Cracovia została złamana na własnym terenie i po karnym Kacpra Urbańskiego uległa przy Kałuży Górnikowi Zabrze pierwszy raz po 12 latach. Trener gospodarzy nie krył rozgoryczenia po niekorzystnym wyniku i miał duże pretensje do pracy arbitra podczas spotkania.
- Trudno podsumować to spotkanie, bo po takim meczu towarzyszą człowiekowi mieszane uczucia. Uważam, iż nasi zawodnicy rozegrali bardzo dobre zawody na tle wymagającego rywala. Zaczęliśmy to spotkanie na bardzo wysokim poziomie - pierwsze 20 minut było być może naszym najlepszym otwarciem w tym sezonie - rozpoczął Grzelak.
- Potem kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń, również w drugiej połowie. Może nie stwarzaliśmy super groźnych sytuacji pod bramką przeciwnika, ale stale wywieraliśmy presję i dobrze broniliśmy. W takich meczach z silnym rywalem o końcowym wyniku decydują niuanse.
Niezwykle rzadko zrzucam winę na sędziów, bo wiem, jak trudna jest praca arbitra, ale uważam, iż dzisiaj popełniono duży błąd przy przyznaniu rzutu karnego. Analizując powtórki telewizyjne, widać wyraźnie, iż Henriksson miał rękę przy ciele. Dostał piłką w łokieć, robiąc wszystko tak, jak należy w takiej sytuacji. Byłem bardzo zaskoczony, iż sędzia nie podszedł do ekranu, aby zweryfikować to zdarzenie - przecież właśnie po to mamy system VAR, by potwierdzać tak najważniejsze decyzje - nie krył rozgoryczenia decyzjami arbitra trener.
- Sytuacja w drugą stronę była bliźniacza i tam również nie powinno być mowy o "jedenastce" - gdy Kakabadze trafił w łokieć obrońcy Górnika, karny się nie należał. Szkoda, bo w starciu wyrównanych zespołów to właśnie ta decyzja rozstrzygnęła o losach meczu.
Jestem jednak dumny z postawy zespołu. Zawodnicy pokazali adekwatny mental, walczyli o każdy metr boiska i wygrali większość pojedynków. Bardzo zależało nam na wywiezieniu stąd dobrego rezultatu, dlatego teraz towarzyszy nam spore rozczarowanie - zakończył trener Cracovii.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
















