Starym Polonezem pokonać ponad 7 kilometrów do Maroka i z powrotem? Dla chłopaków z naszego terenu to żaden problem. Mogą pochwalić się zaliczeniem kolejnej już edycji rajdu charytatywnego Złombol.
Złombol to największy rajd charytatywny, w którym zespoły pokonują tysiące kilometrów autami z PRL. – Formuła pozostaje taka sama, jaka była od lat. Jedziemy starymi autami z byłego bloku wschodniego w świat, aby pomagać dzieciom z domów dziecka. Robimy to w formule bardzo luźnej – bez checkpointów, ustalonych zadań i konkursów po drodze. Złombol to bardziej wyprawa niż rajd. Sama trasa jest celem – i jednocześnie zadaniem. Na trasie panuje pełna wolność. Przedstawione trasy są jedynie przykładem – każdy jedzie, jak mu pasuje, i śpi tam, gdzie chce – informowali organizatorzy.
Start rajdu tradycyjnie miał miejsce w Chorzowie, metę w tym roku wyznaczono w Ras el Ma w Maroku. Na trasie rajdu, już po raz trzeci zameldował się Juma Team. W tym roku ekipę tworzyli: Przemek Dąbrowski z Naprusewa, Radek Działakiewicz z Ostrowitego, Mateusz Mikołajczyk z Obłaczkowa i Mateusz Gałdecki z Czeszewa Budy. W trasę liczącą ponad 7 tysięcy kilometrów wyruszyli starym Polonezem.
– W piątek 26 czerwca, po zebraniu załogi, wyruszyliśmy wczesnym popołudniem w kierunku Chorzowa na stadion Śląski. Tym razem dzień wcześniej przed oficjalnym sobotnim startem, aby mieć dzień zapasu do wykorzystania. Kilka kilometrów przed stadionem wskazówka temperatury cieczy chodzącej znalazła się na czerwonym polu. Okazało się, iż zbiornik wyrównawczy jest pęknięty. Szybka naprawa i wymiana po jakimś czasie na inny. Było już dość późno by zapuszczać się dalej w trasę, więc przenocowaliśmy w Sosnowcu. Nazajutrz wyjechaliśmy w kierunku Austrii, na tapet wrzuciliśmy Wiedeń. Podczas podjazdu na taras widokowy ponownie wskazówka temperatury weszła na czerwone pole. Po weryfikacji, problemem był niezałączający się wentylator. Po półgodzinnym postoju w końcu mogliśmy zobaczyć cały Wiedeń z góry. Zwiedziliśmy jego najciekawsze zabytki. Następnego dnia, 28 czerwca wyruszyliśmy w stronę krainy gondol – Wenecji. Już na początku nie obyło się bez awarii. Popychacz hydrauliczny zaworów postanowił odmówić współpracy, dalsza jazda skutkowała awarią silnika. Po usunięciu usterki pojechaliśmy dalej. Dotychczas mieliśmy codziennie mniejszą lub większą awarię. W Wenecji przemierzyliśmy sporo ulic, w ekspresowym tempie, by móc jak najwięcej zobaczyć. Czas nas gonił nieubłaganie, a do mety zostało jeszcze sporo kilometrów do pokonania. Kolejnego dnia miejscem, które postanowiliśmy odhaczyć było Monako. Po drodze odwiedziliśmy „na szybko” Mediolan. Droga do Monako przebiegała serpentynami, dolinami, przez liczne tunele. Już sama droga była nie lada atrakcją. W Monako przejechaliśmy naszym bolidem ulicami, które w momencie trwania wyścigów królowej motorsportu (wyścigi Formuły 1) są przeistaczane w tor wyścigowy. Dalsza część podróży polegała na dotarciu do Almerii, skąd promem mieliśmy przedostać się do Maroko. W drodze nie obyło się bez przygód. Otrzymaliśmy informację, iż jedna z załóg potrzebuje pomocy, gdyż ich Skoda Favorit uległa poważnej awarii. Przyczyną awarii była uszkodzona uszczelka pod głowicą. Naprawa trwała aż 4 godziny w warunkach niemalże polowych. Naprawa zakończyła się sukcesem i z satysfakcją, iż mogliśmy pomóc wyruszyliśmy dalej. Wychodzimy z założenia, iż dobro powraca. Podróż do Almerii trwała 2 dni w upale i skwarze, miedzytankowania pozwalały nam chwilę odpocząć, a czas nas gonił. 1 lipca po wyczerpującej drodze w końcu znaleźliśmy się na promie. Następnego dnia (2.07) wylądowaliśmy na marokańskiej ziemi. Przekroczenie granicy trwało kilka godzin. Po sprawdzeniu dokumentów wyruszyliśmy do miejscowości Ras El Ma. Od początku musieliśmy się przyzwyczaić do zupełnie innych zachowań na drodze kierowców i pieszych, dalece odbiegających od tych w Europie. Trasa do mety przebiegała przez góry oraz opustoszałe wsie. W końcu po pokonaniu ponad 4000 km, z przeciwnościami losu naszym oczom ujrzała się meta, główny cel naszej wyprawy. Podsumowując: Cieszymy się, iż po raz kolejny wzięliśmy udział w inicjatywie, jaką jest charytatywny wyścig komunistycznymi autami Złombol. Nasz cel osiągnięty. Pomoc dzieciom z domów dziecka była najważniejsza. Dziękujemy rodzinie, znajomym, darczyńcom, iż przyczynili się razem z nami do tego sukcesu – relacjonuje załoga Juma Team, która szczęśliwie wróciła już do domu.
3.900 zł – tyle nasza załoga zebrała dla domów dziecka
48 stopni Celsjusza – to najwyższa temperatura zarejestrowana w Polonezie podczas drogi do Maroka
7.600 km – tyle pokonała Juma Team do Maroka i z powrotem

2 tygodni temu







