Z dużym zainteresowaniem, ale również z niemałym zwątpieniem przyjąłem projekt uchwały dotyczący powołania miejskiej spółki, która miałaby przejąć odpowiedzialność za nowotarski hokej. Chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie – sam kierunek uważam może i za adekwatny, a na pewno interesujący do rozważenia. Od lat powtarzałem, iż miasto nie może ograniczać się wyłącznie do roli biernego obserwatora problemów jednej z najbardziej zasłużonych dyscyplin w historii Nowego Targu. o ile dziś samorząd mówi: „bierzemy większą odpowiedzialność za przyszłość hokeja”, to trudno nie dostrzec w tym nadziei.
Problem polega jednak na tym, iż sama nadzieja nie wystarczy.
Im dłużej analizuję projekt uchwały, tym bardziej mam wrażenie, iż zamiast spokojnie budować nowy model funkcjonowania hokeja na najbliższe kilkanaście lat, próbujemy zrealizować go w kilka dni. Trudno oprzeć się przekonaniu, iż nad wszystkim unosi się jedno pytanie: czy zdążymy wystartować w Ekstralidze? A przecież to nie powinno być pytanie najważniejsze.
Bo czy naprawdę najważniejszy jest dziś jeden sezon? Czy ważniejsze nie jest to, aby za pięć, dziesięć czy piętnaście lat Nowy Targ przez cały czas miał silny, stabilny i wiarygodny klub? Mam wrażenie, iż próbujemy zbudować dach, zanim jeszcze powstaną fundamenty.
Dzisiaj słyszymy przede wszystkim hasło: „powstanie nowa spółka”. Tylko iż za tym hasłem wciąż kryje się więcej niewiadomych niż konkretów. Nie wiemy, kto będzie nią zarządzał. Nie wiemy, według jakiego klucza zostaną wybrane osoby odpowiedzialne za finanse, marketing i rozwój klubu. Nie znamy biznesplanu ani wieloletniej strategii. Nie wiemy, jak będą wyglądały relacje z KH Podhale. Nie wiemy, jaka będzie przyszłość MMKS Podhale, który od lat odpowiada za szkolenie młodzieży. Czy będzie funkcjonował równolegle? Czy stanie się zapleczem nowej spółki? Czy zachowa swoją podmiotowość? A może z czasem zniknie z całego systemu? Tych odpowiedzi po prostu dziś nie ma.
I właśnie dlatego rodzi się niepokój i pewnie nie tylko we mnie…
Bo nową spółkę można zarejestrować w kilka dni. Znacznie trudniej zbudować organizację, która będzie funkcjonowała profesjonalnie przez kolejne dekady.
Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która budzi moje największe wątpliwości. To etyka. Nie sposób przecież udawać, iż historia nowotarskiego hokeja zaczyna się od zera. Poprzednia spółka pozostawiła po sobie ogromne zobowiązania wobec przedsiębiorców, partnerów i ludzi, którzy przez lata współtworzyli ten klub. I nie była to przecież prywatna inicjatywa funkcjonująca gdzieś obok miasta. Przez lata słyszeliśmy, iż samorząd jest głównym sponsorem, partnerem i jednym z filarów funkcjonowania hokeja. Władze miasta uczestniczyły w rozmowach o jego przyszłości, wspólnie z władzami klubu szukały rozwiązań i zapewniały mieszkańców, iż zależy im na ratowaniu Podhala.
