Byłem w Narutowiczu. Ludzie chyba myślą, iż ten szpital już nie działa

3 godzin temu

Miałem ostatnio okazję skorzystać z pomocy Szpitala im. Narutowicza i naprawdę byłem zaskoczony tym, co zobaczyłem. Ludzie jakby myśleli, iż placówka jest w likwidacji i może dlatego zostałem zaopiekowany gwałtownie i profesjonalnie – pisze w liście do KRKNews pan Rafał.

Mam wrażenie, iż przez wszystkie informacje o problemach szpitala, zawieszonych oddziałach i planowanych zmianach ludzie zaczęli myśleć, iż Narutowicz jest adekwatnie w likwidacji. Tymczasem pojechałem tam i zobaczyłem zupełnie inną sytuację.

Już na wstępie zdziwił mnie SOR. Spodziewałem się tłumów i wielogodzinnego czekania, a tymczasem kolejka była naprawdę mała. Zostałem przyjęty bardzo szybko, zdecydowanie szybciej, niż się spodziewałem.

Potem było jeszcze ciekawiej. Na oddziale nie było wrażenia przepełnienia. Wręcz przeciwnie – były wolne sale i miejsca dla pacjentów. Trafiłem do sali jednoosobowej, co w dzisiejszych realiach szpitalnych było dla mnie sporym zaskoczeniem. I właśnie wtedy pomyślałem: czy ludzie przypadkiem nie przestali tu przychodzić, bo uwierzyli, iż szpital jest zamykany?

Oczywiście wiem, iż wokół Narutowicza rzeczywiście sporo się dzieje. Były informacje o problemach finansowych, czasowym zawieszeniu dwóch oddziałów, a ostatnio również o planach stworzenia wspólnie z 5. Wojskowym Szpitalem Klinicznym nowej placówki.

Ale z mojej perspektywy obraz jest zupełnie inny. Szpital działa, SOR przyjmuje, pacjenci są leczeni, a miejsc na oddziałach nie brakuje. Być może więc część osób rzeczywiście omija Narutowicza, sądząc, iż za chwilę zostanie zamknięty? Tymczasem personel zaopiekował się mną w taki sposób, iż aż szkoda, aby taki potencjał medyczny na co dzień się marnował.

Nie wiem, czy to tylko przypadek i akurat trafiłem na spokojniejszy dzień, ale Narutowicz naprawdę zrobił na mnie wrażenie.

Rafał (nazwisko do wiadomości redakcji)

Idź do oryginalnego materiału