„Bałem się go zatrudnić”. Jasiek Mela o barierach, z którymi mierzą się osoby z niepełnosprawnościami

2 godzin temu

Nie potrafi sama zjeść obiadu, napić się herbaty ani przewrócić na drugi bok. Przez lata słyszała, iż jako osoba z niepełnosprawnością i tak będzie żyć z renty. Dziś dr Karolina Gniazdowska jest wykładowczynią, naukowczynią, żoną i mamą dwójki dzieci. Jej historia wybrzmiała podczas inauguracji kampanii „Stop barierom! Równi w pracy”, realizowanej przez Powiatowy Urząd Pracy w Zgierzu. O stereotypach, wykluczeniu i szansach osób z niepełnosprawnościami mówił także Jasiek Mela.

„Nie mogę choćby podrapać się po nosie”

- Sama nie jestem w stanie zjeść, napić się herbaty, umyć się, ubrać, przekręcić się na drugi bok, a choćby podrapać się po nosie

- mówiła dr Karolina Gniazdowska podczas inauguracji kampanii.

Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, iż osoba wymagająca pomocy przy niemal wszystkich codziennych czynnościach obroniła doktorat, pracuje na uczelni i wychowuje dzieci. A jednak właśnie tak wygląda jej życie.

Pani Karolina choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Chorobę zdiagnozowano, gdy miała zaledwie trzy lata. Z czasem mięśnie słabły coraz bardziej, odbierając jej kolejne możliwości samodzielnego funkcjonowania.

- Moja choroba czyni mnie zależną od innych osób, ale nie oznacza rezygnacji z marzeń, ambitnych planów i euforii życia

- podkreślała.

Kluczową rolę odegrała jej mama. Gdy Karolina była dzieckiem, wielu doradzało edukację domową. Byłaby łatwiejsza. Nie trzeba byłoby codziennie pokonywać schodów, walczyć z niedostosowaną szkołą i organizować opieki.

Mama wybrała jednak trudniejszą drogę. Codziennie nosiła córkę po schodach. Przynosiła książki i zeszyty. Kilka razy dziennie przychodziła do szkoły, by pomóc jej zjeść posiłek i skorzystać z toalety.

- Mama często słyszała, iż niepotrzebnie dokłada sobie obowiązków, iż przecież jako dorosła kobieta i tak będę miała rentę i nie będę pracować

- wspominała Karolina.

Dziś wiadomo, jak bardzo się mylili. Kobieta półtora roku temu obroniła doktorat. Od października pracuje w Pomorskiej Szkole Wyższej w Starogardzie Gdańskim. Jest żoną wspaniałego mężczyzny, który wspiera ją każdego dnia oraz szczęśliwą mamą dwójki dzieci.

Najtrudniejsza podróż trwała 10 lat

O własnych doświadczeniach mówił również Jasiek Mela. Najmłodszy w historii zdobywca obu biegunów stracił rękę i nogę po porażeniu prądem, gdy miał 13 lat. Wspominał, iż po wypadku był przekonany, iż jego życie właśnie się skończyło.

- Wydawało mi się, iż skoro nie mam nogi, to dalekie podróże są nie dla mnie. Skoro nie mam ręki, to z wieloma rzeczami sobie nie poradzę

- mówił.

Dziś ma za sobą wyprawy na krańce świata, bieg w maratonie i setki zdjęć z podróży, które prezentował podczas spotkania w Zgierzu . Twierdzi jednak, iż najtrudniejsza podróż nie prowadziła na żaden biegun.

- Nie da się pokazać na zdjęciach najdłuższej i najcięższej wyprawy, w której miałem okazję uczestniczyć. To była wyprawa do poczucia własnej wartości

- mówił.

Przyznał, iż po amputacji przez lata wstydził się swojego wyglądu.

- Dzisiaj całkowicie akceptuję swoją niepełnosprawność, a chodzę, iż tak powiem, w takim asortymencie kończyn już od lat 24. Włóczę się po tym świecie z metalową nogą i bez ręki. I się do tego stanu rzeczy absolutnie przyzwyczaiłem. Ale to, żeby wyjść na ulicę do ludzi w krótkich spodenkach i t-shircie, zajęło mi 10 lat życia.

Mela nie stronił też od żartów. Na scenie pojawił się bez marynarki, pokazując protezę nogi.

- Przepraszam za mój brak elegancji, ale po pierwsze, w garnitur z komunii to już się nie mieszczę, a po drugie pomyślałem, iż trochę pochwalę się swoim „akcesorium”, bo to nie są tanie rzeczy. Taka proteza kosztuje około 35 tysięcy złotych. To więcej, niż warte jest moje auto. Nie wiem, czy to źle świadczy o protezie, czy o moim samochodzie

- żartował.

Rodzice nie zamknęli go w domu

Mela podkreślał, iż ogromną rolę w jego życiu odegrali rodzice. Nie zamknęli go w domu, nie próbowali chronić przed każdym ryzykiem i pozwolili mu realizować marzenia, choć sami mieli za sobą bardzo trudne doświadczenia.

Zanim doszło do wypadku, w którym stracił rękę i nogę, rodzina przeżyła inną tragedię. Utonął starszy brat Jaśka. Później był jeszcze pożar domu. Mimo tych doświadczeń rodzice zgodzili się, by ich syn pojechał na wyprawę na Biegun Północny. Dziś, gdy sam jest ojcem, jeszcze lepiej rozumie, jak trudna musiała być to dla nich decyzja. To właśnie dzięki takiemu wsparciu mógł realizować marzenia, które wielu uznałoby za niemożliwe.

„Większość ludzi chce po prostu czuć się potrzebna”

Podczas spotkania przypomniano, iż aktywnych zawodowo jest około 550 tysięcy osób z niepełnosprawnościami. Tymczasem orzeczenie o niepełnosprawności posiada ponad 4 miliony Polaków.

Zdaniem Jaśka Meli, wielu z nich mogłoby pracować, gdyby nie stereotypy i obawy pracodawców. Przytoczył historię pracodawcy, który podczas pandemii zatrudnił pracownika pracującego wyłącznie zdalnie. Dopiero po dwóch latach dowiedział się, iż jego podwładny jest osobą niewidomą.

- Zapytałem go, co by zrobił, gdyby wiedział o tym wcześniej. Odpowiedział, iż prawdopodobnie by go nie zatrudnił, bo zwyczajnie by się bał. Nie dlatego, iż ten człowiek nie miał kompetencji, ale dlatego, iż nie wiedziałby, jak sobie z tym poradzić

- opowiadał Mela.

Jego zdaniem właśnie takie lęki i stereotypy są dziś jedną z największych barier na rynku pracy.

- Nie ma godnego życia za darowane pieniądze. Większość ludzi chce czuć się potrzebna i użyteczna

- mówił.

Kampania „Stop barierom! Równi w pracy” jest realizowana przez Powiatowy Urząd Pracy w Zgierzu jest jedynym tego typu projektem prowadzonym w tej chwili przez urząd pracy w Polsce. Jej ambasadorką została piosenkarka Monika Kuszyńska, która również wielokrotnie mówiła o stereotypach związanych z niepełnosprawnością.

Projekt ma promować równe traktowanie na rynku pracy oraz przeciwdziałać dyskryminacji ze względu na wiek, płeć czy niepełnosprawność. Obejmuje kampanię społeczną, spot promocyjny oraz szkolenia z zakresu zarządzania różnorodnością i przeciwdziałania wykluczeniu.

https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/kolacja-u-fouquets-sznycle-w-wiedniu-i-catering-za-14-tys-zl-uml-tlumaczy-wydatki-ze-sluzbowych-kart/cf7n06gWiSISmOdGRC6U

W szkoleniach weźmie udział 48 pracowników Powiatowego Urzędu Pracy w Zgierzu. Projekt będzie realizowany do 30 września 2026 roku. Jego wartość wynosi 329,7 tys. zł, z czego większość stanowi dofinansowanie ze środków unijnych przekazanych przez Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego.

Idź do oryginalnego materiału