Z końcem września, po 23 latach działania, zakończyła swoje funkcjonowanie świetlica socjoterapeutyczna dla dzieci i młodzieży „Pod Kolegiatą”, działająca przy kolegiacie św. Wojciecha i św. Katarzyny, prowadzona przez Klub Inteligencji Katolickiej w Jaworznie.
Świetlica „Pod Kolegiatą” przez lata oferowała dzieciom szeroka ofertę i pomagała w rozwoju. Czasy niestety się jednak zmieniają i w obliczu coraz mniejszej liczby podopiecznych, KIK zdecydował ostatecznie o zakończeniu działalności z dniem 30 września. Czesław Brandys, Prezes Klubu Inteligencji Katolickiej podjął się analizy zjawiska z perspektywy pedagogicznej i socjologicznej. Poniżej przytaczamy ją w całości, stanowi bowiem bardzo wnikliwą obserwację zjawisk zachodzących w całym kraju.
W imieniu Zarządu Stowarzyszenia oraz Wychowawców i Podopiecznych świetlicy składamy serdeczne podziękowania wszystkim dobroczyńcom, dzięki którym przez 23 lata mogliśmy funkcjonować: Panu Prezydentowi, Pracownikom Urzędu Miasta, parafii, wolontariuszom i wielu, wielu ludziom dobrej woli. 23 lata działalności naszej świetlicy to czas wypełniony pracą, wyzwaniami, ale przede wszystkim setkami historii dzieci, którym wspólne działania Miasta, Kościoła i naszej organizacji dały szansę na lepszy start i bezpieczne dzieciństwo. Zamknięcie świetlicy po 23 latach owocnej pracy to bez wątpienia trudny i smutny moment – zwłaszcza dla osób, które przez ponad dwie dekady tworzyły to miejsce z sercem. Od ponad roku niestety zaczęliśmy obserwować stopniowy spadek podopiecznych.
Przez lata odrabianie lekcji pełniło w świetlicach socjoterapeutycznych rolę. Dziecko miało konkretny, „usprawiedliwiony” powód, by przyjść po szkołach do świetlicy. W domu często brakowało warunków, spokoju lub wsparcia dorosłych. Zrobienie zadań w świetlicy oznaczało „czystą kartę” i spokój wieczorem. Odrabianie lekcji z opiekunem nie było tylko nauką – był to pretekst do budowania bliskości, rozmowy, zauważenia emocji dziecka i późniejszej socjoterapii. Gdy zniesienie obowiązku prac domowych zdjęło z dzieci ten bezpośredni wymóg, zniknął pierwszy, naturalny impuls do przyjścia. Bez wyraźnego celu krótkoterminowego („muszę odrobić lekcje”) dzieciom – szczególnie tym z trudniejszych środowisk – trudno wygenerować motywację wewnętrzną, by wybrać świetlicę zamiast łatwiejszych form spędzania czasu.
Smartfon jako „konkurencja nie do pokonania”
Mózg na dopaminie: aplikacje mobilne, gry i media społecznościowe są zaprojektowane tak, aby dostarczać natychmiastowej nagrody (dopaminy) przy minimalnym wysiłku.
Bariera wejścia: Przyjście do świetlicy wymaga ubrania się, wyjścia z domu, podporządkowania zasadom grupy i podjęcia interakcji z ludźmi. telefon wymaga jedynie sięgnięcia ręką po telefon na łóżku.
Zacieranie więzi rówieśniczych: Współczesne dzieci rzadziej spotykają się „w realu”, ponieważ cały ich świat towarzyski, komunikacja i rywalizacja przeniosły się do sieci.
Zmiana potrzeb i profilu młodego człowieka
Brak prac domowych stał się katalizatorem, który odsłonił szerszy kryzys w strukturze spędzania czasu wolnego.
Nowe wzorce spędzania czasu: Dzieci wychowywane w środowisku cyfrowym mają trudności z radzeniem sobie z nudą. Brak obowiązkowych zadań domowych nie przełożył się na rozwój pasji czy ruch na świeżym powietrzu, ale na wydłużenie czasu przed ekranem (tzw. screen time).
Trudność w dotarciu do młodzieży: Tradycyjne formy pracy świetlicowej, które sprawdzały się przez pierwsze 20 lat działania placówki, przestały być atrakcyjne dla pokolenia, które od najmłodszych lat ma stały dostęp do cyfrowej rozrywki.
Podsumowanie i refleksja
Zniesienie obowiązku prac domowych wybiło podstawowy „filar organizacyjny”, wokół którego ogniskowała się rutyna dnia wielu dzieci. Gdy zabrakło tego konkretnego zadania, a w zamian pojawiła się łatwa i uzależniająca alternatywa w postaci telefona, świetlica straciła naturalną siłę przyciągania. To, co się stało, nie jest porażką zespołu czy opiekunów, którzy przez 23 lata wykonywali wspaniałą i potrzebną pracę. Jest to efekt drastycznej zmiany cywilizacyjnej, w której instytucje wychowawcze i opiekuńcze na terenie całego kraju muszą szukać całkowicie nowych metod docierania do młodych ludzi.












