„Wyjazdy na zalew w pobliże wysokich, gęstych trzcinowisk były dla mnie fascynujące. Wypatrywałem, śledziłem szerokie połacie wody, czy ukażą się tajemnicze łodzie z kwadratowymi brązowymi żaglami”. Marek Bero, „Mierzeja”, 2016 r..
Czy wiecie, iż łodzie z ożeglowaniem rejowym, najbardziej archaicznym, zdawałoby się o prymitywnej choć nie pozbawionej zalet konstrukcji, znane i używane od wczesnego średniowiecza w całej Europie, w Anglii, Norwegii, Francji czy Holandii, najdłużej pływały po naszym Zalewie Wiślanym? Tak, to pewna wiadomość, zachowały się tutaj w pełnej gotowości do halsowania najdłużej na świecie - spotkać je można było w południowych portach tego akwenu jeszcze w latach 50. i 60. XX wieku, ostatecznie połowy na nich zarzucono dopiero około 1971 roku. O tej i wielu innych ciekawostkach na temat barkasów możecie się dowiedzieć z dopiero co opublikowanej przez wydawnictwo Studio Agnieszka Piecuch książce zatytułowanej właśnie - „BARKASY”. My, uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej w Tolkmicku, usłyszeliśmy wiele frapujących informacji o tych łodziach bezpośrednio od autora tego wspaniałego, bogato ilustrowanego zdjęciami i rysunkami albumu – Pana Aleksandra Celarka. Jest on legendą polskiego szkutnictwa, żeglarzem, żaglomistrzem, popularyzatorem żeglarstwa i rekonstruktorem historycznych łodzi, na których odbywał pełne fascynujących przygód rejsy po Bałtyku.
Pan Aleksander i redaktorka napisanej przez niego książki – Pani Dorota Kobierowska-Dębiec, dziennikarka z Gdańska – odwiedzili w sobotnie popołudnie nasz portowy Kamienik Wielki, w którym żyje wielu potomków rodzin rybackich, ludzi, którzy po roku 1945, przybywszy z odległych od zalewu okolic, musieli nauczyć się od autochtonów trudnej sztuki poławiania na barkasach. Jak przekonywał nasz gość – „nauka ta nie przebiegała bezproblemowo, pełna była napięć i wzajemnej nieufności, ponieważ rybacy, co do zasady są wielkimi indywidualistami, charakteryzuje ich szorstkie obycie i niechęć do dzielenia się tajnikami swojej profesji, a tu jeszcze Polacy i Niemcy na jednym pokładzie, zaraz po wielkiej wojnie”. Poza tym dawni mieszkańcy Groß Steinort mieli pełną świadomość, iż muszą oddać polskim osadnikom swój dobytek: nie tylko łodzie i sprzęt rybacki, ale także domostwa, ukochany port i łowiska, bez których ich życie traciło cały sens.
Barkasy, przed rokiem 1945 zwane Angelkähne, wytwarzane były głównie w Łaszce na Mierzei Wiślanej w zakładzie szkutniczym Henryka Schmidta, drugi istotny ośrodek zlokalizowany był w okolicach Królewca w miejscowości Fischhausen. Natomiast po wielkim przełomie, w naszej polskiej epoce, największa ich liczba została skoncentrowana w porcie tolkmickim. Wypływały dumnie na Zalew Wiślany, pod wielkim żaglem o powierzchni do 50 m2, a żagle te miały barwy brązowe, czerwone lub żółte, ciągnąc wielką sieć nazywaną włokiem, która szorowała po dnie i nabierała całe ławice ryb do wnętrza. Barkasy łowiły parami, jak mówili rybacy „szły w tukę”, po zainstalowani kutla najpierw się rozchodziły, potem schodziły, a w tym momencie musiały gwałtownie wyhamować, co właśnie umożliwiały żagle w układzie rejowym – innego rodzaju ożaglowanie, lugrowe czy gaflowe, czyniłoby ten karkołomny manewr niemożliwym do wykonania. Następnie burty łodzi musiały zostać szczepione dzięki „kotów” i „psów”, a potem wyciągano skrzydła włoka „na krzyż”. W matni włoka roiło się od ryb, które trzeba było wybrać. Węgorze łowiono nocą, „białą rybę” czyli sandacze, leszcze, okonie, płotki i stynki za dnia, a ponieważ był to ryby żwawsze, zaciągi trzeba była szybciej umieścić w sadzu. To oczywiście tylko bardzo uproszczony wywód ilustrujący ciężką i niebezpieczną pracę zalewowych rybaków, a jednak choćby w takiej małej dawce silnie przemawiał do wyobraźni słuchaczy.
