Rocznica Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Dudley

bialyorzel24.com 2 godzin temu

W maju minie pierwszy rok od ustanowienia Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Dudley w Massachusetts. To jedyne takie miejsce w Stanach Zjednoczonych, które w krótkim czasie stało się ważnym ośrodkiem życia religijnego i integracji Polonii. Nadchodząca rocznica będzie okazją nie tylko do modlitwy i dziękczynienia, ale także do podsumowania intensywnego roku działalności.

Ks. Krzysztof Korcz, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Dudley, jest inicjatorem utworzenia pierwszego w USA sanktuarium, w którym szerzony będzie kult patrona Polski. Fot. Archiwum WEM

Niełatwe początki

Historia powstania sanktuarium nie była oczywista. Jeszcze kilka lat temu parafia zmagała się z malejącą liczbą wiernych i trudną sytuacją finansową. Jak wspominał rok temu w rozmowie z „Białym Orłem” ks. Krzysztof Korcz, proboszcz ówczesnej parafii św. Andrzeja Boboli, sytuacja była na tyle trudna, iż miał już choćby umówione spotkanie z biskupem w sprawie potencjalnego połączenia z inną parafią. Do rozmowy jednak nie doszło, a to – jak podkreśla ks. Krzysztof – było momentem przełomowym. – Pomyślałem, iż widocznie jest w tym wola Boża i zacząłem zastanawiać się, co to znaczy – wspominał. Z czasem dojrzało w nim przekonanie, iż parafia ma szczególnego patrona, który czuwa nad jej losem.

Jednym z wydarzeń, które szczególnie zapadły ks. Krzysztofowi w pamięć, był telefon od wiernego z Chicago, który chciał zamówić intencję mszalną w kościele pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli. To doświadczenie skłoniło proboszcza do podjęcia decyzji o codziennej modlitwie litanią do świętego. – Ten telefon odebrałem jak głos św. Andrzeja, który mówi: „zacznijcie mnie czcić w Dudley, a ja wam pomogę” – podkreślał ks. Korcz.

Wkrótce miejsce miały kolejne wydarzenia, które ks. Korcz przyjął jako znaki. Po rozpoczęciu regularnych litanii parafia otrzymała niespodziewane wsparcie finansowe, a przy pracach remontowych zaczęli pomagać zarówno parafianie, jak i osoby spoza wspólnoty. – Rozpocząłem starania o podniesienie tego kościoła do rangi sanktuarium diecezjalnego, aby tu, na ziemi amerykańskiej, szerzyć kult św. Andrzeja Boboli wśród Polonii – mówił ks. Krzysztof.

11 maja 2025 r. odbyła się msza święta, podczas której ustanowiono diecezjalne sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Dudley. Uroczystość miała miejsce w Roku Jubileuszowym, zbiegając się również z 75. rocznicą ustanowienia diecezji Worcester. Liturgii przewodniczył biskup diecezjalny Robert McManus, a w nabożeństwach uczestniczyli także duszpasterze polonijni oraz wierni z różnych części USA, m.in. z Massachusetts, New Jersey, Connecticut, Nowego Jorku i Rhode Island.

Uroczyste poświęcenie sanktuarium z udziałem biskupa McManusa, miało miejsce w maju zeszłego roku. Fot. Archiwum WEM

Wsparcie z Polski

W przygotowania do powołania sanktuarium aktywnie włączyli się także duchowni z Polski. Szczególne znaczenie miało wsparcie ks. prałata Józefa Niżnika, kustosza sanktuarium w Strachocinie, który od lat propaguje kult św. Andrzeja Boboli i dzieli się świadectwem swojej posługi. Jego wizyta w Stanach Zjednoczonych oraz rekolekcje dla Polonii były ważnym etapem przygotowań. Obecność ks. Niżnika spotkała się z życzliwym przyjęciem, zwłaszcza wśród duszpasterzy z okolicznych polskich parafii. Prałat odwiedził pobliskie wspólnoty w Webster i Worcester, a w Dudley prowadził rekolekcje dla Polonii. Ich zwieńczeniem była uroczysta msza, podczas której poświęcono sprowadzoną z Polski figurę św. Andrzeja Boboli oraz zawierzono Polonię jego wstawiennictwu.

Z kolei ksiądz Krzysztof w ramach przygotowań udał się z wizytą do Polski, gdzie spotkał się z kustoszami miejsc szczególnego kultu św. Andrzeja Boboli w Warszawie i Strachocinie. – Z Polski wróciłem uskrzydlony i rozpocząłem szerzenie kultu w parafii i poza nią – wspominał. Po powrocie do Dudley proboszcz zachęcał kapłanów w USA do wprowadzania nabożeństw ku czci polskiego świętego oraz prosił o wsparcie modlitewne. W czerwcu 2025 roku proboszcz odwiedził także Watykan, gdzie spotkał się z papieżem Leonem XIV.

