W cyklu „Referendum ZA/Referendum PRZECIW” rozmawiamy z osobami zaangażowanymi w politykę Krakowa o rządach prezydentach Miszalskiego i trwającej akcji referendalnej. Poniżej prezentujemy wywiad z przewodniczącym KO w Krakowie Szczęsnym Filipiakiem, który należy do przeciwników inicjatywy. Jak ocenia dotychczasowe rządy prezydenta Miszalskiego? Czy widzi jakieś błędy kolegi z partii? Co czeka miasto, jeżeli dojdzie do referendum? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w poniższej rozmowie. Zapraszamy do lektury.
Małgorzata Armada, KRKNews: Dlaczego uważa Pan, iż prezydent Miszalski zasługuje na dokończenie kadencji?
Szczęsny Filipiak, przewodniczący KO w Krakowie: – Przede wszystkim dlatego, iż to, co zaproponował w trakcie swojej kampanii wyborczej, było rozpisane na całą kadencję i jest konsekwentnie realizowane. Dopiero po jej zakończeniu, mieszkańcy będą w stanie ocenić, czy zrealizował swoje obietnice, czy nie i czy jest skutecznym prezydentem. jeżeli teraz przestanie nim być, większość zamierzeń nie zostanie dokończona.
W takim razie, co możemy teraz dostrzec? Co udało się do tej pory prezydentowi Miszalskiemu?
– Prezydent Miszalski jest znacznie bliżej mieszkańców niż jego poprzednik, naprawdę wsłuchuje się w ich głos i realizuje wiele rzeczy, które mu zgłaszają. Pierwsze z brzegu: rozpoczęcie budowy żłobków, zakup dużej ilości tramwajów oraz zazielenianie przestrzeni miejskich. Niektóre są jeszcze w planach, ale trzeba pamiętać – Prezydent zastał Kraków z olbrzymią dziurą budżetową. Przechodząc do kwestii finansów: niektórzy mówią, iż zadłużył miasto. To prawda, iż dług w mieście się zwiększył, ale wynika to z faktu, iż nie zatrzymano strategicznych i ambitnych inwestycji. Kraków działa, buduje i modernizuje. W 2026 roku, czyli półtora roku po objęciu funkcji Prezydenta przez Aleksandra Miszalskiego, będziemy mieli pierwszą od lat nadwyżkę operacyjną w budżecie. Najistotniejsze jest powstrzymanie wzrostu deficytu operacyjnego, bo to oznacza w kolejnych latach stabilizację inwestycyjną miasta. Podoba mi się także, iż nie ulega presji i idzie do przodu, jeżeli chodzi o budowę metra. Nigdy metro – w sensie już konkretów i planów – nie zaszło tak daleko, jak teraz, a referendum w jego sprawie było przecież w 2014 r. i mieszkańcy opowiedzieli się za jego budową.
– Żeby nie było tak słodko: czy widzi Pan jakieś błędy w dotychczasowej polityce prezydenta Miszalskiego, które uzasadniałyby referendum?
– Oś sporu o referendum przebiega wokół Strefy Czystego Transportu. Co do samych zapisów można mieć różne uwagi, natomiast na pewno miasto źle komunikowało informacje dotyczące SCT w kierunku mieszkańców. Wielu Krakowian nie otrzymało rzetelnych informacji, np. niektórzy Krakowianie myślą, iż oni też będą musieli płacić za jazdę po mieście; nie wiedzą też czemu strefa ma służyć. Trzeba pamiętać, iż walczymy przede wszystkim o zdrowie i życie mieszkańców, o czyste powietrze. Osobiście jednak apelowałbym do prezydenta i rady miasta, żeby skorygować pewne rzeczy np. dojazdy do P+R, czy do placu na Rybitwach. To są rzeczy, które powinno poddać się ponownej dyskusji. Nie miałem jeszcze okazji o tym rozmawiać z prezydentem Miszalskim, ale wierzę, iż jest to do zrobienia.
Abstrahując na chwilę od prezydenta Miszalskiego: co Pana zdaniem musiałoby się stać, żeby odwołanie prezydenta miasta było uzasadnione? Jakiego rodzaju musiałby to być zapalnik?
