Wojna za pięć miesięcy? Jak lokalna wypowiedź wójta gminy Gdów wywołała burzę

gazetagdowianin.pl 1 tydzień temu

W dobie napiętych stosunków międzynarodowych i toczącego się za naszą wschodnią granicą konfliktu,słowa o bezpieczeństwie państwa ważą więcej niż kiedykolwiek. Przekonał się o tym dobitnie Zbigniew Wojas, wójt gminy Gdów. Jego wypowiedź, rzucona podczas lokalnego spotkania z mieszkańcami, lotem błyskawicy obiegła ogólnopolskie media, stając się podręcznikowym przykładem tego, jak nie powinna wyglądać odpowiedzialna komunikacja kryzysowa ze strony przedstawicieli władzy publicznej.

Podczas debaty poświęconej szeroko pojętej obronie cywilnej, wójt gminy Gdów podzielił się z mieszkańcami niezwykle mroczną i precyzyjną wizją: Rosja ma najechać Polskę w ciągu najbliższych pięciu miesięcy. Choć intencją samorządowca – jak sam później tłumaczył – miało być jedynie zrelacjonowanie powszechnych w przestrzeni publicznej analiz geopolitycznych i zmotywowanie lokalnej społeczności do potraktowania tematów obronności poważnie, efekt okazał się zgoła odmienny.
Zamiast merytorycznej dyskusji o stanie schronów czy procedurach ewakuacyjnych, w eter poszedł przekaz o rzekomej, nieuchronnej dacie wybuchu wojny. Wprowadzenie tak sztywnego i bliskiego horyzontu czasowego bez twardych, oficjalnych dowodów w naturalny sposób wywołało u części odbiorców niepokój i poczucie bezpośredniego zagrożenia.
Sprawa zyskała potężny kaliber polityczny ze względu na prywatne powiązania wójta. Zbigniew Wojas jest bowiem teściem urzędującego wicepremiera i Ministra Obrony Narodowej, Władysława Kosiniaka-Kamysza. Ten fakt natychmiast zmienił optykę opinii publicznej. Lokalna, nieprzemyślana wypowiedź zaczęła być przez wielu odbierana jako nieoficjalny, domowy „przeciek” prosto z gabinetów Ministerstwa Obrony Narodowej.
Na reakcję opozycji i mediów nie trzeba było długo czekać. Resort obrony został zalany pytaniami o to, czy rząd dysponuje tajnymi raportami potwierdzającymi słowa samorządowca, a politycy opozycyjni wprost zarzucili wójtowi nieodpowiedzialność i chęć „popisania się” kosztem emocji obywateli. Włodarz gminy Gdów został zmuszony do gęstego tłumaczenia się w ogólnopolskich mediach, zapewniając, iż z zięciem rozmawia wyłącznie o sprawach prywatnych, a swoje wnioski oparł jedynie na ogólnodostępnej publicystyce.
Dla wielu obserwatorów lokalnej sceny politycznej obecne, alarmistyczne tezy włodarza utknęły jednak w gęstym cieniu przeszłości. Wiarygodność słów wójta w naturalny sposób zderza się bowiem z jego dotychczasową praktyką urzędniczą. Ciężko budować autorytet eksperta od faktów w sytuacji, gdy czarno na białym można dowieść urzędnikowi wprowadzanie opinii publicznej w błąd.
Mowa o konkretnych, oficjalnych pismach z przeszłości, dotyczących tej samej sprawy. Wójt Wojas potrafił wówczas pisemnie poinformować organizację pozarządową, iż ze strony mieszkańców nie wpłynęły absolutnie żadne uwagi, by w tym samym czasie, w oficjalnej korespondencji skierowanej do poseł Julii Pitery, twierdzić coś całkowicie przeciwnego – iż to właśnie mieszkańcy zgłaszali zastrzeżenia. Tak rażąca i udokumentowana rozbieżność w oficjalnych dokumentach sprawia, iż dzisiejsze, sensacyjne zapowiedzi włodarza są przez wielu traktowane z ogromnym dystansem, jako kolejna próba instrumentalnego żonglowania faktami dla osiągnięcia doraźnego efektu.
Choć samorządowcy mają pełne prawo, a wręcz obowiązek uświadamiania mieszkańców o realiach geopolitycznych i konieczności budowania odporności cywilnej, przypadek z Gdowa pokazuje wyraźną granicę, której urzędnikowi przekraczać nie wolno. Granicą tą jest wywoływanie paniki poprzez rzucanie niepopartych faktami, alarmistycznych haseł.
W sytuacji, gdy państwo polskie podejmuje ogromny wysiłek edukacji obywateli w zakresie obrony ludności, potrzebny jest spokój, profesjonalizm i precyzja. Spekulacje dotyczące dat konfliktów zbrojnych warto pozostawić publicystom i autorom powieści political-fiction. Od osób piastujących funkcje publiczne – niezależnie od tego, czy rządzą krajem, czy kilkunastotysięczną gminą – należy bezwzględnie wymagać powściągliwości, pełnej transparentności i brania odpowiedzialności za każde wypowiedziane słowo. Szczególnie takie, które może zasiać strach w sercach ich własnych mieszkańców.
Idź do oryginalnego materiału