W inicjatywę utworzenia sanktuarium włączyły się także polskie i polonijne środowiska akademickie oraz artystyczne. Specjalnie na inaugurację powstał utwór „Gaude, Pater Andreas” ku czci św. Andrzeja Boboli autorstwa dr Mirosławy Cieślak, polskiej organistki z diecezji kolońskiej w Niemczech, a list gratulacyjny do osób oddanych inicjatywie skierował rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ks. prof. Mirosław Kalinowski.

Żywa wspólnota

Pierwszy rok działalności pokazał, iż sanktuarium w Dudley nie jest jedynie miejscem okazjonalnych uroczystości, ale dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem duszpasterskim. Od 2026 roku wprowadzono w kościele stały rytm nabożeństw. W pierwszą niedzielę miesiąca realizowane są msze o uzdrowienie duszy i ciała, połączone z modlitwą, błogosławieństwem relikwiami i wspólnym posiłkiem. Trzecia niedziela miesiąca poświęcona jest modlitwie za ojczyznę, której towarzyszą adoracja i spotkanie wspólnotowe. W pozostałe niedziele odprawiane są msze w intencji pielgrzymów, parafian i przyjaciół sanktuarium. Regularnie organizowane są także rekolekcje dla Polonii w języku polskim oraz spotkania formacyjne z księżmi przyjeżdżającymi specjalnie na te wydarzenia z Polski.

W ciągu pierwszego roku swojej działalności sanktuarium gościło wielu duchownych. Wśród nich znaleźli się ks. prałat Józef Niżnik – kustosz sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Strachocinie, ks. Henryk Kowalczyk, o. Józef Witko, ks. prof. Tadeusz Guz oraz ks. dr Michał Jędrzejski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, którzy prowadzili rekolekcje dla Polonii. Liturgii i modlitwie przewodniczyli także ks. prof. Grzegorz Zieliński, oficjał Sądu Kościelnego diecezji radomskiej i delegat Konferencji Episkopatu Polski dla duszpasterstwa prawników, ks. Sergiusz Kosmatovich – urodzony na Białorusi kapłan polskiego pochodzenia, pracujący wcześniej w parafiach, gdzie służył św. Andrzej Bobola, oraz ks. Marcin Gazda – doktorant KUL. Przy sanktuarium działa również męska wspólnota Wojowników Maryi, która spotyka się w pierwsze soboty miesiąca.

Miejsce spotkań

Sanktuarium w Dudley coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność również jako miejsce jednoczenia Polonii i cel pielgrzymek. Jak podkreśla ks. Krzysztof Korcz, jednym z głównych celów jego działalności jest budowanie wspólnoty wiary wśród Polaków żyjących poza ojczyzną. – Pragnąłbym, aby dzięki temu sanktuarium św. Andrzej był bardziej znany i kochany wśród Polonii. Aby tu pielgrzymowali chrześcijanie, szukając łask u Boga za jego przyczyną – mówił rok temu proboszcz.

Sanktuarium przyciąga już nie tylko lokalnych wiernych, ale także pielgrzymów z różnych części Stanów Zjednoczonych. W dniach 14-26 września zaplanowano także pielgrzymkę do Polski śladami św. Andrzeja Boboli, która ma jeszcze bardziej umocnić więzi duchowe i wspólnotowe wiernych. – Św. Andrzej Bobola jest tu obecny w znaku relikwii. Jest tu, aby pomagać Polonii zachować tożsamość katolicką i wypraszać potrzebne łaski – podkreśla ks. Korcz.

Uroczystości rocznicowe

Główne obchody rocznicy powołania sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Dudley zaplanowano na 10 maja. O godz. 12:00 odprawiona zostanie uroczysta msza święta dziękczynna, której przewodniczyć będzie biskup Worcester Robert McManus. Kazanie wygłosi ks. Mitchell Pacwa.

Tydzień później, 16 i 17 maja, wierni będą świętować liturgiczne wspomnienie św. Andrzeja Boboli. W piątek odprawiona zostanie msza w języku angielskim pod przewodnictwem ks. Edmunda Nadolnego, natomiast w sobotę – msza w języku polskim, której przewodniczyć będzie ks. Tadeusz Guz.

Obchody rocznicy będą okazją do wspólnego dziękczynienia, modlitwy oraz podkreślenia roli tego miejsca w życiu amerykańskiej Polonii.

opr. AD

Rozmowa z księdzem prałatem Józefem Niżnikiem o roli sanktuarium w Dudley, Polonii i duchowości św. Andrzeja Boboli

Fot. Archiwum WEM

„Biały Orzeł”: Gdy ostatnio rozmawialiśmy, dużo uwagi poświęciliśmy św. Andrzejowi Boboli. Od tamtej rozmowy minął już ponad rok. Dziś sanktuarium już istnieje, a ksiądz spędził tam sporo czasu, obserwując jego rozwój. Jak ksiądz ocenia obecny etap tego dzieła? I jak – w kontekście niewielkiej liczby Polonii w okolicy – powinna ona włączyć się w jego rozwój?

