Wojciech Purtak to menedżer kultury, dziennikarz, animator i autor książek. Jest absolwentem filologii polskiej, a od 2019 roku dyrektorem Centrum Edukacji i Kultury „Szklany Dom” w Ciekotach, czyli dworku związanego z dzieciństwem i twórczością Stefana Żeromskiego. Pełni również funkcję redaktora naczelnego „Kuriera Masłowskiego”. W swojej działalności łączy edukację, organizację wydarzeń kulturalnych i popularyzowanie regionalnego dziedzictwa. Jest także autorem książki dla dzieci „Kto mieszka w dworku?”, w której przybliża młodym czytelnikom postać małego Stefana Żeromskiego.
Za zawodowymi rolami kryje się jednak człowiek, dla którego szczególne znaczenie mają rodzina, relacje i ludzie spotkani na życiowej drodze. Purtak nie potrafi wskazać jednej osoby, która go ukształtowała – mówi o całym szeregu doświadczeń i współpracowników. Największą wdzięczność kieruje do rodziców, którzy od początku go wspierali, akceptowali jego wybory i wierzyli w jego możliwości.
Wojciech Purtak – gość audycji „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Wiktor Taszłow – Radio KielceKwestionariusz „Dzień dobry to Ja!” – Wojciech Purtak
Gdyby mógł Pan wrócić myślami do siebie sprzed dwudziestu lat – czego wtedy o życiu jeszcze Pan nie wiedział?
– Wszystkiego. Absolutnie wszystkiego. Myślę, iż przez te dwadzieścia lat człowiek bardzo dużo się uczy, przede wszystkim dzięki doświadczeniom i sytuacjom, z którymi musi się mierzyć.
Czy jest takie wydarzenie w Pana życiu, do którego wraca Pan myślami częściej niż do innych? Co sprawia, iż właśnie ono zostało z Panem na tak długo?
– Trudno mi wskazać jedno wydarzenie, które byłoby dla mnie szczególnie ważne. Na pewno jest nim dzień mojego ślubu. To był taki moment, w którym wszystko skupiało się tylko na mnie i mojej żonie. To było nasze wydarzenie, nasz dzień.
Każda ważna droga ma swoją cenę. Co Pan musiał oddać albo stracić po drodze do miejsca, w którym dziś Pan jest?
– Na pewno było wiele wyrzeczeń i poświęceń. Bardzo często odbywało się to kosztem rodziny. Tak wygląda droga zawodowa, kiedy człowiek angażuje się w wiele spraw i bierze na siebie kolejne obowiązki. Z czasem widzi się, iż niektóre rzeczy wymagały również osobistych kosztów.
Każdy z nas spotyka na swojej drodze ludzi, bez których dziś byłby kimś innym. Kto najmocniej ukształtował Pana jako człowieka?
– To bardzo trudne pytanie, bo nie potrafię wskazać jednej osoby, która mnie ukształtowała. W moim przypadku to raczej wynik całej drogi, którą przeszedłem, i ludzi, z którymi przyszło mi na tej drodze pracować. To właśnie moi współpracownicy, spotkania i wspólne doświadczenia miały duży wpływ na to, kim jestem dzisiaj.
Kiedy ostatnio ktoś zmienił Pana sposób myślenia? Co Pan wtedy usłyszał albo czego Pan doświadczył?
– Mój sposób myślenia zmienia się dość często, choć od kilku lat jest już bardziej ugruntowany i stabilny. Zwykle wpływają na to przeżycia i sytuacje, z którymi muszę się mierzyć. To one weryfikują moje przekonania i pokazują, jak powinienem postępować. Czasami dopiero konkretne doświadczenie pozwala spojrzeć na coś inaczej.
Jakiej cechy najbardziej potrzebuje Pan u człowieka, z którym ma Pan pracować – a jaka cecha sprawia, iż zapala się w Panu czerwona lampka?
– Mam w sobie taki wewnętrzny miernik, coś w rodzaju papierka lakmusowego. Zwykle mam dobrego nosa do ludzi i rzadko się mylę, jeżeli chodzi o to, z kim warto współpracować albo budować bliższą relację, zarówno zawodową, jak i prywatną. Najważniejsza jest dla mnie lojalność. To podstawa dobrej współpracy i relacji. Ważna jest też dobra energia między ludźmi. Wierzę, iż nasze drogi przecinają się w różnych momentach życia i iż nasze energie się spotykają. jeżeli nie czuję dobrej energii od osoby, z którą mam działać, wiem, iż trudno będzie zbudować coś dobrego.
Mówimy czasem, iż ktoś jest po prostu dobrym człowiekiem. Po czym Pan poznaje, iż ktoś jest dobrym człowiekiem?
– Często po pierwszym wrażeniu, ale również po dokonaniach i po tym, jak ktoś odnosi się do innych ludzi. Nie znoszę osób, które uważają się za lepsze od innych albo uzależniają swoje relacje od pozycji zawodowej czy materialnej drugiego człowieka. Nigdy nie oceniałem ludzi przez pryzmat tego, czy ktoś jest bogatszy, zajmuje wyższe stanowisko albo ma większe możliwości. W pracy i w życiu staram się budować normalne relacje, takie, w których traktujemy innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.
Wojciech Purtak – gość audycji „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Wiktor Taszłow – Radio KielceCo dziś potrafi Pana dogłębnie wzruszyć?
– Najbardziej wzrusza mnie moja córka. Kiedy patrzę, jak dorasta, czuję coś wyjątkowego. To jest dla mnie bardzo ważne i poruszające. Kiedyś wzruszały mnie również książki i filmy, ale mam wrażenie, iż ten czas trochę minął. Mam teraz tak dużo różnych bodźców, iż staram się unikać rzeczy, o których wiem, iż mogą mocno dotknąć mnie emocjonalnie. Ale dorastająca córka niezmiennie jest dla mnie czymś, co wywołuje bardzo silne emocje.
Gdyby mógł Pan wrócić do jednego miejsca z dzieciństwa – nie po to, żeby coś zmienić, ale żeby jeszcze raz poczuć tamte emocje – dokąd by Pan wrócił?
