W sprawie API jedna strona chce kompromisu, druga straszy i ostrzega

podhaleregion.pl 3 godzin temu

Choć punkt dotyczący obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej w sprawie API Areny został zdjęty z porządku obrad, temat i tak wrócił podczas wolnych wniosków i dyskusji. I to właśnie ta część sesji pokazała bardzo wyraźnie, iż w tej sprawie wola rozmowy i szukania kompromisu jest dziś tylko po jednej stronie. Po drugiej wciąż dominuje podejście: zamknąć, zlikwidować, zakończyć temat. Ta dyskusja pokazała więc nie tylko konflikt o jedno boisko, ale dużo poważniejszy spór o to, jakim miastem ma być Zakopane.

O potrzebie rozwoju infrastruktury sportowej dla młodzieży mówił podczas sesji trener i wychowawca młodzieży Adam Gubała. Zwracał uwagę, iż wielu młodych sportowców już dziś wyjeżdża z Zakopanego, ponieważ na miejscu brakuje warunków do dalszego rozwoju. Podkreślał, iż miasto powinno zrobić wszystko, aby młodzi ludzie mogli trenować i rozwijać się na miejscu przynajmniej do wieku seniorskiego, a nie być zmuszonymi do wyjazdu już jako nastolatkowie. W jego ocenie każda infrastruktura sportowa w Zakopanem powinna być rozwijana, a nie likwidowana, bo to inwestycja w młodzież i przyszłość miasta.

Na ekonomiczny aspekt funkcjonowania API zwróciła uwagę Małgorzata Komperda, właścicielka pensjonatu w rejonie Pardałówki. Podkreślała, iż turnieje organizowane na API były ogromną promocją dla Zakopanego i realnym wsparciem dla lokalnych przedsiębiorców, szczególnie poza sezonem turystycznym. Jak zaznaczyła, to nie Krupówki, ale właśnie takie miejsca jak Pardałówka odczuwają najbardziej brak turystów poza sezonem, a turnieje sportowe wypełniały tę lukę, przyciągając gości z całej Polski i z zagranicy. Jej zdaniem likwidacja turniejów w Zakopanem sprawi, iż przeniosą się one do innych miejscowości, a na tym stracą zwykli mieszkańcy prowadzący pensjonaty, restauracje i drobne usługi. Podkreśliła, iż przy organizacji takich wydarzeń działa cały łańcuch zależności – jeżeli jedni przestają zarabiać, nie zarabiają również inni.

Do sprawy odniósł się także właściciel obiektu, Dariusz Baboń, który podkreślił, iż jest gotów do rozmów i szukania rozwiązania, które pozwoli pogodzić interesy obu stron. Zaznaczył, iż boisko zostało już rozebrane zgodnie z decyzją, a jego intencją jest, aby teren przez cały czas służył dzieciom i młodzieży, choćby jeżeli miałoby to funkcjonować w innej formule. Wyraził nadzieję, iż rozmowy z radnymi i władzami miasta pozwolą wypracować rozwiązanie, które zakończy wieloletni konflikt i pozwoli przez cały czas wykorzystywać to miejsce do szkolenia dzieci i młodzieży.

Zupełnie inne stanowisko przedstawił Janusz Świerk, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Pardałówka, który występował w imieniu części mieszkańców sprzeciwiających się zmianie planu zagospodarowania i dalszemu funkcjonowaniu obiektu sportowego w tym miejscu. W swojej wypowiedzi skupił się przede wszystkim na kwestiach formalnych i prawnych oraz na uciążliwościach, jakie – według mieszkańców – przez lata towarzyszyły funkcjonowaniu obiektu. Podkreślał, iż rada miasta stanie przed wyborem, czy opowiedzieć się po stronie inwestora, czy po stronie mieszkańców, którzy – jak mówił – mają prawo do spokojnego życia i odpoczynku. Zmianę planu zagospodarowania określił jako próbę zalegalizowania uciążliwego sąsiedztwa obiektu sportowego i przekonywał, iż nowe obiekty sportowe powinny powstawać raczej na obrzeżach miast niż wśród zabudowy mieszkaniowej.

Ta dyskusja pokazała bardzo wyraźnie, iż sprawa API Areny to nie jest już tylko spór o jedno boisko. To zderzenie dwóch zupełnie różnych wizji Zakopanego – miasta, które chce się rozwijać, inwestować w sport, przyciągać ludzi i zarabiać również poza sezonem, oraz miasta, w którym problemy najłatwiej rozwiązuje się poprzez ich likwidację. I w tej sprawie tak naprawdę nie ma wygranych – choćby jeżeli ktoś wygra ten spór, Zakopane może na nim po prostu przegrać.

Idź do oryginalnego materiału