Ci słuchacze, licznie zgromadzeni w sobotę w świetlicy wiejskiej w Kamionku Wielkim, z niedowierzaniem i zadziwieniem przyswajali specjalistyczną wiedzę przekazywaną ze swadą i znawstwem przez słynnego polskiego szkutnika. Szczegóły konstrukcyjne kadłuba, przekrój w kształcie litery V z kilem, mocowanie masztu liprem, takielunek złożony z cejzyków, grotliny, dryfliny, sztagu i szotów, halsowanie, zwroty przez sztag, przebrasowanie oraz – rzecz w połowach włokiem kluczowa – „zabijanie żagla”. Niektórzy z nas już poczuli w sobie zew i byli gotowi wyruszyć na przestwór wód, inni – a była to raczej większość – odetchnęli z ulgą, gdy Pan Aleksander zaproponował tylko suchy wykład, bez części praktycznej. A przecież w miejscowym porcie spoczywa na dnie jeden z barkasów (SZT-2, należący niegdyś do rodziny Piotra Chryściuka), trzeba go tylko wyłowić, odremontować i można dosłownie i w przenośni rozwinąć żagle (a propos - ongiś rybacy zatapiali łodzie na zimę). Nasz gość potrafi sprostać takim wyzwaniom, przecież właśnie on wykonał replikę historycznego półbarkasa Tol-2 (wg oznaczenia drugi barkas z Tolkmicka), nawał go „Tolą”, własnoręcznie uszył żagiel i rzucił wyzwanie falom na Zatoce Gdańskiej w latach 90.XX wieku.
Spotkanie autorskie z mistrzem regionalnego szkutnictwa odbyło się, przy ogromnym zainteresowaniu publiczności, dzięki inicjatywie Pani Mai Pietrasik ze Stowarzyszenia Zachowania Krajobrazu Kulturowego „Elfrida”. Nieodzowne okazały się kultywujące rybackie korzenie panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Kamionka Wielkiego, które przygotowały zupę na bazie ośmiu ryb – była smaczna, ale wedle ich relacji „prawdziwa” taka potrawa powinna być gotowana w kociołku na wolnym powietrzu. Wsparcia przy realizacji wydarzenia udzielił również Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Tolkmicku (podziękowania dla dyrektor – Pani Anastazji Słomki) oraz My, Warsztat Terapii Zajęciowej przy Domu Pomocy Społecznej w Tolkmicku. Sala została wypełniona po brzegi, przebieg spotkania został zarejestrowany przez Pana Marka Opitza z Klubu Nowodworskiego i niedługo ukaże się na YouTube, a był spontaniczny, pełen pytań, ożywionych dyskusji oraz refleksji. Łza się w oku zakręciła na wieść, iż już nie ma i nigdy nie wrócą na wody Zalewu Wiślanego te cudowne, majestatyczne łodzie – zwłaszcza w wersji dużych Keitelkahn – tworzące kiedyś niezapomniany, zapierający dech w piersiach widok, gdy sunęły wydymając bury żagiel z wiatrem lub pod wiatr; kierowali nimi dzielni mężczyźni, a kobiety stały w portach na nabrzeżach i śledziły ich mknące sylwetki opiekując się dziatwą dopóki, dopóty ta nie ruszy ku błękitnym przestworzom, odpowiadając na zew morza.
W podsumowaniu wydarzenia, które zachwyciło zebranych gości z burmistrzem Tolkmicka Józefem Zamojcinem na czele, prelegent wspomniał o różnych anegdotach dotyczących powojennych właścicieli łodzi rybackich łowiących w okolicach naszego miasteczka – odsyłając do swojej książki, gdzie te historyjki, raz zabawne, raz tragiczne, zostały opisane szczegółowo. Usłyszeliśmy o Edmundzie Kozłowskim z „miasta Wielkiego Węgorza”, który podniósł z dna dwa barkasy: TOL-35, nazwany „Venus” oraz TOL-10 ochrzczony mianem „Mars” oraz o Panu Iwanickim ze Suchacza, który ubarwiał swoje zalewowe opowieści dowodząc, iż rzucał jedną ręką kotwicę ważącą 50 kg (w istocie jej ciężar dochodził może do 10 kg).
Piękne barkasy, których 10.metrowe maszty kiedyś tworzyły gęsty las w tolkmickim porcie, imponujące sylwetką i wprawą swoich żeglarzy, zniknęły z nadzalewowego pejzażu, ale nie odeszły w niepamięć pływając ciągle w naszej wyobraźni, ożywione podczas takich spotkań, jak opisywane, zorganizowane w Kamionku Wielkim w dniu 17 października 2026 roku. I My tam byliśmy, czuliśmy powiew bryzy na twarzach, smakowaliśmy rybnego wywaru i zanurzyliśmy się w odmętach powstających na styku obłoków i fal, przez które halsują cienie łodzi unoszące się wytwornie wśród krzyku mew.
Ps. Podczas spotkania pojawiły się dodatkowe atrakcje: wystawa fotografii Kamionka Wielkiego przygotowana przez Panie z Koła Gospodyń Wiejskich oraz prezentacja klipu o Tolkmicku autorstwa Juliusza Marka (szanta „małe miasteczko_Tolkmicko”).
{gallery}2026-10-20-wtz{/gallery}

4 dni temu
![IV Przegląd Pieśni Biesiadnej i jubileusz KGW „Troszynianki”. Tak świętowano w Troszynie! [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/dsc07797.jpg)
![Gołębie, jakich nie widuje się na co dzień. Trwa XXX Wystawa Gołębi Rasowych w Giżycku [ZDJĘCIA]](https://www.gizycko.info/wp-content/uploads/2026/10/Golebie-jakich-nie-widuje-sie-na-co-dzien.-Trwa-XXX-Wystawa-Golebi-Rasowych-w-Gizycku-1.jpg)



![Złote gody we Włodawie. Dziesięć par otrzymało prezydenckie medale [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-zlote-gody-we-wlodawie-dziesiec-par-otrzymalo-prezydenckie-medale-zdjecia-1792852781.jpg)