– Wychowałem się w Końskich, w niewielkim miasteczku, które w latach mojego dorastania, czyli w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, nie oferowało zbyt wielu atrakcji. Myślę, iż chciałbym wrócić do jednego z tamtych miejsc. Może byłaby to droga do szkoły, która prowadziła przez park. To właśnie tam czułem się bezpiecznie. Nie miałem jeszcze wielkich problemów ani poważnych wyzwań. Zastanawiałem się głównie nad tym, jak pójdzie mi klasówka z matematyki, której nie znosiłem, albo z fizyki czy chemii. Być może właśnie park w Końskich byłby tym miejscem, do którego chciałbym wrócić.
Każdy przeżywa trudniejsze chwile. Co pomaga Panu odzyskać spokój, kiedy życie nie układa się po Pana myśli?
– Moja kanapa. To chyba miejsce, które pozwala mi odzyskać spokój najbardziej. Kanapa, książka, moja żona – to rzeczy, które mnie wyciszają. Ale wbrew pozorom bardzo wyciszają mnie również koncerty. Uwielbiam w nich uczestniczyć. Lubię je produkować, ale równie chętnie bywam na nich jako zwykły widz. Czasami jest to trudne, bo pracując w tej branży, dostrzegam różne niedociągnięcia i wiem, ile pracy stoi za takim wydarzeniem. Mimo to koncerty są dla mnie odskocznią od codzienności. Potrafię spakować się i z dnia na dzień pojechać na koncert, który bardzo mnie interesuje, zostawiając wszystko inne na później. Tak było na przykład z koncertem na Stadionie Narodowym. Nie było już biletów, udało mi się znaleźć tylko jeden na płytę. W trakcie koncertu rozpętała się ogromna ulewa. A ja, stojąc na tej płycie w deszczu, czułem się wyjątkowo dobrze i naprawdę odpoczywałem. Dawno nie byłem tak zrelaksowany.
Co jest dla Pana najtrudniejsze do zaakceptowania – u innych, w świecie, a może w samym sobie?
– Brak myślenia. Wydaje mi się, iż myślenie staje się dziś czymś deficytowym. Coraz częściej ludzie nie zastanawiają się nad konsekwencjami swoich działań i nie próbują przewidzieć, co może wydarzyć się później. Dużo wymagam od siebie, ale również od innych – zarówno w pracy, jak i w relacjach. Trudno mi zaakceptować sytuację, w której ktoś nie potrafi pomyśleć o skutkach własnych decyzji, zaplanować działania czy spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy. Uważam, iż tego można się nauczyć i można nad tym pracować. Wiele zależy od nas samych.
Wojciech Purtak – gość audycji „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” / Fot. Wiktor Taszłow – Radio KielceGdyby miał Pan dziś powiedzieć jedno szczere „dziękuję”: za co i do kogo byłoby ono skierowane?
– To bardzo proste pytanie. Podziękowałbym moim rodzicom, bo dzięki nim jestem tu, gdzie jestem. Od początku we mnie wierzyli. Zawsze dmuchali mi w żagle i w skrzydła. Kiedy słyszę historie innych ludzi i ich doświadczenia związane z domem rodzinnym, jeszcze bardziej doceniam to, co sam otrzymałem. U mnie była pełna akceptacja rodziców – moich zachowań i decyzji, podobnie jak decyzji mojej siostry. Rodzice byli dla nas opoką. Największym kibicem wszystkich moich działań był tata. Zbierał teksty, które pisałem w gazecie, wycinki, oglądał programy i słuchał audycji radiowych, w których się pojawiałem. Taty już nie ma, ale jego wsparcie i wiara we mnie pozostały. To właśnie rodzicom chciałbym dziś powiedzieć największe „dziękuję”.
Gdyby mógł Pan zaprosić na spokojną rozmowę jedną osobę – żyjącą lub nie – z kim chciałby Pan usiąść przy stole i o czym byście rozmawiali?
– Na co dzień dużo rozmawiam z ludźmi. Z wieloma osobami, z którymi chciałem porozmawiać, miałem już taką okazję. Ale jeżeli miałbym wskazać kogoś, kto nie może już z nami rozmawiać, byłby to Stefan Żeromski. Chciałbym zapytać go, jak patrzy na to, co dziś dzieje się w Ciekotach. To dla mnie pewna abstrakcja, iż w domu, który zostawił w niewielkiej, świętokrzyskiej wsi, dzieją się teraz tak różne rzeczy. Chciałbym wiedzieć, czy droga, którą obraliśmy, jest tą, którą on sam mógłby sobie wyobrazić. Myślę, iż moglibyśmy usiąść przy jednym stole w dworze w Ciekotach i właśnie o tym porozmawiać.
A gdyby miał Pan opowiedzieć własną historię jednym tytułem – takim, który mógłby znaleźć się na okładce książki o Pana życiu – jaki byłby to tytuł?
– Nigdy nie myślałem o swoim życiu w kategoriach zamykania go w jednym tytule. Musiałbym się nad tym zastanowić. Ale może byłoby to coś w rodzaju „Wojtek, który jeździł w różne miejsca”. Trochę na wzór „Psa, który jeździł koleją”. Postrzegam siebie jako osobę bardzo mobilną, która przemieszcza się z jednego miejsca do drugiego. Może właśnie w tym kierunku poszedłbym z tytułem.
Wyobraźmy sobie, iż spotykamy się ponownie dokładnie za dziesięć lat. Jakim człowiekiem chciałby Pan wtedy być?
– Nie chciałbym się bardzo zmieniać. Mam wrażenie, iż pewien etap zmian i różnych doświadczeń jest już za mną. Chciałbym myśleć, iż osiągnąłem pewien pułap, ale przecież wiemy, iż jedyną niezmienną rzeczą jest to, iż wszystko się zmienia. Nie wiem, co wydarzy się za dziesięć lat. Mam nadzieję, iż wszyscy będziemy wtedy zdrowi. Chciałbym, żebyśmy spotkali się ponownie w tym samym gronie, byli szczęśliwi, uśmiechnięci i mogli dzielić się dobrą energią. To byłoby dla mnie naprawdę bardzo satysfakcjonujące.
POPRZEDNIE AUDYCJE