Ks. prałat Józef Niżnik: Myślę, iż przede wszystkim trzeba zadbać o zakorzenienie kultu św. Andrzeja Boboli wśród miejscowych parafian. Ta parafia nie jest łatwa – frekwencja jest niewielka, co widać także w porównaniu z innymi okolicznymi parafiami. Dlatego pierwszym zadaniem jest duszpasterstwo skierowane do tych ludzi. Proboszcz musi znaleźć odpowiednie metody i środki, aby ich przyciągnąć. Tu potrzeba ogromnej pokory, cierpliwości i świadomości, iż to proces długotrwały. My działamy, ale działa także Bóg – i to Jego łaska ostatecznie przemienia człowieka. Nie można zakładać, iż sanktuarium utrzymają „inni”. Ono musi opierać się na wspólnocie.

Czyli najpierw należy zachęcić do aktywności lokalnych parafian, a dopiero potem Polonię?

Warto zwrócić uwagę na znaki – choćby to, iż środki na sanktuarium przekazała miejscowa parafianka, a nie ktoś z zewnątrz. To bardzo wymowne. Dopiero drugim etapem powinna być troska o Polonię. W moim przekonaniu warto byłoby stworzyć wspólnotę osób z całej Ameryki, które będą czuły się odpowiedzialne za to sanktuarium i wspierały jego rozwój.

Czy widzi ksiądz konkretne sposoby na zaangażowanie ludzi?

To przychodzi z czasem. W Polsce widzimy osoby głęboko oddane św. Andrzejowi Boboli – organizują pielgrzymki, przyciągają innych. Tutaj może być podobnie, ale potrzeba cierpliwości. Nie można się zniechęcać ani działać w lęku. Trzeba spokojnie budować to dzieło i dostosować się do realiów, które – szczególnie w Ameryce – są inne, także pod względem finansowym i organizacyjnym.

Jak wygląda to „odkrywanie” kultu św. Andrzeja Boboli w praktyce?

To proces. Wierzę, iż św. Andrzej wciąż do nas przemawia, ale nie zawsze potrafimy go usłyszeć. Trzeba nauczyć się być narzędziem w jego ręku. Jestem przekonany, iż to święty, który ma ogromny wpływ na historię – szczególnie w wymiarze duchowym. Jego misją jest strzeżenie wiary, tożsamości i duchowej suwerenności narodu. Dlatego tak ważne jest, aby ludzie doświadczyli jego obecności osobiście.

Podczas naszej poprzedniej rozmowy wspomniał ksiądz o mszach o uzdrowienie za wstawiennictwem świętego. Czy te nabożeństwa mogą przyciągnąć ludzi?

Tak, bo współczesny człowiek często potrzebuje konkretu. Ale trzeba jasno powiedzieć: św. Andrzej Bobola nie jest „maszynką do cudów”. Jego głównym celem jest nasze zbawienie – nie tylko zdrowie czy poprawa sytuacji życiowej. jeżeli tego nie zrozumiemy, będziemy rozczarowani. Cuda się zdarzają, ale wymagają pokory, cierpliwości i adekwatnej postawy.

Jak ksiądz postrzega rolę Polonii w tym kontekście?

To może być ostatnie pokolenie, które jeszcze w pełni czuje więź z Polską. Kolejne pokolenia często wychowują się już w innej kulturze, w rodzinach mieszanych. Dlatego uważam, iż to jest moment kluczowy. jeżeli teraz nic nie zostanie zrobione, później może być za późno. Św. Andrzej Bobola przypomina o sobie właśnie po to, by obudzić tych, którzy jeszcze mogą coś przekazać dalej.

Jaką rolę w rozwoju sanktuarium i kultu św. Andrzeja Boboli mogą odegrać Wojownicy Maryi?

To bardzo cenna inicjatywa. Wielu z tych ludzi to osoby nawrócone, pełne zapału – ale kluczowa jest wytrwałość i wiedza. Najpierw trzeba „brać od Boga”, zanim zacznie się działać. Tu ważna jest postawa Marii z Ewangelii – tej, która najpierw słucha, a dopiero potem działa. Bez tego łatwo wpaść w aktywizm, który nie przynosi trwałych owoców. Wojownicy muszą być dobrze uformowani i mieć dobrych przewodników duchowych. Kościół potrzebuje zaangażowania świeckich, ale dobrze przygotowanych. Inaczej rodzą się błędy i napięcia. Najważniejsze jest to, by być autentycznym – nie tylko z nazwy. Jak ktoś nazywa się Wojownikiem Maryi, to powinien nim rzeczywiście być.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Bolec

Idź do oryginalnego materiału