Po meczu z Widzewem Łódź Rafał Leszczyński pojawił się w strefie mieszanej i porozmawiał z dziennikarzami. Przedstawiamy wypowiedzi bramkarza Wisły.
O sytuacji przed rzutem karnym:
Nic takiego, każdy kombinuje, żeby walczyć o swoje. Stanąłem przy punkcie 11. metra, sędzia zinterpretował, iż coś tam rozkopuje.
Ocena meczu:
Żal, rozgoryczenie i taka niemoc. Przyjeżdża drużyna poskładana za jakieś grube pieniądze i sędzia musi im pomagać. Ja nie rozumiem czasami - czasami jest rzut karny za zagranie ręką, czasami nie. Zmieniają się zasady.
Czy piłkarze rozumieją sytuacje związane z ręką:
Skakać na "spławik" może? interesujące czy sędziowie, jak mają swoje gierki, to czy skaczą z rękami w kieszeni. Nie wiem, może wiązać ręce do spodenek. Naprawdę nie wiem. Siedzimy w szatni i nie wiemy. Podejrzewam, iż sędziowie sami nie wiedzą, to jest interpretacja sędziego. Można tym żonglować i zawsze się wybroni.
O przebiegu pierwszej połowy:
Uważam, iż mecz mieliśmy całkowicie pod kontrolą w pierwszej połowie. Gdyby nie rzut karny, to Widzew prowadzenia by nie objął. Myślę, iż im dalej w las, to byłoby im ciężej i nie skończyłoby się takim rezultatem jak się skończyło. Musieliśmy się otworzyć, bo nie ma różnicy czy przegrasz 1:0 czy 5:0.
O stanie boiska:
Boisko jest jakie jest. To nie jest klepka futsalowa, iż piłka może chodzić jak po dywanie. Trzeba się przygotować, iż mecze nie będą piękne, bo warunki są takie, jak widzieliście.
O wnioskach:
Jesteśmy za dobrym zespołem, żeby przegrać trzeci mecz z rzędu. Nie możemy dopuścić, żeby ktoś zatracił wiarę w siebie. Uważam, iż ani w Gliwicach, ani teraz, nie zasłużyliśmy na porażki. To są wypadki przy pracy. Wierzę w ten zespół, wiem jaką mamy jakość. Wierzę, iż się podniesiemy.










