
Długo wyczekiwany moment stał się faktem. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) oficjalnie ogłosiła przetarg na projektowanie nowej trasy do Brzeska. Niestety, wnikliwa analiza opublikowanych właśnie dokumentów przetargowych studzi początkowy entuzjazm. Budowa wlotu do Nowego Sącza obwarowana jest klauzulą, która może sprawić, iż nowa droga… urwie się przed granicami naszego miasta.
Na unijnej platformie zamówień publicznych (TED) oraz polskiej platformie zakupowej pojawiła się oficjalna Specyfikacja Warunków Zamówienia (SWZ) na opracowanie Koncepcji Programowej dla Sądeczanki. Potwierdziły się wcześniejsze obawy – GDDKiA podzieliła inwestycję, zostawiając sporne fragmenty trasy w urzędniczej zamrażarce.
Trzy odcinki w przetargu, środka trasy brak
Zgodnie z ogłoszeniem, zamówienie zostało podzielone na trzy niezależne części, dla których projektanci przygotują Etap II Studium Techniczno-Ekonomiczno-Środowiskowego (STEŚ-R):
- Część 1: Odcinek I (Okocim – Uszew, wylot z Brzeska).
- Część 2: Odcinek III (Wytrzyszczka – Łososina Dolna).
- Część 3: Odcinek V (Tęgoborze – Nowy Sącz).
Z dokumentów całkowicie wycięto Odcinki II i IV (gminy Gnojnik, Czchów). Jak wynika z harmonogramów GDDKiA, z powodu roszczeń samorządów dotyczących budowy tuneli, fragmenty te będą analizowane przez kolejne 12 miesięcy. Oznacza to, iż przez lata nowa trasa będzie „dziurawa”, a kierowcy i tak będą musieli stać w korkach na starych odcinkach.
Prawdziwa bomba dla Nowego Sącza: „Prawo Opcji”
Najważniejsza i najbardziej niepokojąca informacja dla mieszkańców Nowego Sącza kryje się w opisie Części 3 (Odcinek V). GDDKiA wprost zaznaczyła w dokumentach, iż dla końcowego fragmentu trasy – od kilometra 42+500 aż do końca opracowania na terenie Miasta Nowy Sącz – przewiduje zastosowanie tzw. prawa opcji.
W praktyce zamówień publicznych oznacza to, iż wykonawca zaprojektuje całą trasę od Tęgoborzy, ale prace nad samym wjazdem w granice Nowego Sącza GDDKiA może, ale wcale nie musi mu zlecić. Prawo opcji obejmuje m.in. najważniejsze mapy, analizy ruchu, badania geofizyczne oraz dokumentację geologiczno-inżynierską.
To jednoznaczny sygnał ze strony inwestora rządowego: jeżeli władze Nowego Sącza nie podpiszą gwałtownie porozumienia o współfinansowaniu miejskiej części inwestycji (infrastruktura, chodniki, oświetlenie), GDDKiA po prostu nie uruchomi tej „opcji”. Projekt urwie się w polu przed miastem.
Miejsce, w którym (przed Nowym Sącze, okolice Kamieniołomu w Dąbrowej) może zakończyć się SądeczankaTerminy, koszty i zegar, który już tyka
Z opublikowanych dokumentów wynikają również inne, ważne dla regionu fakty:
- Koniec maja to czas decyzji: Firmy projektowe mogą składać swoje oferty do 8 maja 2026 r. do godziny 11:15. Biorąc pod uwagę czas na ocenę ofert, umowy zostaną podpisane prawdopodobnie wczesną jesienią. To ostateczny czas dla władz miasta na dogadanie się z drogowcami.
- Nasz odcinek będzie projektowany najdłużej: O ile projektowanie odcinka brzeskiego ma zająć 24 miesiące , o tyle w przypadku Nowego Sącza (Część 3), maksymalny łączny okres wykonania prac (wraz z prawem opcji) określono na aż 36 miesięcy.
- Brak pieniędzy z Unii Europejskiej: W dokumentacji wyraźnie podkreślono, iż projekt nie jest finansowany z funduszy UE. Biorąc pod uwagę, iż szacowany łączny koszt inwestycji wzrósł już do astronomicznej kwoty 7,76 mld zł brutto, ciężar budowy spadnie w całości na budżet państwa.
Ogłoszenie przetargu to bez wątpienia przełom i powód do ostrożnego optymizmu. Udowadnia jednak to, przed czym ostrzegali eksperci: budowa Sądeczanki będzie „krojona na plasterki”, a bez zdecydowanego i szybkiego działania władz Nowego Sącza, możemy zostać z tej układanki po prostu wykluczeni.
Kamil Olesiak


2 godzin temu









