Fot. Adam Pobidyński.jpgMagiczne słowo
„Byłeś dobrym mężem” – tak mi powiedziałaś
Gdy w szpitalu na wyzdrowienie szansy już zabrakło.
Gdy czoło dotykało czoła – twarze nasze zalane łzami
A na szyjach ręce mocno splecione palcami.
Tak bardzo – tak mocno – tak rzewnie się żegnaliśmy
Że choćby swym widokiem łzy lekarzom wycisnęliśmy.
I wyszli oni na chwilę z tej sali
By nasze wspólne chwile jeszcze trwały.
I właśnie w tym momencie – w tej to właśnie chwili
Wszystko co było złe – tośmy sobie wybaczyli.
I jak nagły błysk zapłonęły na nowo nasze myśli
Pozostawiając tylko te dobre w pamięci.
Wszystkie zaś żale, krzywdy i słowa niedopowiedziane
Zostały w jednej chwili przez nas zapomniane.
I zrozumiałaś wtedy mój Ty Skarbie Kochany
Jaki byłem – czasami przez Ciebie niedostrzegany.
Bo wtedy żyłaś – byłaś przy mnie – a ja się cieszyłem
Że mogę Ci pomóc, pocieszyć.
Nie tylko pokarmem życia – ale też energią i miłością,
Ale wiedziałem, iż niedługo będziesz już tylko wiecznością.
A Ty patrzyłaś we mnie – patrzyłaś jak zawsze
A Twe spojrzenie było pełne miłości – tak gorące.
Chłonąłem go i odwzajemniałem
Sprawiałem Ci euforia – czułem – jak bardzo Cię kocham.
Że byłem z Tobą – zawsze – pomimo wątpliwości
Dawałaś mi w życiu tyle szczęścia – tyle namiętności.
I zbliżając się do tej nieznanej Ci jeszcze chwili odejścia
Chciałaś bym dał Ci jak najwięcej szczęścia.
I wyrzekłaś to magiczne słowo o którym wciąż marzyłem
Że jednak mimo wszystko – dobrym mężem byłem.
Tylko dlaczego tak późno – i w ostatniej już chwili
A mogliśmy cieszyć się szczęściem gdyśmy ze sobą byli.
Długo czekałem na te bardzo ważne dla mnie słowa
A jednak je usłyszałem.
I tak mocno utkwiły one w pamięci i mym sercu
Że będą jak skarb głęboko ukryty.
Nie wiem czy byłem dobrym – może Cię i raniłem
Ale byłem z Tobą ko końca – o Twe zdrowie się modliłem.
Za moje uczynki Pan mnie kiedyś rozliczy i osądzi
Zostanę przy Tobie i nie będę w ciemności błądził.
Pamięć
Już nie wrócą tamte chwile z Tobą spędzone
Już nie wrócą tamte dni – czasami szalone.
Już nie wrócą te spojrzenia do siebie kierowane
Już nie wrócą nasze uczucia tak gwałtownie przerwane.
Już nie będzie uśmiechu – tego czaru niczym trunku
Już nie będzie więcej Twojego namiętnego pocałunku.
Już nie będą me oczy podziwiać Twej urody
Już nie będzie kłótni – ani późniejszej zgody.
Zapomnieć nie mogę o życiu wspólnie przeżytym
Zapomnieć nie mogę o tym czasie niezwykłym.
Zapomnieć nie mogę o upojnej nocy we dwoje
Zapomnieć nie mogę – jak to dobrze jest być razem.
Pragnę Ciebie – nieważne gdzie jesteś
Pragnę Ciebie – w spojrzeniach czy geście.
Pragnę Ciebie codziennie – bez końca
Pragnę Ciebie – jak pragnie roślina słońca.
Zawsze Beato przy Tobie przecież byłem
Zawsze Beato kochałem – o zdrowie się modliłem.
Zawsze Beato pragnąłem Cię i gorąco kochałem
Zawsze Beato tęskniłem – i na końcu pożegnałem.
A teraz w samotności wspominam tamte chwile
Wylewam łzy – ach skąd się bierze ich tyle.
A teraz już tylko pozostało pomarzyć mi o Tobie
Już tylko pragnę spocząć obok Ciebie.
Promyk radości
Kiedy się modlę – to jest mi raźniej,
że jesteś przy mnie i modlitwy wysłuchujesz.
Kiedy się modlę – jakoś odważniej,
bo wiem, iż dusza Twa ze mną obcuje.
Kiedy się modlę – płyną z oczu mych łzy,
a na twarzy jest smutek wielki.
Kiedy się modlę – to tak jak kiedyś Ty,
przeżywam te chwile i swoje rozterki.
Kiedy się modlę – zamykam swe oczy,
otwieram serce i Bogu oddaję.
Kiedy się modlę – świat jak z przeźroczy
z pamięci dawne obrazy oddaje.
Kiedy się modlę – wiem, iż będę wysłuchany,
a prośby moje zostaną spełnione.
Kiedy się modlę – jestem całym sercem Bogu oddany,
a drzwi niebios są w tym momencie otworzone.
I choć tak klęcząc i prosząc Boga,
odczuwam w sercu przypływ miłości.
Przed Majestatem zawsze jest powaga,
a w sercu rodzi się promyk radości.
Nad cmentarzem
Nad cmentarzem noc zapada
nad cmentarzem zmrok.
Tu do ciebie zmarły gada
wytęż zmysły, słuch i wzrok.
Tu i ówdzie świece płoną
wokół dziwna unosi się woń.
Płomyki za sobą gonią
wzrokiem biegniesz doń.
Jakaś postać w mroku stoi
dreszcz przenika cię.
Mówisz pacierz –
odczuwasz jakiś dziwny lęk.
Więc zamykasz już swe oczy
modlisz głośno się.
Trochę niepewność ci duszę troczy
nie bój – nie bój się.
Nigdy zmarły nas nie pobił
nie nakrzyczał też.
Tylko żywy krzywdę zrobi
dobrze o tym wiesz.
Gdyby zmarli wstali teraz
mając śmierć za sobą.
Zrobiliby wszystko teraz
by iść inną drogą.
Aby tak pojmować świat
jak to widzą oni.
Pomimo upływu lat
za wiecznym szczęściem gonić.
Stoisz smutny nad mogiłą
z oczu łzy spływają ci.
Błagasz Pana całą siłą
myśli rozbiegają się.
Powiew wiatru liść poruszył
znów się lękasz.
Smutno ci jakoś na duszy
i niepokój dotyka cię.
Nad cmentarzem dziwna cisza
święci zasypiają.
Wiatr listkami znów kołysze
ciebie tu już znają.
Odchodzisz stąd zmieniony,
chłód ogarnia ciało twe.
Chylisz czoło uniżony
tu się modli ziemia.
Adam Pobidyński
Dr Adam Pobidyński – historyk, politolog, kronikarz, oficer Policji w stanie spoczynku, wcześniej pracownik administracji państwowej. Poezje pisze od młodości, wydał też kilka książek naukowych: o terroryzmie, przemocy w środowisku pracy i rodzinie, historii regionu. Aktualnie Prezes Brzozowskiego Uniwersytetu Ludowego w Brzozowie – założonego z jego inicjatywy. Po śmierci żony w 2021 roku wydał 2 tomy trenów. Opublikował także 4 tomy wierszy pt. „Mój świat”.











