Rozmach wydarzenia robi wrażenie – muzyk grał niemal codziennie, odwiedzając kolejne zakątki Zamojszczyzny: 1 sierpnia (sobota): Dańczypol (koło Grabowca), 2 sierpnia (niedziela): Lawendowe Poletko w Moniatyczach, 3 sierpnia (poniedziałek): Kułakowice Trzecie, 4 sierpnia (wtorek): Podhorce (koło Tomaszowa Lubelskiego, przy parafii ks. Dariusza), 5 sierpnia (środa): Wioska Gotów w Masłomęczu, 6 sierpnia (czwartek): Nowe centrum w Tyszowcach, 7 sierpnia (piątek): Werbkowice, a na finał - 9 sierpnia (niedziela): Góra Ślimaka w Zadębcach (gmina Trzeszczany).Zamienił duże media na „pudło bez prądu”Michał Kowalonek, mający na koncie występy z rozbudowanymi składami i koncerty w prestiżowych studiach radiowych, tym razem postawił na minimalistyczny projekt „Super Sam”.– Dla kontrargumentu wybrałem po prostu gitarę i mikrofon – bez udawania, bez elektroniki. Po prostu tylko słowo i muzyka. Pojechałem w świat i zacząłem grać takie kameralne koncerty. Okazało się, iż tam nie ma dużej sceny, ale jest niezwykle przyjazna, wręcz rodzinna atmosfera – opowiada
artysta.Taki format okazał się strzałem w dziesiątkę. W Kułakowicach po raz pierwszy wybrzmiały wyjątkowe utwory o miłości, a w Podhorcach czy Moniatyczach publiczność reagowała gorącym przyję
ciem.Jubileusz na Górze Ślimaka i międzypokoleniowa magiaKulminacja trasy nastąpiła 9 sierpnia w Zadębcach. Na słynnej Górze Ślimaka zgromadziło się ponad 100 osób! Co ciekawe, dla samego muzyka był to moment wyjątkowy – właśnie tutaj zagrał swój 150. koncert w ramach solowego cyklu „Super Sam”.Na widowni zasiadły pełne wielopokoleniowe rodziny – od młodzieży po seniorki, w tym 81-letnia mama sołtysa oraz panie z Koła Gospodyń Wiejskich.– Dzisiaj robiłem wywiady z ludźmi i naprawdę wszystkim bardzo się podobało. Wszędzie było wielkie zainteresowanie, a na Górze Ślimaka – prawdziwy tłum! – relacjonuje z dumą organizator, sołtys Krzysztof
Mroczkowski.Spontaniczne chórki i sołtys z gitarą!Bliskość artysty z publicznością zaowocowała niezwykłymi momentami. Dziewczyny z lokalnych miejscowości (Zadębiec, Konopnego czy Bogucic) zachwycone klimatem pierwszych występów... zaczęły jeździć za Kowalonkiem z koncertu na koncert, tworząc spontaniczne chórki!Do wspólnego muzykowania dał się wciągnąć choćby sam sołtys Mroczkowski, który zagrał na gitarze dwie zwrotki podczas finałowego utworu. Na zakończenie wydarzenia nie zabrakło też słodkiego poczęstunku, połączonego ze świętowaniem urodzin organizatora."Są takie wieczory, których po prostu nie chce się kończyć, a sobotni wieczór w Mojsławicach z Michałem Kowalonkiem był właśnie jednym z tych wyjątkowych. Była muzyka, która przywoływała wspomnienia, były słowa, które trafiały prosto w serce, i ten niezwykły klimat, za pomocą którego choć na chwilę można było zatrzymać czas… Nostalgia, emocje, wspólne śpiewanie i muzyka, z którą wielu z nas dorastało. Mojsławice pokazały po raz kolejny, iż dobra muzyka potrafi łączyć ludzi, Do takich chwil chce się wracać…" - czytamy na profilu "Sołtys Zadębce Wieś" na portalu społecznościowym Facebook.
Prawda za prawdę – będą kolejne koncerty!Trasa pokazała, jak ogromny jest głód prawdziwej, bezpretensjonalnej kultury poza wielkimi aglomeracjami.– jeżeli artysta daje na scenie po prostu prawdę, to dostaje prawdę z powrotem. Usłyszałem tu od ludzi niesamowite, poruszające historie życiowe i wojenne. To byli słuchacze spragnieni muzyki i zwykłej rozmowy – podsumowuje Michał
Kowalonek.Zarówno artysta, jak i Krzysztof Mroczkowski deklarują jednoznacznie: to nie było jednorazowe wydarzenie! Decyzja o powrocie na trasę w przyszłym roku już zapadła, a organizatorzy już szukają kolejnych urokliwych miejsc, do których trafi ta niezwykła muzyczna
energia.CZYTAJ TEŻ: