Wynagrodzenia w ochronie zdrowia rosną od 1 lipca. - W ciągu 5 lat płace wzrosły dwukrotnie

2 godzin temu

Ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych jest w mocy od 2017 roku, a w 2022 roku parlament po raz ostatni ją nowelizował. Wtedy na stronie rządu pojawiło się hasło "Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu to historyczny krok w ochronie zdrowia". I tak, do ochrony zdrowia w Polsce zaczęły płynąć coraz większe podwyżki. Ustawodawca zagwarantował obligatoryjny, coroczny wzrost wynagrodzeń medyków. I tak od 5 lat co roku rosną pensje w ochronie zdrowia. Oczywiście nie tylko lekarzy, ale też pielęgniarek, położnych, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, diagnostów czy opiekunów medycznych. Kilka lat później można śmiało powiedzieć: płace w ochronie zdrowia są naprawdę dobre.

Co roku płaca pracowników ochrony zdrowia rośnie proporcjonalnie, a wylicza się ją z podanej przez Główny Urząd Statystyczny przeciętnej pensji. W tym roku medycy dostaną o 8,8% więcej. I tak lekarz specjalista lub dentysta specjalista dostaną najmniej 12 910,16 zł. Lekarz bez specjalizacji otrzyma 10 595,24 zł brutto, pracownik medyczny z magistrem 9 081,63 zł, lekarz stażysta 8 458,38 zł. Pielęgniarka z magistrem i specjalizacją od lipca zarabia 11 485,59 zł, a po studiach I stopnia lub ze średnim wykształceniem 8 369,35 zł. To kwoty brutto i uwzględniają tylko wynagrodzenie zasadnicze. Medycy otrzymują jeszcze dodatki za dyżury czy lata wysługi. Pełne zestawienie kwot można znaleźć tutaj.

Problem polega na tym, że ustawodawca narzuca podwyżkę, ale Narodowy Fundusz Zdrowia nie precyzuje skąd wziąć pieniądze. Co więcej, ustawa przewiduje, iż podwyżka należy się pracownikom etatowym, a w rzeczywistości prędzej czy później rosną pensje także pracowników kontraktowych. Jak mówi Marek Stawicki, prezes Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej, w PZOZ-ie jest ok. 500 pracowników etatowych i ok. 250 na kontraktach.

- To nie jest tak, iż my jako szpital dostajemy podwyżkę, bo wysyłamy informajcę ilu mamy pracowników zatrudnionych w ramach umowy o pracę i z tego mamy podwyżkę milion czy 100 milionów złotych. Zakładam, iż podwyżka wartości świadczeń będzie, choć jeszcze dziś [środa 1 lipca - red.] NFZ ani Ministerstwo Zdrowia nie poinformowało nas świadczeniodawców jak zmienią się ceny. Podwyżki polegają na tym, iż rosną wyceny świadczeń i zmieniały się wyceny świadczeń. Czasami pojawia się przekaz, iż NFZ zabezpieczył pieniądze na podwyżki dla pracowników etatowych. To nie jest prawda, bo NFZ nie wie gdzie i jacy są pracownicy. A choćby jeżeli by wiedzieli, to nie ma to żadnego przełożenia na zmianę wyceny świadczeń - mówi Marek Stawicki.- Gdybym miał dziś wszystkich chirurgów zatrudnionych na kontrakcie, a jutro zamienił to w umowy o pracę to nic by to nie zmieniło. Wycena świadczeń się nie zmienia.

Prawo nie przewiduje na jakich zasadach muszą być zatrudniani lekarzy. NFZ-u to po prostu nie interesuje - ma być lekarz, a czy on jest na umowię o pracę czy na kontrakcie to nie ma znacznia. To też nie jest tak, iż wycena wszystkich świadczeń rośnie o ustawową kwotę.

- Zdarzają się przemyślane strzały. Na przykład w zeszłym roku podwyżka wynosiła 14,4% i wycena świadczeń pielęgniarek szkolnych, gdzie to jest tylko praca tych pielęgniarek, wzrosła o 14,4%. To było jeden do jednego. Na przykład endoprotezy nie zdrożały w ogóle, ortopedia o 1% - wylicza Stawicki.

Być może podwyżka będzie realna, choć takiej jeszcze nie było od 2022 roku, a teraz NFZ ma potężną dziurę finansową, więc miejsca na optymizm jest mało. Będzie można więcej powiedzieć kiedy padnie propozycja, bo kiedyś paść musi. Skoro szpital nie może w ramach kontraktu wypracować pieniędzy na swoje funkcjonowanie, to skąd bierze pieniądze. Prezes Stawicki rozkłada ręce.

- Od wszystkich Płocczan - mówi. - Od 2022 roku to już piąta podwyżka. W porównaniu do 2022 roku płace w ochronie zdrowia wzrosły dwukrotnie.

Mówiąc wprost: dokłada miasto. W Płocku jesteśmy w dość dobrej sytuacji, bo miasto jest dość bogate. Przykład mamy w zarządzeniu prezydenta z 25 czerwca - miasto podniosło kapitał zakładowy spółki o 6 mln złotych. Nic nowego, miasto dokłada regularnie do PZOZ-u. Mówiąc wprost: dało szpitalowi 6 mln złotych. W dużo gorszej sytuacji są inne szpitale powiatowe. Jak mówi nam Marek Stawicki, są w naszym kraju szpitale, których budżety są większe niż budżety gmin. W Płocku to problem w dużo mniejszej skali. Szczęście w nieszczęściu.

Od 1 lipca zaczęła się "akcja" aneksowania umów. W przypadku pracowników etatowych ten proces potrwa kilka-kilkanaście dni. Ktoś może być na urlopie czy zwolnieniu lekarskim. Pracownicy kontraktowni też prawdopodobnie zapukają do drzwi zarządu i poproszę o podwyżkę. Tak działa rynek i trudno się na to obrażać. Dyrektor odpala zestawienie w swoim komputerze i mówi:

- Podwyżka dla samych pracowników etatowych to z dnia na dzień koszt ok. 500 tysięcy złotych miesięcznie, dodając nagrody, odprawy to rośnie do ok. 600 tys. złotych, razem z pracownikami kontraktowymi to będzie ok. 900 tys. - 1 mln złotych miesięcznie - wylicza prezes. - To nie jest tak, iż pracownicy ochrony zdrowia to jest jakaś straszna grupa ludzi, która myśli tylko o tym jakby się tu "nahapać". Wiadomo, iż jak ktoś ma możliwość, to woli zarabiać więcej, niż mniej - zauważa prezes.

Pracownicy ochrony zdrowia znajdują się teraz na cenzurowanym, zwłaszcza po aferze w Szpitalu Południowym. Warto jednak pamiętać, iż większość z nich to zwykli, rzetelni pracownicy i tylko małe trybiki w systemie. Warto też zaznaczyć, iż lekarze zarabiają dużo, ale też bardzo często pracują znacznie więcej, niż pracownik etatowy. Nie mówimy tu o patologiach 400-500 godzin w miesiącu, ale już 250 godzin to w zasadzie norma.

PZOZ z tytułu samych podwyżek może być choćby 6 milionów złotych tylko przez najbliższe pół roku. Strata będzie mniejsza, bo NFZ wcześniej czy później prawdopodobnie zmieni wycenę procedur. Prezes Stawicki optymistą jednak nie jest, bo przecież dziura budżetowa w NFZ nie jest żadną tajemnicą. Pewnie byłoby dobrze, gdyby spółka mogła odrobić chociaż połowę tej kwoty.

Pozostałe 3 mln złotych dołożą Płocczanie.

Idź do oryginalnego materiału