Górnik Zabrze w dwóch ostatnich meczach PKO BP Ekstraklasy zdobył dwie bramki i dopisał cztery punkty, dzięki trafieniom ze stałych fragmentów gry. Wcześniej skierowanie piłki do siatki po centrze z rzutu rożnego przychodziło Trójkolorowym z dużym trudem. W ostatnich tygodniach podopieczni trenera Michala Gasparika zmienili strategię pracy nad stałymi fragmentami, co przyniosło nad wyraż dobre efekty.
- Trener pokazywał nam statystyki. Pod względem bramek z gry jesteśmy bardzo wysoko, ale z rzutów wolnych czy rożnych jesteśmy chyba jedną z najgorszych drużyn w lidze. Na pewno nam tego brakowało. Fajnie, iż w meczu z Legią się udało. W takich meczach jak ten z Legią, które nie są wykwintne piłkarsko i nikt nie kreuje wielu sytuacji, stałe fragmenty właśnie robią różnicę. Po meczu w Warszawie dopisaliśmy dzięki temu istotny punkt - mówi "Bochen".
Sytuacja powtórzyła się tydzień później w meczu z Kielczanami przy Roosevelta. Górniczy zespół długo bił głową w mur, kiedy w końcu Rafał Janicki skierował piłkę do siatki głową po centrze Ondreja Zmrzlego z narożnika boiska. - Przed spotkaniem z Legią, kiedy byliśmy na krótkim zgrupowaniu. Nie bardzo mieliśmy tam warunki, żeby trenować stałe fragmenty gry. Śmialiśmy się choćby między sobą, iż skoro zupełnie nie ćwiczymy stałych fragmentów, to pewnie zdobędziemy w ten sposób bramkę - i nagle dokładnie tak się stało - śmieje się Rafał Janicki, bohater meczu z Koroną.
To, co zadziałało w Warszawie sztab szkoleniowy Górnika postanowił powtórzyć przed starciem z Kielczanami. - W tym tygodniu przed meczem z Koroną, dostaliśmy zarys schematu i znów przyniosło to efekt. Zdajemy sobie sprawę, iż mamy w tym względzie spore rezerwy. Przed meczem z Legią byliśmy pod tym kątem jedną z najsłabszych drużyn w lidze, więc zdecydowanie musimy nad tym jeszcze popracować, by w przyszłości dawało nam to więcej bramek - dodaje środkowy defensor drużyny z Roosevelta.