Jacek Rogala o cenie sukcesu, rodzinie i marzeniu o powrocie do komponowania

Karol Bielecki o życiu, które wystawia na próbę, i o sile, by iść dalej

„Wyszedłem z szamba”. Mateusz „Big Boy” Borkowski o swojej drodze, psychice i tym, dlaczego nie wolno się poddawać

„Miałem i wciąż mam mnóstwo szczęścia”. Grzegorz Kędzierski w „Dzień dobry to Ja!”

Nie tylko muzyka. Patrycja Zarychta o empatii, ludziach, którzy ją ukształtowali i pokonywaniu własnych słabości
Audycja „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radiu Kielce” to autentyczne, osobiste i pełne inspiracji wywiady. Na antenie Polskiego Radia Kielce spotykamy się z wyjątkowymi osobami związanymi z województwem świętokrzyskim: artystami, muzykami, politykami, sportowcami oraz ludźmi, którzy mają do opowiedzenia niezwykłe historie. To nie tylko wywiady – to spotkania, które poruszają ważne tematy, pokazują różne perspektywy oraz odsłaniają osobiste przekonania naszych gości. A słuchacze Radia Kielce zostają z pytaniami o ich własne życie, wartości i wybory. „Dzień Dobry, to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie” to audycja łącząca lokalność regionu świętokrzyskiego z uniwersalnymi wartościami. Tworzy przestrzeń do rozmów, które zostają ze słuchaczami na długo.
Premierowe odcinki w niedziele po godz. 10 na 101.4 MHz, a także w formie podcastu na podcasty.radiokielce.pl oraz na YouTube.


2 godzin temu














