Dzień 11 lutego 2026 roku był dla mnie kolejną okazją do podjęcia gorzkiej, ale jakże potrzebnej diagnozy naszej społecznej rzeczywistości. Zasiadając przed ekranem komputera, by w trybie online śledzić przebieg VI regionalnej konferencji Dostępność dziś i jutro, zorganizowanej przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, wiedziałem, iż nie czeka mnie wyłącznie gładkie, urzędnicze sprawozdanie. I nie myliłem się. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, iż w drodze do pełnego włączenia społecznego wciąż mamy do pokonania strome schody. I to nierzadko dosłownie.
Wydarzenie to stało się bezkompromisową opowieścią o tym, jak systemowo traktujemy drugiego człowieka. Dobitnie udowodniło, iż w dzisiejszej Polsce niwelowanie barier to absolutnie nie jest kwestia charytatywnego gestu, luksusu czy widzimisię urzędników, ale niezbywalne prawo, które warunkuje niezależne i godne funkcjonowanie każdego z nas.
Czas płynie nieubłaganie – dostępność to nasza wspólna przyszłość
Już podczas otwarcia debaty padły słowa, które w niezwykle trafny sposób zdefiniowały cały sens naszych starań o świat bez barier. Warto przywołać tu refleksję historyczną: jeszcze dekadę temu o projektowaniu uniwersalnym w Polsce w ogóle się nie rozmawiało. Dziś mamy dedykowane ustawy, mamy programy rządowe, ale wciąż brakuje nam pełnej, społecznej świadomości. Prezes ZUS, Mariusz Jedynak, użył bardzo plastycznego i przemawiającego do wyobraźni porównania. Zauważył on, iż z dostępnością jest dokładnie tak samo, jak z systemem emerytalnym. Zbyt często przypominamy sobie o niej dopiero wtedy, gdy stajemy w obliczu jesieni życia lub nagłej utraty sprawności, stojąc z papierowym wnioskiem w drżącej ręce.
A przecież, patrząc na nieubłagane statystyki demograficzne, prędzej czy później każdy z nas będzie musiał z tej dostępności skorzystać. Zmierzamy w kierunku społeczeństwa gwałtownie starzejącego się, w którym to seniorzy i osoby ze szczególnymi potrzebami będą stanowić ogromną, jeżeli nie przeważającą część obywateli. Dlatego musimy natychmiast przestać traktować niwelowanie przeszkód jako przywilej dla nielicznych. To absolutny fundament nowoczesnego państwa i inwestycja w naszą własną, bezpieczną przyszłość. Niezwykle cenną inicjatywą, o której wspomniano podczas debaty, jest planowane wdrożenie tematyki dostępności do szkół ponadpodstawowych w ramach Lekcji z ZUS. To krok milowy – by młode pokolenie, które dziś jeszcze nie myśli o fizycznych i cyfrowych barierach, od najmłodszych lat uczyło się empatii i projektowania uniwersalnego jako czegoś całkowicie naturalnego.
Lęk, milczenie i upominanie się o własną godność
Jednym z wątków, który podczas paneli dyskusyjnych poruszył mnie najmocniej, była kwestia egzekwowania prawa do niezależnego życia na poziomie lokalnym. Z informacji przekazanych przez Łukasza Iwancio z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych wyłania się obraz, który dla nas – mieszkańców mniejszych społeczności, takich jak nasze w powiecie iławskim – brzmi niestety aż nadto znajomo.
Okazuje się, iż choć mechanizm skargowy na brak dostępności architektonicznej czy cyfrowej w podmiotach publicznych istnieje od kilku lat i powoli przynosi owoce, to obywatele wciąż bardzo rzadko z niego korzystają. Głównym powodem jest zwykły, paraliżujący ludzki strach. Wyobraźmy sobie samotnego seniora lub osobę z niepełnosprawnością, która musi napisać oficjalną, imienną skargę na jedyną w gminie przychodnię lekarską, lokalny ośrodek pomocy czy urząd, ponieważ brakuje tam podjazdu, windy lub asystenta. Tacy ludzie najczęściej rezygnują z walki o swoje fundamentalne prawa, w obawie przed tym, iż w przyszłości spotkają się z niechęcią, odrzuceniem czy wręcz ostracyzmem ze strony lokalnego personelu.
Zwróciła na to uwagę również prezes PFRON, Małgorzata Lorek, a także przedstawiciele administracji rządowej. Podkreślano, iż choć mechanizmy twardego prawa i ewentualnych kar są niezwykle potrzebne, to często najlepszym i najszybszym rozwiązaniem okazuje się zwykły dialog. Czasami wystarczy szczera rozmowa z kierownikiem lokalnego urzędu czy dyrektorem placówki kulturalnej, by uświadomić im problem, którego wcześniej – patrząc z wygodnej perspektywy osoby w pełni sprawnej – po prostu nie dostrzegali. Zmiana zaczyna się od świadomości, a prawo ma nam jedynie w tym dialogu asystować. Wciąż jednak brakuje nam systemowego poczucia bezpieczeństwa, chociażby w postaci w pełni anonimowych zgłoszeń, które chroniłyby najsłabszych obywateli.