– Dla mnie uzasadnione referendum byłoby wtedy, gdyby prezydent całkowicie nie realizował programu wyborczego i działał wbrew temu, co obiecywał. Poza tym również w sytuacji, w której nastąpiłoby rażące obniżenie jakości życia w mieście w wyniku złego zarządzania. Gdyby takie zjawiska nastąpiły, sam chętnie bym się podpisał pod wnioskiem o referendum. Natomiast tych zjawisk nie ma. Prezydent konsekwentnie realizuje swoje obietnice wyborcze, nie wycofuje się z nich i nie ma żadnych dramatów w kwestii zarządzania miastem. Zdarzają się drobne rzeczy typu: później odśnieżona ulica czy nieopróżniony kosz, ale to normalne w tkance miejskiej. Nie widzę w Krakowie żadnych rażących zaniedbań, a tym bardziej żadnych merytorycznych i opartych na faktach powodów, by odwoływać Prezydenta. Nikt nie likwiduje szkół czy przedszkoli, komunikacja miejska dobrze działa, kontynuowane są strategiczne inwestycje, wszystkie usługi miejskie funkcjonują sprawnie, a w tym roku budżet osiągnie nadwyżkę operacyjną.
Czy bardziej broni Pan prezydenta Miszalskiego jako osoby, czy jego modelu zarządzania miastem?
– Model zarządzania miastem na pewno jest związany z jego osobą. Natomiast ja pozwolę sobie na szczere sformułowanie: prezydent Aleksander Miszalski jest w trakcie dopracowywania tego modelu. Na początku wydawało się, iż wystarczy rok, żeby to zrobić, ale tak to nie działa. Prezydent obiecał zresztą, iż zmiany w urzędzie będą ewolucyjne. Ewolucyjne w każdym zakresie: musiał poznać pracowników, zobaczyć, kto jak kieruje, zarządza i nadzoruje działania poszczególnych komórek urzędu. Przykładem zmian jest również m.in. pełny elektroniczny obieg dokumentów pomiędzy instytucjami miejskimi, który został już wdrożony, ale to zajęło dobre kilka miesięcy, stało się niedawno, a efekty takich działań, choćby w postaci skrócenia czasu podejmowania decyzji, mieszkańcy mogą dostrzec dopiero po jakimś czasie.
Jak ocenia Pan poziom niezadowolenia społecznego, które doprowadziło do inicjatywy referendalnej?
– Na podstawie mediów elektronicznych oceniam, iż skala niezadowolenia społecznego jest na bardzo wysokim poziomie. Mieszkańcy są niezadowoleni głównie z prowadzenia SCT i kilku podwyżek. Faktycznie one skumulowały się pod koniec ubiegłego roku, ale chciałem zaznaczyć, iż nie było ich w 2023 i 2024 r., bo nomen omen to Koalicja Obywatelska je wtedy powstrzymywała. Przyszedł jednak czas na korektę cen, więc budzi to niezadowolenie mieszkańców, bo to zawsze irytuje. Mimo, iż np. stawka za śmieci jest przez cały czas jedną z najniższych w całej Aglomeracji Krakowskiej, a bilet miesięczny pozostanie jednym z najtańszych w Polsce. Każda podwyżka budzi niezadowolenie, pytanie czy „podgrzewanie” emocji, w Krakowie od wielu miesięcy bardzo intensywne, przez różne dziwne grupy, nie sprawiło, iż wielu mieszkańców uległo ich fatalistycznym wizjom. Myślę, iż gdyby nie kwestia zaangażowania polityków bijących pianę, niezadowolenie byłoby znacząco mniejsze. Wszystko jest do wytłumaczenia, do skorygowania, natomiast w grę weszła agresywna polityka i duże nakłady finansowe ponoszone przez opozycję polityczną.
Czyli uważa pan, iż to referendum to jest inicjatywa polityczna czy inicjatywa obywatelska, a może dwa w jednym? Jakie są według Pana proporcje?
