Teraz już wiecie, kto jest najlepszy w powiecie…

1 godzina temu

A najlepsi są Czarni Ostrowite, którzy po raz drugi w tym sezonie wygrali derby z ZKS-em Orły Zagórów. Wcale jednak nie musiało tak być. Mecz, jak na derby przystało, miał swoją dramaturgię. Momentami, zwłaszcza w drugiej połowie, był starciem pełnym walki, twardej gry, przerywanej faulami i sędziowskimi upomnieniami.

Ale od początku. W pierwszej części spotkania lepsze wrażenie sprawiali gospodarze. To oni stworzyli sobie groźniejsze sytuacje bramkowe, jednak długo nie potrafili umieścić piłki w siatce. Udało się dopiero w 29. minucie, kiedy Łukasz Szygenda wykorzystał błąd bramkarza i wpisał się na listę strzelców. Zagórowianie nie zdążyli jeszcze pogodzić się ze stratą pierwszej bramki, a już musieli wznawiać grę od środka. W 31. minucie na strzał zdecydował się Łukasz Piguła, bramkarz „wypluł” piłkę prosto pod nogi Adriana Stawowego, a ten podwyższył wynik na 2:0.

W 44. minucie, tuż przed polem karnym, piłka trafiła w rękę zawodnika Czarnych, a sędzia podyktował rzut wolny. Do piłki podszedł Dariusz Gromanowski, oddał strzał, futbolówka odbiła się jeszcze od muru i wpadła do bramki. ZKS złapał kontakt jeszcze przed przerwą.

Po zmianie stron lepiej w mecz weszła drużyna z Zagórowa, jednak bliżsi zdobycia gola byli miejscowi. W 50. minucie sędzia podyktował dla nich rzut karny. Do piłki podszedł Damian Maciejewski i… przegrał pojedynek z zagórowskim bramkarzem.

Po tej sytuacji byliśmy świadkami brzydkiego fragmentu gry. Było więcej walki i fauli niż piłkarskich akcji. Mimo to gospodarze wyprowadzili dwie akcje, które powinny zakończyć się bramkami. Tak się jednak nie stało. Nie trafił również zespół Orłów, który nie zamierzał wyjeżdżać bez punktów.

W 81. minucie wydawało się, iż przyjezdni skomplikowali sobie końcówkę spotkania, ponieważ musieli grać w dziesiątkę. Czerwona kartka podziałała jednak na nich mobilizująco i w 85. minucie mieliśmy remis — po raz drugi do bramki trafił Dariusz Gromanowski. Potwierdziło się więc stare piłkarskie porzekadło, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą, ale…

Zespół Damiana Augustyniaka nie zamierzał się poddać. Najpierw, w 89. minucie, po kolejnym rzucie karnym — tym razem skutecznie egzekwowanym przez Bartosza Kowalskiego — ponownie wyszedł na prowadzenie. Następnie, już w doliczonym czasie gry, Jarosław Kwiatkowski postawił kropkę nad „i”, a komplet punktów pozostał przy Jeziornej.

Idź do oryginalnego materiału