Archipelag dostępności na oceanie wykluczenia
Podczas panelu eksperckiego usłyszeliśmy również bezlitosną, pozbawioną pudru diagnozę polskiej rzeczywistości cyfrowej. Artur Marcinkowski z Fundacji Widzialni określił obecny stan wdrażania standardów mianem wyspowego archipelagu dostępności. Oznacza to, iż mamy w kraju instytucje państwowe i duże firmy, które są wzorem do naśladowania – to te nieliczne, jasne i bezpieczne punkty na mapie. Wokół nich wciąż rozciąga się jednak ogromny, mroczny ocean wykluczenia, gdzie skomplikowane aplikacje bankowe, nieczytelne strony e-commerce czy niedostępne formularze urzędowe odcinają użytkowników od decydowania o własnym życiu i finansach.
Z czego wynika ten gigantyczny opór twórców i biznesu? Jacek Zadrożny, znany z bezkompromisowego podejścia niezależny ekspert, postawił odważną, psychologiczną tezę: jako społeczeństwo podświadomie panicznie boimy się starości, chorób i niedołężności. Wypieramy te tematy z naszej codzienności, traktując je niemal jak tabu, a co za tym idzie – marginalizujemy kwestię dostępności, spychając ją na sam dół listy decyzyjnych priorytetów. Jak gorzko zauważono, w sektorze prywatnym udogodnienia wciąż często traktowane są jako zło konieczne, robione wyłącznie pod przymusem prawa, a nie z głębokiego poczucia społecznej odpowiedzialności za klienta.
Złudzenie jednorazowego sukcesu
Co więcej, przedstawiciel Ministerstwa Cyfryzacji, Rafał Kanarek, zwrócił uwagę na bardzo niebezpieczną pułapkę, w którą wpadają samorządy i firmy. Dostępność to nie jest jednorazowy projekt, który można zrealizować, odhaczyć podczas audytu, oprawić certyfikat w ramkę i o wszystkim zapomnieć. To nieustanny proces. Co z tego, iż instytucja wyda ogromne środki na perfekcyjne dostosowanie strony internetowej, jeżeli następnego dnia nieprzeszkolony pracownik opublikuje na niej niezwykle istotny komunikat w formie niedostępnego skanu bez tekstu alternatywnego? W ułamku sekundy cała technologiczna praca idzie na marne, a obywatel z dysfunkcją wzroku znowu odbija się od wirtualnej ściany.
Potrzebujemy urzędników i twórców, dla których dostępność będzie naturalnym odruchem – od pierwszej linijki kodu po ostatni opublikowany dokument tekstowy. Eksperci radzą wprost: najszybszą lekcją pokory i empatii dla wszystkich decydenta czy programisty jest zaproszenie osoby niewidomej, głuchej lub seniora do przetestowania ich produktu na żywo. Kiedy prezes firmy widzi na własne oczy, iż jego klient nie potrafi sfinalizować koszyka zakupowego w e-sklepie, to doświadczenie na zawsze zmienia jego menadżerską perspektywę.
Rozwiązania są na wyciągnięcie ręki – czas przejść od projektów do systemu
Dostępność to jednak nie tylko wytykanie błędów, ale ogromna, biznesowa szansa. Przedsiębiorcy, którzy zignorują rosnącą grupę seniorów i osób z niepełnosprawnościami, po prostu wypadną z rynku. Jak zauważył Przemysław Herman z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, państwo wreszcie odchodzi od tymczasowych projektów na rzecz trwałego, systemowego wsparcia. Zrzucanie winy na brak środków traci rację bytu, bo w przestrzeni publicznej czekają potężne instrumenty finansowe.
Magdalena Nowosadzka z Banku Gospodarstwa Krajowego przypomniała o bezprecedensowych pożyczkach dla firm: do miliona złotych na kompleksową likwidację barier architektonicznych, informacyjno-komunikacyjnych i cyfrowych, przy stałym oprocentowaniu wynoszącym zaledwie 0,15 proc. w skali roku. Co najważniejsze, uzyskanie certyfikatu dostępności pozwala na umorzenie kapitału choćby do 30 proc. Wyobraźmy sobie całkowicie dostosowaną infrastrukturę turystyczną nad naszym Jeziorakiem czy pozbawione progów iławskie punkty usługowe. Środki na tę zmianę naprawdę są na wyciągnięcie ręki.
Zimowa konferencja ZUS utwierdziła mnie w przekonaniu, iż budowanie świata bez barier wymaga ciągłej, rzetelnej pracy. Powszechna dostępność to dziś prawdziwa miara naszego humanizmu i poparty demografią krok w stronę przyszłości, w której nikt nie zostanie zepchnięty na margines.
A jak ta sytuacja wygląda z Waszej, codziennej perspektywy? Czy w naszych lokalnych instytucjach, przychodniach, bankach i sklepach zauważacie już tę realną, fizyczną i cyfrową poprawę dostępności? A może wciąż, każdego dnia, napotykacie na architektoniczne i biurokratyczne progi, których z powodu czyjegoś zaniedbania nie da się w żaden sposób pokonać?
Zachęcam Was gorąco do podzielenia się swoimi historiami i przemyśleniami. Niezmiennie czekam na Wasze maile i wiadomości – bo tylko dzięki naszej wspólnej debacie, głośnemu mówieniu o potrzebach i solidarnym działaniu, mamy siłę, by trwale zmieniać otaczający nas świat na lepsze. 😊

18 godzin temu