– Tak jak wspomniałem, to niezadowolenie bierze się przede wszystkim z wprowadzenia Strefy Czystego Transportu. Jak wiemy, konsultacje społeczne przed wprowadzeniem SCT były bardzo gorące, ale na spotkania przychodziły głównie osoby, które z założenia były na „nie”. Przypomnę, iż działacze, którzy dzisiaj zbierają podpisy pod referendum, m.in. Adam Hareńczyk, rozbijali konsultacje i trudno było przeprowadzić jakąkolwiek merytoryczną dyskusję. Natomiast odkąd SCT weszła w życie, pojawiło się mnóstwo pytań i propozycji od mieszkańców, które są głęboko merytoryczne i bezwzględnie należy się nad nimi pochylić. Wtedy tego nie było, dziś widać większe zaangażowanie społeczeństwa. Najważniejsze jednak, iż SCT naprawdę w minimalny sposób dotyka Krakowian, którzy zostali zwolnieni z kluczowych jej zapisów. A jej efekt pozytywnie wpłynie na zdrowie mieszkańców. Przypominam też, iż strefa została wprowadzona ze względu na uchwałę sejmiku i ustawę, a ta ustawa jest związana ze środkami europejskimi, których Kraków przez cały czas potrzebuje dla rozwoju i poprawy jakości, choćby transportu publicznego. Niedawno przeczytałem, iż np. Katowice również przygotowują się do wprowadzenia SCT. To oczywisty kierunek odpowiedzialnej polityki miejskiej.
Czy uważa Pan, iż referendum się odbędzie i będzie wiążące?
– Ja życzę przede wszystkim mieszkańcom mądrej decyzji. Życzyłbym Krakowianom i prezydentowi, żeby tych podpisów nie udało się zebrać. Po pierwsze: organizacja referendum, a następnie ewentualnych wyborów, kosztuje i będą to miliony złotych. Z tego typu dodatkowym „wydatkiem” jak rozumiem organizatorzy nie mają problemu? Poza tym nie mamy żadnych gwarancji, iż cokolwiek się zmieni w mieście, ze strony inicjatorów referendum nie ma żadnych konkretnych postulatów, w tym postulatów dotyczących SCT. Przecież środowisko Łukasza Gibały popierało wprowadzenie Strefy, on sam w głosowaniu się taktycznie wstrzymał, ale radny z jego klubu głosował za. Nie wiemy, jakie rozwiązania będą wdrożone, gdyby prezydent Miszalski został odwołany. Ponadto w mojej ocenie, jeżeli dojdzie do referendum, mieszkańcy nie poprą odwołania prezydenta. Chcę też zwrócić uwagę na to, jak negatywnie budowano narrację wokół prezydenta Miszalskiego. Przykładów manipulacji w ostatnim roku było aż nadto. W jednym z filmików jakiś mężczyzna stanął przy wylocie kanalizacji ogólnospławnej i twierdził, iż Krakowianie piją fekalia z wodociągu. W domyśle autorzy obciążali tym prezydenta. Tymczasem pod względem jakości wody pitnej mamy drugą najlepszą wodę w wodociągach na świecie. Przepraszam bardzo, ale takiej podłości to ze świecą szukać. Takie nagrania świadczą o całkowitej ignorancji, a dokładniej zwykłej manipulacji faktami. Przeciwnicy prezydenta postępując tak robią to w myśl zasady; obrzucimy błotem, zawsze coś się przyklei. Tak działają od początku tej kadencji, bo wciąż nie mogą pogodzić się z demokratyczną decyzją Krakowian.
Jeśli referendum się odbędzie, czy widzi w nim Pan jakieś ryzyko dla stabilności miasta?
– Samo referendum nie sądzę, żeby destabilizowało miasto, jest to akt demokratyczny. Niestety działania Łukasza Gibały i jego przybocznych, prowadzą do polaryzacji mieszkańców Krakowa, do utworzenia dwóch obozów. Warto też zwrócić uwagę, kto stoi za referendum. Pan Jan Hoffman trzy miesiące temu usunął się w cień, choć wcześniej realizował dokładnie tą samą politykę antyprezydencką co obóz Gibały, by teraz objawić nam się jako społecznik otoczony rzekomo niezadowolonymi mieszkańcami. Nie będę wymieniał z nazwiska, ale jest tam np. człowiek, którego osoba związana z obozem prezydenta Majchrowskiego kilka miesięcy temu zwolniła z pracy i to przykład frustracji nie związanej bezpośredni z dzisiejszym prezydentem.