Dlatego trudno dziś przyjąć narrację, iż wszystko, co wydarzyło się wcześniej, było wyłącznie problemem poprzedniego prezesa czy zarządu. Oczywiście to oni odpowiadali za bieżące prowadzenie spółki, ale odpowiedzialności za cały projekt nie da się sprowadzić wyłącznie do kilku nazwisk. Skoro przez lata podkreślano, iż hokej jest wspólnym przedsięwzięciem miasta i klubu, to dziś nie można po prostu postawić grubej kreski i powiedzieć: „zaczynamy od nowa”.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie o etykę. Czy etyczne jest rozpoczynanie nowego projektu w sytuacji, gdy tak wielu ludzi wciąż czeka na rozliczenie przeszłości? Nie chodzi wyłącznie o przepisy prawa. Od tego są prawnicy. Chodzi o zwykłą uczciwość wobec przedsiębiorców, którzy świadczyli usługi, dostarczali sprzęt czy wspierali klub, wierząc, iż uczestniczą w projekcie, za którym stoi również miasto. Czy naprawdę ktoś uważa, iż ci ludzie nie zapukają do drzwi nowej spółki albo Urzędu Miasta? I będą mieli do tego pełne prawo. Dla nich nie zmienia się ani herb, ani hala, ani hokej. Zmienia się jedynie nazwa podmiotu.
Nie oczekuję prostych deklaracji, iż nowa spółka przejmie wszystkie zobowiązania poprzedniej, bo wiem, iż to znacznie bardziej skomplikowane. Oczekuję jednak czegoś innego – jasnego sygnału, iż nikt nie zamierza uciekać od tej historii. Że powstanie plan odbudowy wiarygodności, rozmowy z wierzycielami i odbudowy zaufania. Bo prawdziwy nowy początek nie polega na zmianie nazwy. Prawdziwy nowy początek zaczyna się wtedy, gdy ma się odwagę zmierzyć z własną przeszłością.
Osobiście znacznie bliższa jest mi droga, którą kilka lat temu obrała Wisła Kraków – klub szczególnie bliski wielu kibicom z Podhala. Wisła również mogła próbować odciąć się od trudnej historii. Mogła szukać łatwiejszych rozwiązań. Zamiast tego rozpoczęła mozolny proces odbudowy. Spłacania zobowiązań. Odzyskiwania zaufania partnerów biznesowych. To trwało i przez cały czas trwa długo. Nie było spektakularne. Nie dawało natychmiastowych sukcesów sportowych. Ale z każdym miesiącem odbudowywało coś znacznie ważniejszego – wiarygodność. I właśnie dlatego dziś sponsorzy oraz partnerzy wiedzą, iż współpracują z klubem, który nie ucieka od odpowiedzialności.
Może właśnie tego najbardziej brakuje mi w projekcie nowej miejskiej spółki. Nie widzę planu odbudowy zaufania. Nie widzę planu odbudowy wiarygodności. Widzę natomiast ogromną determinację, aby jak najszybciej zdążyć z ligą, mimo iż dzisiaj w klubie nie ma podstawowych rzeczy by grać na tym szczeblu.
A przecież liga nie ucieknie. jeżeli nie dziś, to za rok. o ile naprawdę chcemy zbudować silny klub na następne pokolenia, to czasem warto zrobić krok w tył, aby później wykonać trzy do przodu. Nie byłoby dla mnie żadnym dramatem, gdyby pierwszy sezon miał być okresem spokojnego budowania struktur, choćby kosztem wyniku sportowego. Znacznie większym dramatem byłoby powtórzenie błędów, które doprowadziły nas do obecnego miejsca.
Nie ukrywam również, iż zastanawia mnie jeszcze jedno. Dlaczego ta determinacja pojawia się właśnie teraz? Dlaczego nie pięć czy sześć lat temu kiedy sytuacja była zdecydowanie łatwiejsza? Kiedy można było przygotować cały projekt bez presji czasu i bez konieczności podejmowania decyzji z dnia na dzień?
Mam też nadzieję, iż za tą determinacją nie stoi wyłącznie polityka. Że nie chodzi tylko o to, aby pokazać mieszkańcom szybki efekt, bo hokej zawsze wywoływał w Nowym Targu ogromne emocje. Chciałbym wierzyć, iż jest to początek długofalowej strategii, a nie jednorazowego zrywu. Kiedy jednak patrzę kto podpisuje się pod tym projektem, mocno powątpiewam iż priorytetem jest tutaj dobro „Szarotek”.
