Kamienie, które mówią – czyli po co nam zamek w Niemodlinie?

opowiecie.info 3 godzin temu

Zabytki to nie tylko martwe mury i kurz osiadający na barokowych gzymsach. To żywa tkanka naszej tożsamości, o czym przypomniały regionalne obchody Międzynarodowego Dnia Ochrony Zabytków w Niemodlinie, stając się pretekstem do dyskusji o cenie i sensie ratowania przeszłości.

Inauguracja „Weekendu z Zabytkiem” na zamku w Niemodlinie pokazała, iż stare mury potrafią tętnić życiem. Wręczenie srebrnych odznak „Za opiekę nad zabytkami” m.in. burmistrzowi Bartłomiejowi Kostrzewie, dr Magdalenie Przysiężnej-Pizarskiej czy Marcinowi Husakowi to sygnał, iż za każdym uratowanym detalem stoją konkretni ludzie – pasjonaci, którzy w walce z czasem i wilgocią rzadko mówią „pas”.

Sens pamiętania: Dlaczego adekwatnie to robimy?

Międzynarodowy Dzień Ochrony Zabytków, ustanowiony przez ICOMOS, ma głębszy sens niż tylko uroczyste przecinanie wstęg. To moment refleksji nad tym, co zostawimy po sobie w świecie zdominowanym przez „tymczasowość” i tani beton. Ochrona zabytków to:

  • Budowanie tożsamości: Na Opolszczyźnie, gdzie historia splata wpływy polskie, czeskie i niemieckie, zabytki są jedynym obiektywnym świadkiem naszej skomplikowanej przeszłości.

  • Kapitał ekonomiczny: Rewitalizacja zamku czy pałacu to impuls dla lokalnej turystyki, gastronomii i rzemiosła.

  • Zrównoważony rozwój: Najbardziej ekologicznym budynkiem jest ten, który już stoi. Adaptacja starych spichlerzy czy fabryk to wyraz szacunku dla surowców i pracy poprzednich pokoleń.

Finansowa rzeczywistość: Opolszczyzna na tle kraju

Ochrona zabytków to jednak nie tylko ideały, to przede wszystkim twarda matematyka. Jak wygląda sytuacja w naszym regionie?

Skarb Państwa kontra regiony Tradycyjnie największy strumień pieniędzy z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (MKiDN) płynie tam, gdzie zagęszczenie zabytków klasy zerowej jest największe: do Małopolski (Kraków), na Dolny Śląsk oraz do Warszawy. Opolszczyzna, choć niezwykle bogata w architekturę rezydencjonalną (słynna „Dolina Pałaców i Ogrodów”), często musi walczyć o środki z pozycji regionu mniejszego.

W ostatnich latach statystyki pokazują, iż województwo opolskie otrzymuje z dotacji celowych MKiDN średnio od 15 do 25 mln zł rocznie na konkretne prace konserwatorskie. Dla porównania: sąsiedni Dolny Śląsk potrafi „wyciągnąć” z budżetu centralnego kwoty dwu- lub trzykrotnie wyższe, co wynika z ogromnej liczby obiektów wpisanych do rejestru.

Samorządy biorą ciężar na barki Ciężar ochrony często spoczywa na samorządzie województwa, powiatach oraz gminach. Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego regularnie ogłasza nabory, w których do podziału jest zwykle kilka milionów złotych (średnio ok. 3-5 mln zł w skali roku). Choć kwoty te wydają się kroplą w morzu potrzeb (koszt remontu jednego dachu pałacowego to często miliony), są najważniejsze jako „wkład własny”, pozwalający starać się o fundusze unijne.

Warto zauważyć: Opolszczyzna przoduje w wykorzystaniu funduszy z Rządowego Programu Odbudowy Zabytków (Polski Ład). W ostatnich edycjach do regionu trafiło ponad 100 mln zł, co jest kwotą rekordową i pozwoliło na remonty w niemal każdej gminie – od wiejskich kościółków po miejskie mury obronne w Paczkowie czy Nysie.

Wyzwania: Między ruiną a luksusem

Ochrona zabytków na Opolszczyźnie ma swoją specyfikę – mamy tu dziesiątki prywatnych pałaców, które po upadku PGR-ów popadły w ruinę. Państwo i samorząd dają narzędzia, ale najważniejszy jest inwestor. Niemodlin jest przykładem sukcesu, gdzie prywatny właściciel przy wsparciu dotacji i lokalnej społeczności przywraca blask potężnej budowli.

Sens świętowania takiego dnia jak w Niemodlinie polega na tym, by uświadomić sobie, iż zabytek to nie „problem dla konserwatora”, ale nasza największa szansa na wyróżnienie się na mapie Europy. Bo choć budżety zawsze będą za małe, to pasja ludzi nagrodzonych srebrnymi odznakami jest paliwem, którego nie da się przeliczyć na żadną dotację.

Fot. UWWO

Idź do oryginalnego materiału