Wilkowicka zapora w czarnej księdze chybionych inwestycji za publiczne pieniądze

3 godzin temu

Zapora ziemna za 8 milionów złotych trafiła właśnie na listę najbardziej absurdalnych wydatków publicznych w Polsce. W opublikowanej dzisiaj najnowszej edycji „Czarnej Księgi” wydatków publicznych wydanej, po raz trzeci, przez Warsaw Enterprise Institute, to jeden z przypadków marnotrawstwa pieniędzy podatników.

„Czarna Księga” WEI ma na celu m.in. zwiększenie świadomości Polaków w dziedzinie podatków, nadzorowanie władzy oraz rozpowszechnianie dobrych praktyk w dziedzinie inwestycji za publiczne środki – wskazują organizatorzy plebiscytu.

Inwestycja z naszego regionu znalazła się na ostatnim, 49. miejscu zestawienia, w kategorii „Pomysł dobry, wykonanie złe”. Dlaczego?

„Wilkowice miały zyskać tarczę przeciw pożarom i wodę pitną, a wyszła tykająca bomba wodna za 6 milionów – nieszczelna, niestabilna i gotowa zalać wioskę. NIK w raporcie z 2024 r. punktuje i wymienia istotne braki i błędy w projekcie. Prace prowadzono między innymi w deszczu, co narażało inwestycję na fiasko. Zbyt małe zasoby wody pitnej i konieczność zapewnienia okolicznym mieszkańcom ochrony przeciwpożarowej, w 1999 r. skłoniło Gminę Wilkowice do wpisania w strategii wybudowanie zbiornika pełniącego istotne funkcje w jej systemie wodno-gospodarczym. Roboty budowlane ruszyły w grudniu 2009 r. Z zebranej dokumentacji wynika, iż w trakcie budowy doszło do wielu kontrowersji i działań interwencyjnych. Pierwsze kłopoty pojawiły się już podczas próbnego napełniania zbiornika w styczniu 2013 r. Inspektor nadzoru na podstawie odczytów stwierdził, iż korpus zapory wykazuje cechy nieszczelności na styku z prawą skarpą zbiornika i na styku z tzw. przepławką (to konstrukcja mająca za zadanie umożliwienie pokonania sztucznej bariery w rzece przez migrujące ryby) NIK wymienia szereg nieprawidłowości, powołując się na wcześniejszą ekspertyzę przeprowadzoną przez Politechnikę Wrocławską: „W ekspertyzie napisano także, iż dokumentacja geologiczno-inżynierska została wykonana w trakcie długotrwałej suszy i nie zawierała jakiejkolwiek wzmianki o zachowaniu podłoża w okresie występowania opadów atmosferycznych. Z kolei w trakcie prac plac budowy nie miał odpowiedniego zabezpieczenia przed występującymi kilkukrotnie wezbraniami potoku Wilkówka, a wykonawca, wbrew przepisom, podczas opadów deszczu nie przerwał prac związanych m.in. z formowaniem korpusu zapory”. Efekt? Ewakuacja 120 osób w 2019 r., rozbiórka za dodatkowe 2 miliony i zero korzyści. Eksperci są jednomyślni – prace wymagały szczególnej staranności, a błędy popełnione przez wykonawcę i nieistniejący już urząd naraziły zarówno lokalnych mieszkańców, jak i budżet podatników” – czytamy w raporcie.

Na naszych łamach pisaliśmy z kolei:

„Zapora wodna w Wilkowicach, wzniesiona w 2013 roku, okazała się jednym wielkim budowlanym bublem. Napełnienie zbiornika wodą mogłoby doprowadzić do niewyobrażalnej katastrofy. Dlatego tama od samego początku istnienia nie spiętrza wody. Tymczasem dotychczasowy jej właściciel – Śląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach – cały czas ściemniał, iż wszystko jest w porządku.

Tłumaczono, iż zapora jest w dobrym stanie technicznym, a brak wody w zbiorniku wynika wyłącznie z chwilowych trudności. Prawda jest jednak zgoła inna. Potwierdza to nowy gospodarz wilkowickiej zapory – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Sytuacja jest tak zła, iż sprawdzane są już choćby plany na wypadek konieczności przeprowadzenia ewakuacji zabudowań położonych poniżej tamy!

Niewielką zaporę na potoku Wilkówka w Wilkowicach ukończono w 2013 roku. Wszyscy piali wtedy z zachwytu rozpływając się nad tym, jaka to wspaniała i potrzebna inwestycja. Podkreślano też, iż jest to pierwszy taki obiekt w okolicach Bielska-Białej, wybudowany po ponad 80 latach od oddania do użytku podobnej zapory w Dolinie Wapienicy.

Hydrotechniczny obiekt w Wilkowicach miał spełniać trzy funkcje. Po pierwsze, zbiornika retencyjnego, chroniącego położone niżej zabudowania przed falą powodziową (Wilkówka to co prawda niewielki potoczek, ale w czasie gwałtownych opadów potrafi być groźna). Po drugie, rezerwuaru wody dla mieszkańców Wilkowic, a także zakładów przemysłowych działających w rozrastającej się gwałtownie strefie ekonomicznej. Po trzecie, zbiornika przeciwpożarowego. Oczywiście trudno nie docenić także jego walorów krajobrazowych, choć liczący zaledwie 70 arów powierzchni zalew nigdy nie był przewidywany jako akwen rekreacyjny. Takie były plany, a co z nich wyszło?”.

Cały tekst sprzed 8 lat przeczytasz TUTAJ.

Publikacji raportu towarzyszy plebiscyt na najbardziej skandaliczny wydatek roku. jeżeli ktoś chce „wesprzeć” kandydaturę inwestycji z Wilkowic, może to zrobić TUTAJ. – Kwota nie jest tu najważniejsza, liczy się skala absurdu. Dla zwycięzcy tego wstydliwego rankingu przewidziano specjalną nagrodę, nasze tradycyjne słomiane misie – zapowiadają organizatorzy.

Idź do oryginalnego materiału