Widzew jeszcze nie powiedział ostatniego słowa! Łodzianie wygrywają z Motorem

2 godzin temu

Mecz ostatniej szansy

Mecz Widzewa z Motorem nie był dla Łodzian spotkaniem, które może zapewnić im utrzymanie. Ale nadzieje na to, iż uda się je ostatecznie wywalczyć mogły w niedzielę całkowicie legnąć w gruzach. Porażka oznaczałaby, iż sytuacja w tabeli stała się arcytrudna i w zasadzie można by się już przygotowywać do pierwszoligowych zmagań.

Przed dwoma tygodniami w starciu z Termalicą, piłkarze mogli liczyć na doping już od momentu rozpoczęcia rozgrzewki. Wsparcie było fantastyczne. Przegrana w Radomiu sprawiła jednak, iż w kibicach coś "pękło". W spotkaniu z Motorem nie było zorganizowanego dopingu, nie był flag. Zamiast nich były transparenty. Jeden z nich skierowany do piłkarzy, drugi do włodarzy klubu. "Dostaliście od nas wszystko. Wiarę, wsparcie, zaufanie, szacunek. W zamian dostaliśmy wstyd, hańbę, brak zaangażowania. To koniec głaskania" to treść pierwszego z nich. Drugi był mniej "przyjemny". Co było na nim napisane? "Partacze, wy********ać z Widzewa. Adamczuk, Burlikowski, jesteście pierwsi na naszej liście".

Czy brak dopingu to adekwatna forma protestu? Z jednej strony pamiętamy spadki Widzewa z Ekstraklasy, z pierwszej ligi, pamiętamy też oprawę sprzed paru lat o treści "Liga mniejsze ma znaczenie, my jesteśmy tu dla Ciebie". Kibice nigdy sie nie odwracali. Z drugiej strony, mamy teraz do czynienia z drużyną zbudowaną za 100 milionów złotych, a jej gra jest po prostu żałosna. Rozgoryczenie fanów jest zrozumiałe. Brak wsparcia trybun był w niedzielę jednak aż nadto odczuwalny.

https://lodzkisport.pl/pilka-nozna/widzew-musi-sie-utrzymac-powrot-do-ekstraklasy-nie-bedzie-latwy/jixTDPA3YGAJ7odjjgCs

Gra piłkarzy Widzewa w atmosferze pikniku wyglądała jeszcze gorzej niż normalnie. I to mimo tego, iż Łodzianie prowadzili po pierwszej połowie 1:0. Gola strzelił Carlos Isaac. Fatalnie wyglądało Sebastian Bergiera i Samuel Kozlovsky. Dobrze Mariusz Fornalczyk, Lukas Lerager czy Przemysław Wiśniewski. Jednak cały czas to była gra, w której nie było widać jakości. Mimo to, Motor został zdominowany, bo nie potrafił realnie zagrozić bramce Drągowskiego. Fatalny występ notował też sędzia Kuźma, który wyglądał momentami jak amator, który prowadzi pierwszy mecz w karierze. Może to jakiś przebieraniec? Dramat.

Druga połowa rozpoczęla się od dużo lepszej gry czerwono-biało-czerwonych. Na tyle dobrej, iż kibice z "Prostej" sami spontanicznie zaczęli prowadzić doping. RTS napierał na Motor i przyniosło to efekt. W 55. bramkę na 2:0 strzelił Lerager! Nakręcony Widzew ruszył po trzeciego gola i trzeba przyznać, iż wygladał przyzwoicie. Próbowali m.in Alvarez czy Shehu. Świetną próbę miał Bergier, ale jego uderzenie wybronił golkiper Lublinian. Niestety, są też złe wieści. W 85. minucie Lukas Lerager musiał opuścić boisko na noszach. Oby to nie było nic groźnego. Chwilę później pod bramką Łodzian było bardzo groźnie. Na szczęście skończyło się na strachu. Kapitalny mecz grał Wiśniewski, który "czyścił" wszystko bezbłędnie. Dawno nie widzieliśmy takiego stopera w RTS-ie.

Po pierwszej bardzo przeciętnej, Widzew zagrał naprawdę solidną drugą połowę. Wygrał 2:0 i przedłużył swoje nadzieje na utrzymanie. jeżeli RTS zagra na takim poziomie w pozostałych domowych meczach, to o ligowy byt powinniśmy być spokojni.

Widzew Łódź - Motor Lublin 2:0
1:0 - Isaac (15.)
2:0 - Lerager (55.)

Widzew: Bartłomiej Drągowski - Carlos Isaac (Marcel Krajewski 90+4'), Przemysław Wiśniewski, Steve Kapuadi, Samuel Kozlovsky - Fran Alvarez, Lukas Lerager (Lindon Selahi 85'), Juljan Shehu - Emil Kornvig, Sebastian Bergier, Mariusz Fornalczyk (Angel Baena 79')

Motor: Gasper Tratnik - Filip Wójcik, Arkadiusz Najemski, Herve Matthys (Bright Ede 64'), Filip Luberecki - Bartosz Wolski (Kacper Karasek 72'), Sergi Samper (Jakub Łabojko 64'), Ivo Rodrigues - Bradly Van Hoeven (Florian Haxha 76'), Karol Czubak, Mbaye Ndiaye (Fabio Ronaldo 64')

Idź do oryginalnego materiału