Mecz InPost CHKS Chełm z ZAKSA Kędzierzyn-Koźle odbył się w wyjątkowym momencie dla chełmskiej siatkówki.
Takiego tygodnia kibice w Chełmie nie zapomną bardzo długo. Zaledwie dwa dni wcześniej drużyna z Chełma zapewniła sobie historyczne utrzymanie w PlusLidze.Dla wielu była to historia wręcz nieprawdopodobna. Jeszcze przed sezonem beniaminek był skazywany na szybki powrót do niższej ligi. Wśród ekspertów ,wśród których brylował Jakub Bednaruk pojawiały się głosy, iż utrzymanie jest praktycznie niemożliwe. Jednak sport po raz kolejny pokazał, iż prognozy to tylko słowa. Na parkiecie liczy się serce, charakter i drużyna, która potrafi walczyć jeden za drugiego. Chełm właśnie taki zespół stworzył.
Przez cały sezon siatkarze InPost CHKS udowadniali, iż nie przyjechali do PlusLigi tylko po to, żeby się przyglądać najlepszym. Każdy punkt był wywalczony, każdy mecz był walką. Czasem brakowało doświadczenia, czasem chłodnej głowy, ale nigdy nie brakowało ambicji. Kiedy przyszło potwierdzenie utrzymania, w Chełmie wybuchła prawdziwa sportowa radość. To moment, który zapisze się w historii klubu. Dlatego spotkanie z wielką marką polskiej siatkówki, jaką jest ZAKSA, miało zupełnie inny wymiar niż zwykły ligowy mecz. To było święto. Nagroda za miesiące pracy, potu i wiary w to, iż niemożliwe jednak można zamienić w rzeczywistość. Bo w tym sezonie Chełm udowodnił jedno. Czasem charakter drużyny potrafi być silniejszy niż wszystkie przedsezonowe prognozy ekspertów.
Spotkanie InPost CHKS Chełm z ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zaczęło się od mocnego akcentu gospodarzy. Już w pierwszych akcjach kibice w Chełmie zobaczyli potężny blok InPostu, który natychmiast rozgrzał halę. Od początku było widać jedno. Chełm gra bez presji. Bardzo dobrze w mecz wszedł Tomasz Piotrowski, a ogromne emocje wzbudziły dwa asy serwisowe Amira Esfandiara. Wynik 9:9 tylko potwierdzał to, co działo się na parkiecie. Mecz był niezwykle wyrównany. Punkt za punkt. Raz jedna drużyna, raz druga. Gdy InPost objął prowadzenie 15:14, trener ZAKSY Andrea Giani poprosił o czas, próbując zatrzymać rozpędzonych gospodarzy. W ofensywie świetnie wyglądał Remek Kapica. Ataki z prawego skrzydła, dobra zagrywka i czujna gra w bloku sprawiały, iż Chełm cały czas trzymał się w grze. Po kolejnym asie Kapicy na tablicy pojawiło się 20:19 dla gospodarzy i tym razem o przerwę poprosił szkoleniowiec ZAKSY. W Chełmie trener zdecydował się na podwójną zmianę. Goss skutecznie zakończył atak, a chwilę później Amir Esfandiar dołożył punkt z lewego skrzydła i zrobiło się 23:21 dla gospodarzy. Kiedy wydawało się, iż set jest na wyciągnięcie ręki, przyszła najdłuższa akcja tej partii. Po niej Amir dał się zaskoczyć blokowi z Kędzierzyna i był remis 23:23. Czas dla Chełma. Po powrocie na parkiet Esfandiar gwałtownie się poprawił i mocnym atakiem z lewego skrzydła wywalczył piłkę setową dla gospodarzy. ZAKSA jednak się obroniła i rozpoczęła się gra na przewagi. Kapica wciąż był jednym z najpewniejszych punktów zespołu i dał kolejną piłkę setową dla Chełma. Było 25:25 i emocje sięgały zenitu. Kolejne akcje to prawdziwa siatkarska wojna. Kapica znów próbował z zagrywki, kibice już podnosili ręce licząc na asa, ale piłka zatrzymała się na siatce. Chwilę później Wilfredo Rychlicki nie pomylił się w ataku i ZAKSA miała swoją pierwszą piłkę setową przy stanie 28:27. Chełm jeszcze walczył. Goście też nie pomagali, bo psuli kolejne zagrywki. Ostatecznie jednak, po długiej i dramatycznej końcówce, pierwszy set padł łupem ZAKSY, która wygrała go 31:29. Ale jedno było pewne. Chełm pokazał w tej partii ogromne serce do walki. I to zapowiadało wielkie emocje w kolejnych setach.
