótce miejsce to stało się celem pielgrzymek wiernych, zaś w 1444 roku wzniesiono tu drewnianą kaplicę poświęconą św. Annie. Miała ona wielkość prezbiterium dzisiejszego kościoła odpustowego i otaczała pień sosny pamiętającej cud za wstawiennictwem świętej.
Napływali tu pątnicy ze Śląska, z Polski, także z Czech i Moraw. Toteż na początku 1518 roku przedłużono kaplicę w kierunku zachodnim i zbudowano kościół. Konsekrował go biskup wrocławski Jan V Turzo. Kościół odpustowy w Oleśnie stanowił wówczas najważniejszą w okolicy świątynię pielgrzymkową. A świętą Annę czczono m.in. jako patronkę matek, kobiet rodzących, wdów, ale także żeglarzy, ubogich i szkół chrześcijańskich.
Rozbudowa sanktuarium
Po wojnie 30-letniej kościół raz jeszcze rozbudowano. 6 grudnia 1668 roku podpisano umowę z mistrzem budowlanym pochodzącym z Krakowa – a mieszkającym w Gliwicach – Marcinem Snopkiem. Podjął się on zbudować kościół w formie pięciu kaplic na planie róży. Są one poświęcone św. Annie, Podwyższeniu Krzyża Świętego, Czternastu Świętym Wspomożycielom, Wniebowzięciu Matki Bożej oraz Matce Boskiej Częstochowskiej. „Oleską różę zaklętą w drewno” poświęcono 26 lipca 1670 roku. Centrum oleskiego sanktuarium stanowi późnogotycka figura św. Anny Samotrzeciej z przełomu XV i XVI stulecia. W świątyni tej gromadzą się m.in. członkinie Maryjnej Wspólnoty Opiekunek Dziecięctwa Bożego. W ramach trwających od piątku do poniedziałku obchodów odpustowych spotkają się one tutaj w piątek, 24 lipca o 18.00. Podczas mszy św. zostaną do niej przyjęte nowe członkinie.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

2 godzin temu

![Pobiegli w hołdzie bohaterom. Odbył się 35. bieg Powstania Warszawskiego [ZDJĘCIA]](https://www.rdc.pl/brepo/panel_repo/2026/07/26/lokz6m/cover-620-314-26725424.jpg)












