Był taki dzień, kilka lat temu, gdy w progu Przedszkola nr 4 przy ul. M. Konopnickiej w Pułtusku stanęły małe, zapłakane istotki. Kurczowo trzymały się maminej spódnicy, a tatusiowie – z zapartym tchem i ściśniętym gardłem – woleli czekać w samochodach, byle tylko nie rozkleić się na widok swoich płaczących pociech. Wtedy wydawało się, iż moment adaptacji dzieci do nowych kolegów, nowego miejsca to Mount Everest nie do pokonania… - Przedstawiamy dziś historię na faktach opartą. My przyszliśmy do przedszkola z buzią tak rozdartą…Mama mnie przyprowadziła, tata w aucie został. Gdyby na to wszystko patrzył, zawału by dostał! Ze mną też łatwo nie było, wyłam wniebogłosy, jak to sobie przypominam, aż mi stają włosy! Ciężkie ciocie miała życie… Wiadomo… Maluchy! Sporo się napracowała, żeby zrobić z nas zuchy! - już od pierwszych chwil Smerfy wzruszyły i rozbawiły swoimi wspomnieniami z pierwszych chwil w przedszkolu, historiami własnego dorastania rodziców, wychowawczynie, dyrektorki Przedszkola numer 4 przy ul. M. Konopnickiej w Pułtusku i gościa tego ważnego dnia Patrycję Kazimierczak z Urzędu Miasta. Wszyscy spotkali się w letnim przedszkolnym ogrodzie, gdzie Smerfy żegnały się z przedszkolem. Od września idą już do szkoły…
Dziś, po łzach z pierwszych dni w przedszkolu nie było już śladu. Grupa „Smerfów”- dziewczynek i chłopców - odważna, samodzielna i dumna