Środowisko Łukasza Gibały, który przegrał walkę o fotel prezydencki już trzykrotnie i poległ z organizacją referendum 10 lat temu, oraz jego bardziej lub mniej formalni współpracownicy, od miesięcy konstruują atmosferę niechęci do prezydenta Miszalskiego. Do tego oczywiście zaangażowanie politycznej skrajnej prawicy: PiS, Konfederacji, ludzi od Brauna, ostatnio choćby Kamratów – wszyscy po prawej stronie „poczuli krew” politycznej walki. Budowa tej atmosfery służy jednemu celowi. Pan Gibała i jego giermkowie po prostu chcą obalić prezydenturę, podważyć wynik demokratycznej decyzji Krakowian i wykorzystuje wszystkie dostępne środki, często wyjątkowo niemoralne i nieuczciwe.
To może dla prezydenta Miszalskiego będzie lepiej, gdyby podpisy pod referendum zostały zebrane?
– Tylko zawsze istnieje ryzyko, iż duża część mieszkańców ulegnie tej kosztownej i olbrzymiej propagandzie. Z punktu widzenia przyszłości miasta lepiej byłoby, żeby prezydent w tym roku, a jest to pierwszy rok od dawien dawna bez wyborów, oddał się pracy bez uprawiania polityki innej aniżeli miejska. Tymczasem w tym momencie, czy tego chcemy, czy nie, prezydent będzie zaangażowany w obronę swojej pozycji. Wolałbym, żeby przedstawiał argumenty nie będąc pod presją, tylko za sprawą zaplanowanej i realizowanej pracy dla mieszkańców. Ale oczywiście zrobimy wszystko, by nikt nie „kupił sobie” Krakowa.
Co powiedziałby Pan w takim razie mieszkańcom, którzy oddają głos w wyborach i jednocześnie oczekują realnej kontroli nad wybranymi między kadencjami?
– To nie jest kwestia krakowska, tylko ogólnopolska. Działamy w ramach przyjętych przepisów i umowy społecznej, zgodnie z którą długość kadencji w Polsce wynosi 4 lub 5 lat. Bazą jest więc zaufanie do naszych reprezentantów, a weryfikacja ich działań przychodzi w kolejnych wyborach. Stąd też zresztą minimalna liczba udanych referendum – z włodarzami umawiamy się na kilkuletnią kadencję, kiedy mogą w pełni zaprezentować swój potencjał i po niej przychodzi czas rozliczenia. W przypadku prezydenta Miszalskiego mówimy o 1,5 roku prezydentury, ale tak naprawdę pierwszy rok to działanie na budżecie poprzednika, więc trudno pokazać skuteczność obietnic. Notabene przypomnę, iż prezydent podczas kampanii zapowiadał, iż postara się, żeby Krakowianie byli zwolnieni ze SCT i to zostało „dowiezione”. Słowa dotrzymał. Nigdy nie mówił, iż strefy nie będzie, a to jest główny zarzut, który powoduje obecne zniechęcenie. Gdyby tego tematu nie było, nie byłoby też tematu referendum ani zaangażowania polityków, ponieważ inne zarzuty mają znacznie słabszy kaliber lub aż tak ich nie podgrzano.
Oczywiście oficjalny inicjator pan Jan Hoffman udaje, iż jest czynnikiem społecznym, ale w rzeczywistości to człowiek, który był kiedyś w Unii Wolności, wspierał Platformę Obywatelską przez lata i tylko przez personalny konflikt z jednym z radnych Platformy Obywatelskiej przeszedł do opozycji. O tym, iż Łukasz Gibała to nie żaden działacz społeczny, tylko rasowy polityk z olbrzymim majątkiem i jeszcze większymi ambicjami, wszyscy wiemy. W tej „referendalnej ekipie” jest też kilku kpiarzy, podających się za obiektywnych dziennikarzy w tym osoba z prawomocnym wyrokiem za groźby połamania nóg dziennikarzowi. Takiemu prawdziwemu. I wmawia nam się, iż to nieduże ruchy miejskie idą po władzę. W całą akcję zaangażowano bardzo duże pieniądze, kwoty sięgną prawdopodobnie kilkuset tysięcy złotych, a w całym okresie walki z prezydentem Miszalskim prawdopodobnie kilka milionów. I choć wiem, iż wiele osób podejmie decyzję na podstawie osobistego niezadowolenia, to każdy powinien mieć świadomość, iż nie ma tu mowy o oddolnej inicjatywie. Oczywiście takie działanie nie jest zabronione, ale byłoby dobrze, żeby mieszkańcy to wiedzieli, ponieważ ofiarą tych działań nie jest tylko sam prezydent, ale będzie cały Kraków.

2 godzin temu







