Jeden gol przesądził o wygranej Servette Genewa nad GKS-em Tychy w Hokejowej Lidze Mistrzów. Kapitalne trafienie w okienko pozbawiło mistrzów Polski co najmniej punktu. Drużyna Trójkolorowych przegrała 0:1. Tyszanie zagrali u siebie dobry mecz i zabrakło kilka do sprawienia niespodzianki.
Goście ze Szwajcarii od razu zdecydowanie ruszyli pod bramkę GKS-u Tychy i rozpoczęli test defensywy mistrzów Polski. Zwycięzcy Ligi Mistrzów z roku 2024 byli agresywni, szybcy i bardzo dokładni w swoich akcjach, co sprawiało niemały problem polskiej drużynie. Ale drużyna trenera Pekki Tirkkonena broniła się bardzo dzielnie, dobrze przesuwając się po lodzie, odcinając linie podań i blokując uderzenia Servette.
Mnóstwo było gry na bandach i ofiarności, co mogło podobać się kibicom. Obrona tyszan wytrzymała choćby czterominutowe osłabienie dla Karola Sobeckiego, który wylądował w boksie kar za grę wysokim kijem. Mało było co prawda gry w ataku Trójkolorowych, bowiem ci oddali przez całą tercję tylko jeden celny strzał, natomiast za grę „z tyłu” warto ich pochwalić.
Druga tercja również mogła się podobać – nie tylko ponownie ze względu na dobrą grę Tyszan, ale generalnie na niezły poziom spotkania. GKS przez kolejne 20 minut nie dał się pokonać drużynie wypełnionej reprezentantami kraju i mających przeszłość gry za Oceanem. Co więcej, GKS dorzucił swoje w ofensywie.
W 26. minucie karę otrzymał reprezentant Litwy Simas Ignatavicius, po której GKS z pełnym impetem wjechał do tercji przeciwnika. Valtteri Kakkonen – strzał, Bartłomiej Pociecha – poprzeczka. Później próba Marka Viitanena z dystansu i ponownie wyciągnął się bramkarz drużyny z Genewy Robert Mayer. kilka brakowało, a moment nieostrożności wykorzystałby Jimmy Vesey, który wyjechał „sam na sam” z Tomasem Fucikiem. Bramkarz kadry Polski spisał się jednak doskonale.
Pięć minut później tyszanie ponownie grali z przewagą jednego zawodnika, ale zabrakło skuteczności Bartłomiejowi Jeziorskiemu, Viitanenowi i Kerkkanenowi. Przy dużej zasłudze bramkarza Mayera. Gorąco pod bramką gospodarzy było w końcówce tercji. W zamieszaniu blisko otworzenia wyniku meczu było Servette, ale finalnie gol nie padł. Na dwie minuty kary zjechał jednak Lauri Sertti.
Także i to osłabienie, dzielone pomiędzy drugą i trzecią tercję, Tyszanie wytrwali bez straty gola. Tak jak kolejne minuty, w czym również spora zasługa dobrej dyspozycji Fucika. Tyski bramkarz przed spotkaniem z Genewą miał na koncie najwięcej obronionych strzałów ze wszystkich w stawce (135), a tym spotkaniem jeszcze wyśrubował tę statystykę.
Im bliżej końca spotkania, tym bardziej zmęczenie dawało się mistrzom Polski we znaki. Obrona swojej bramki była często dość rozpaczliwa, jednak skuteczna – ręką, nogą, ciałem, z kijem lub bez kija.
Finalnie w 59. minucie Viili Saarijarvi otrzymał krążek z prawej flanki i atomowym strzałem od poprzeczki nie dał szans bramkarzowi. Chirurgicznie precyzyjne uderzenie reprezentanta Finlandii nie pozostawiło wiele czasu gospodarzom na odpowiedź. Bramkarz zjechał do boksu, ale wyniku zmienić się już nie udało.
Kolejne spotkanie GKS-u w ramach Ligi Mistrzów za niespełna miesiąc. Trójkolorowi pojadą do Niemiec, a ich rywalami będzie Adler Mannheim.
Kamil Hajduk

3 godzin temu














![Kosztował fortunę. Strzelił spektakularnego gola [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6aa5b3e60e0671_08309079.jpg)