Czy budowa świdnickiego Parku Wodnego to rzetelnie przygotowany projekt, czy skok na głęboką wodę bez sprawdzenia, czy w basenie jest dno? Oficjalna korespondencja między Urzędem Miejskim a jednym z mieszkańców rzuca cień wątpliwości na to, jak władze Świdnicy planują wydać rekordowe 80 milionów złotych z naszych podatków. Rodzi się też pytanie, dlaczego mimo wiedzy, iż na obiekty rekreacyjne nie można pozyskać żadnej dotacji, prezydent miasta nie próbuję rozszerzyć obiektu o część sportową, która taką możliwość daje. Czy mieszkańcy będą musieli ponieść sami ciężar inwestycji szacowanej przez miasto na 80 mln złotych?
TEGO NIE PRZECZYTASZ W MEDIACH SPOŁECZNOŚCIOWYCH

W Świdnicy nie gasną wątpliwości wokół tematu budowy Parku Wodnego. Prezydent Beata Moskal-Słaniewska zapewnia, iż wszystko jest pod kontrolą, a inwestycja jest „zoptymalizowana”. Jednak gdy wydawca portalu Swidnica24.pl, Marek Kowalski, zaczął pytać o twarde dane, odpowiedzi magistratu zaczęły przypominać slalom gigant między faktami a ich brakiem.
Cudowne rozmnożenie… wątpliwości
Jeszcze 19 lutego br. w oficjalnym piśmie do Marka Kowalskiego, prezydent miasta przekonywała, iż decyzja o inwestycji jest poparta analizami „doświadczonych pracowników”, a obiekt jest „dopasowany do potrzeb mieszkańców i możliwości miasta”. Co więcej, zapewnia o zastosowaniu rozwiązań, które „przyczynią się do optymalizacji kosztów eksploatacji”. Na prośbę o udostępnienie tychże analiz i konkretnych wyliczeń oszczędności, o których informowała prezydent, narracja zmieniła się o 180 stopni. W piśmie z 5 marca (sygn. WO.1431.2.2026) Urząd przyznaje nagle, iż wiarygodne koszty utrzymania będą znane dopiero po realizacji projektu, a dotychczasowe analizy to jedynie… niepodlegające udostępnieniu „notatki robocze”.
Kolejna kwestia to źródło finansowania. Prezydent wskazuje „Planowanym źródłem finansowania inwestycji w latach 2027-2028 są dochody własne budżetu”. Na prośbę o szczegółowe wyjaśnienie, okazuje się, iż urząd miejski nie posiada odrębnych symulacji finansowych dotyczących płynności budżetu dla tej inwestycji (odsyła do ogólnego WPF). Nie ma też żadnej analizy, jak takie obciążenie finansowe wpłynie na inne inwestycje, choćby na remonty i modernizacje dróg.
Finansowa samotność inwestycji: Dlaczego Świdnica rezygnuje z milionów?
W cieniu dyskusji o „notatkach” kryje się fakt, który budzi największy sprzeciw: obecna koncepcja obiektu niemal całkowicie zamyka drogę do pozyskania zewnętrznych dotacji.
Analiza programów wsparcia (np. z Ministerstwa Sportu i Turystyki) wskazuje, iż fundusze płyną tam, gdzie buduje się obiekty o charakterze sportowo-rekreacyjnym. Gdyby projekt zakładał budowę basenu o parametrach sportowych, miasto mogłoby ubiegać się o dofinansowanie sięgające choćby kilkudziesięciu milionów złotych. Wybór wariantu wyłącznie rekreacyjnego (typowo „zabawowego”) sprawia, iż każda zjeżdżalnia zostanie sfinansowana w 100% z kieszeni świdnickiego podatnika. W odpowiedzi na pytania Marka Kowalskiego prezydent Moskal-Słaniewska w jednym zdaniu wskazuje, iż miasto będzie szukać możliwości pozyskania dofinansowania, by w drugim stwierdzić, iż projekt nie wpisuje się w obecne nabory.
Warto przypomnieć, iż na takie rozwiązanie – budowę niecki sportowej basenu zamiast rekreacyjnej – wskazywały środowiska sportowe podczas otwartego posiedzenia Komisji Rady Miejskiej w Świdnicy już w ubiegłym roku.
Komu ma służyć ten upór? Skoro zmiana profilu na sportowo-rekreacyjny mogłaby przynieść gigantyczną ulgę dla budżetu, dlaczego prezydent Beata Moskal-Słaniewska trzyma się wizji „dotacjo-odpornej”? Czy to realizacja potrzeb mieszkańców, czy budowa kosztownego pomnika obecnej władzy, na który Świdnicy po prostu nie stać?
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć
Marek Kowalski jest przekonany, iż mieszkańcy zasługują na rzetelne odpowiedzi, jeżeli mają być jedynymi inwestorami. W związku z wymijającymi odpowiedziami skierował skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na bezczynność prezydenta miasta, a także wniosek do Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej o przeprowadzenie kontroli doraźnej w sprawie przygotowań do budowy Parku Wodnego w Świdnicy.
Wydawca Swidnica24.pl zwrócił się również do przewodniczącego Rady Miejskiej, a w odpowiedzi dowiedział się, iż Krzysztof Lewandowski „wierzy, iż wszystko będzie dobrze”. Na czym opiera tę wiarę, nie wyjaśnił.
– Świdniczanie zasługują i potrzebują nowoczesnego basenu krytego, który powinien być w mieście od dawna. Nikt temu nie zaprzecza i ja również jako mieszkaniec Świdnicy jestem zwolennikiem takiej inwestycji. Rolą władz miasta jest jednak gospodarne i mądre wydawanie pieniędzy mieszkańców, a oni powinni wiedzieć, na czym opierają się wyliczenia, jaki wpływ tak duży wydatek będzie miał na inne, mniej spektakularne, ale potrzebne inwestycje. Z mojej korespondencji z prezydent miasta wynika, iż nic nie zostało sprawdzone ani wyliczone na podstawie rzetelnych analiz. Nie rozumiem także, dlaczego, mimo tak licznych głosów środowiska sportowego, prezydent upiera się jedynie przy rozrywkowej funkcji Parku Wodnego i nie chce sięgnąć po dotacje na obiekty sportowe, co byłoby wielką ulgą dla budżetu miasta – dodaje Marek Kowalski.
W tym roku z budżetu miasta mają zostać wydane 3 miliony złotych na projekt Parku Wodnego.
/red./

2 godzin temu