Drugi set pod kontrolą ZAKSY. Chełm walczył, ale goście byli skuteczniejsi Druga partia rozpoczęła się od lekkiej przewagi gości. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle gwałtownie zbudowała trzy punkty zapasu i przy stanie 8:5 to właśnie zespół z Kędzierzyna nadawał ton grze. W tym momencie Grzegorz Jacznik spróbował odmienić obraz gry i uruchomił środek. Najpierw skutecznie zaatakował Jakub Turski, a chwilę później do głosu doszedł Remek Kapica. Po jego dobrej serii zagrywek Chełm zbliżył się na jeden punkt. Było już tylko 8:7. Turski dołożył jeszcze punktowy blok i przez moment wydawało się, iż gospodarze złapali adekwatny rytm. To spotkanie miało jednak jeszcze jeden interesujący wymiar. Na parkiecie trwał także pojedynek dwóch libero, którzy coraz śmielej pukają do drzwi reprezentacji Polski. Jędrzej Gruszczyński w tej partii wyprawiał prawdziwe cuda w obronie. Podkładał rękę pod trudne piłki, świetnie czytał grę rywali i był wszędzie tam, gdzie spadała piłka. Mimo ogromnego zaangażowania gospodarzy ZAKSA zaczęła jednak budować przewagę. Przy stanie 17:13 goście byli już wyraźnie na prowadzeniu. Chełm grał całym sercem, ale w decydującej fazie seta przewaga ZAKSY urosła do pięciu punktów. Kluczowa była akcja, w której blok gości zatrzymał Amira Esfandiara. Chwilę później Rune Fasteland pomylił się w ataku i zrobiło się 22:16 dla gości. Trener Chełma natychmiast poprosił o czas. Na zagrywce pojawił się Karol Urbanowicz, ale ZAKSA spokojnie kontrolowała sytuację. Gdy Goss posłał piłkę w aut, a chwilę później Kamil Rychlicki dołożył jeszcze asa serwisowego, stało się jasne, iż ta partia padnie łupem gości. ZAKSA wygrała drugiego seta 25:17 i objęła prowadzenie 2:0 w meczu.
Trzeci set. Chełm walczył, ale ZAKSA domknęła mecz Trzecia partia zaczęła się bardzo dobrze dla InPost CHKS Chełm. Gospodarze gwałtownie objęli prowadzenie 5:3, co zmusiło trenera Andrea Giani do wzięcia szybkiego czasu. Na zagrywce pojawił się Tomasz Piotrowski i od razu posłał asa. W tym elemencie gospodarze byli w tym meczu naprawdę dobrze dysponowani. W bloku bardzo czujnie grał Mariusz Marcyniak, który pojawił się na parkiecie za Rune Fastelanda. To właśnie środkowi Chełma byli w tej części spotkania mocnym punktem drużyny. Marcyniak świetnie czytał grę rywali i skutecznie zatrzymywał ataki gości. Przy stanie 14:13 Chełm wciąż prowadził. Swoją jakość w ataku cały czas utrzymywał także Remigiusz Kapica, który przez większość spotkania był jednym z liderów ofensywy gospodarzy. W obronie prawdziwy koncert dawał Jędrzej Gruszczyński. Libero Chełma był praktycznie wszędzie. Czytał grę, podbijał trudne piłki i ratował zespół w sytuacjach, które wydawały się już stracone. Patrząc na jego dyspozycję można było odnieść wrażenie, iż selekcjoner Nikola Grbić po tym meczu ma kolejny mocny argument przy wyborze kadry na Liga Narodów FIVB. Po asie serwisowym ZAKSY trener Chełma, Krzysztof Andrzejewski, poprosił o czas. Na tablicy wyników było wtedy 19:18 dla gości. W końcówce seta doświadczenie i jakość zespołu z Kędzierzyna zaczęły jednak robić różnicę. Skuteczny blok ZAKSY dał prowadzenie 20:18, a chwilę później trener Chełma zdecydował się jeszcze na podwójną zmianę. Tym razem nie przyniosło to jednak oczekiwanego efektu. Goście konsekwentnie punktowali, a przy zagrywce Szymańskiego zamknęli seta 25:18 i cały mecz 3:0. Mimo porażki kibice w Chełmie mogli nagrodzić swoją drużynę brawami. Bo choć wynik jest dla ZAKSY, to charakter i walka gospodarzy znów były na najwyższym poziomie.