Jest jeszcze jedna kwestia, która nie daje mi spokoju. Pomagając dziś hokejowi, nie wolno zapominać o pozostałych dyscyplinach. Nowy Targ to już nie tylko hokej. Hokej zasługuje na szczególne miejsce, bo jest częścią historii tego miasta. Ale historia hokeja powinna być dziś także przestrogą. Przez lata, gdy klub odnosił sukcesy i miał silnych sponsorów, często można było usłyszeć, iż miasto nie musi angażować się bardziej, bo „hokej sobie radzi”. Dziś wszyscy wiemy, jak to się skończyło. Dlatego byłoby ogromnym błędem, gdyby teraz popełniono błąd dokładnie odwrotny – skupiając całą uwagę na jednej dyscyplinie i uznając, iż inne poradzą sobie same.
Spójrzmy choćby na piłkę nożną. Dziś jest na fali wznoszącej. NKP Podhale awansowało do centralnego szczebla rozgrywek, rozwija się akademia, rośnie zainteresowanie kibiców. Czy to oznacza, iż miasto może uznać, iż piłka dziś pomocy nie potrzebuje? Absolutnie nie. Właśnie teraz jest moment, by wspierać jej rozwój, aby za kilka czy kilkanaście lat nie obudzić się w sytuacji identycznej jak w hokeju.
W tym wszystkim pozostało jedna rzecz, która budzi mój niepokój. Kilka miesięcy temu z dużą nadzieją przyjąłem rozpoczęcie prac nad Strategią Rozwoju Sportu Miasta Nowy Targ. W pierwszych założeniach był to dokument, który naprawdę dawał nadzieję na nową jakość. Zakładał stworzenie przejrzystego systemu wspierania sportu, określenie priorytetów i długofalowej polityki miasta wobec wszystkich dyscyplin. Miał być czymś więcej niż kolejnym dokumentem do odłożenia na półkę – miał stać się kompasem dla decyzji podejmowanych przez samorząd. Tak przynajmniej przedstawiały to władze naszego miasta.
Tymczasem mijają kolejne miesiące, wyznaczano już kilka terminów jego przyjęcia, a strategii wciąż nie ma. Co więcej, odnoszę wrażenie, iż w rozmowach z osobami, które były pomysłodawcami i największymi orędownikami tego dokumentu, coraz mniej słychać determinację, z którą jeszcze niedawno przekonywały do konieczności równego, przemyślanego i strategicznego rozwoju całego sportu. Coraz częściej mam wrażenie, iż bieżące wydarzenia zaczynają wygrywać z długofalową wizją. A przecież strategię tworzy się właśnie po to, aby w chwilach kryzysu nie podejmować decyzji pod wpływem emocji czy presji czasu.
Obawiam się, żeby Strategia Rozwoju Sportu nie stała się pierwszą ofiarą ratowania hokeja. Bo jeżeli już na starcie zaczniemy odchodzić od jej podstawowych założeń, to po co w ogóle było poświęcać miesiące na jej przygotowanie? Dokument, który ma wyznaczać kierunek rozwoju sportu w mieście, powinien być drogowskazem właśnie wtedy, gdy pojawiają się najtrudniejsze decyzje. W przeciwnym razie pozostanie jedynie zbiorem dobrze brzmiących deklaracji.
Rolą samorządu nie jest gaszenie pożarów. Rolą samorządu jest prowadzenie takiej polityki sportowej, by do tych pożarów w ogóle nie dochodziło.
Naprawdę chcę wierzyć, iż nowa spółka stanie się początkiem odbudowy nowotarskiego hokeja. Ale odbudowa prowadzona za wszelką cenę, w myśl zasady „po trupach do celu”, nie będzie żadną odbudową. Musi zacząć się od profesjonalizmu. Od kompetentnych ludzi. Od jasnego planu. Od przejrzystych zasad. I przede wszystkim od etyki – od uczciwego zmierzenia się z przeszłością, zamiast udawania, iż wystarczy zmienić nazwę, by wszystko rozpocząć od nowa.
Maciej Zubek
















