Reprezentacja? Nigdy nie mówię nigdy”.

wschodni24.pl 1 dzień temu

Kibice widzą potężne ataki, emocje i zwycięstwa. W tej rozmowie poznacie człowieka, który najbardziej ceni rodzinę, spokój, naturę i… psa. Człowieka, który nauczył się przegrywać, żeby jeszcze bardziej docenić wygrywanie.

To nie jest tylko wywiad o siatkówce. To rozmowa o życiu.

Jest spokojny. Waży każde słowo i nie odpowiada sloganami. Zamiast prostych odpowiedzi często wybiera refleksję. Nie ucieka od trudnych tematów, ale też nie szuka tanich sensacji.

Rozmawialiśmy ponad dwie godziny. O krajach, w których mieszkał. O wojnie i propagandzie. O tym, dlaczego Japonia go zachwyciła, a Polska z każdym rokiem wydaje mu się coraz piękniejszym miejscem do życia. O małżeństwie, odpowiedzialności starszego zawodnika i o tym, jak nauczył się radzić sobie z krytyką.

To rozmowa nie tylko o sporcie.

Charakterystyka zawodnika

od sezonu 2026/2027 zawodnik ?

wzrost: 208 cm

pozycja: atakujący

kluby: Polska, Rosja, Włochy, Japonia, Arabia Saudyjska

reprezentant Polski

medalista mistrzostw Europy

„Im więcej podróżuję, tym bardziej doceniam Polskę”

Zielony Trener: Przez ostatnie lata mieszkałeś i grałeś w Polsce, Rosji, Włoszech, Japonii i Arabii Saudyjskiej. Który z tych państw najbardziej zmienił Cię jako człowieka?

Maciej Muzaj: Chyba jednak Polska. Urodziłem się tutaj, wychowałem i gdziekolwiek później mieszkałem czy grałem, zawsze czułem się Polakiem.

To interesujące zjawisko. Im dłużej przebywam za granicą, nie na wakacjach, ale mieszkając tam przez wiele miesięcy, tym częściej dochodzę do wniosku, iż w Polsce naprawdę jest dobrze. Im więcej świata widzę, tym bardziej doceniam to, co mamy u siebie.

Oczywiście każdy kraj coś mi dał. Zawsze wyjeżdżałem z otwartą głową i wszędzie czegoś się nauczyłem. Ale równie mocno cieszyłem się z każdego powrotu do domu.

„Polityka politykom, ludzie ludziom”

Zielony Trener: W Rosji spędziłeś półtora sezonu. Co najbardziej zapamiętałeś?

Maciej Muzaj: Najłatwiej powiedzieć, iż było zimno i ciemno, bo to chwytliwe hasło. Rzeczywiście – było zimno, było ciężko, ale najbardziej zaskoczyli mnie… ludzie.

Wyjeżdżałem do Rosji jeszcze przed pełnoskalową wojną. Między Rosją a Ukrainą już istniało napięcie, ale nie przypuszczałem, iż dojdzie do tego, co wydarzyło się później.

Miałem pewne obawy. W mediach ciągle słyszeliśmy polityczne przepychanki. W Polsce mówiło się źle o Rosjanach, tam z kolei źle o Polakach.

A kiedy tam zamieszkałem razem z moją – wtedy jeszcze dziewczyną, dziś już żoną – okazało się, iż zwykli ludzie są zupełnie inni.

Nigdy nie spotkało mnie z ich strony nic złego.

Wręcz przeciwnie. W sklepie, na ulicy, w klubie czy w drużynie wszyscy powtarzali: „Polacy? Świetni ludzie”.

To było dla mnie bardzo ważne doświadczenie.

Bo polityka to jedno, a zwykli ludzie to zupełnie co innego.

Zielony Trener: To zmieniło Twoje spojrzenie?

Maciej Muzaj: Tak. Zrozumiałem, jak ogromny wpływ mają media i propaganda.

My widzimy jedną wersję wydarzeń. Oni widzą drugą.

Pamiętam rozmowy o historii. Okazywało się, iż wiele faktów znamy podobnie, ale odpowiedź na pytanie, kto był bohaterem, a kto winowajcą, była już zupełnie odwrotna.

To pokazało mi, jak bardzo narracja zależy od miejsca, w którym się żyje.

Natomiast samych Rosjan wspominam dobrze. To naród pod wieloma względami kulturowo podobny do naszego. Dobrze się z nimi dogadywałem.

Najbardziej cierpią zawsze zwykli ludzie.

Włoska lekcja drużyny

Zielony Trener: We Włoszech spędziłeś krócej, ale był to klub z absolutnego światowego topu.

Maciej Muzaj: We Włoszech od razu widać było różnicę. Z jednej strony świetna siatkówka, z drugiej – oczywiście doskonałe jedzenie.

Trafiłem jednak do klubu w trudnym momencie. Toczyły się tam różne wewnętrzne rozgrywki, w które – chcąc nie chcąc – zostałem wciągnięty.

Ja przyjechałem tylko po to, żeby grać i wygrywać.

Mieliśmy zespół gotowy walczyć o Ligę Mistrzów i mistrzostwo Włoch. Ostatecznie przegraliśmy finał.

Dziś myślę, iż zabrakło jedności.

Nie chodzi choćby o samych zawodników. Cały klub był wtedy podzielony.

A sport na najwyższym poziomie pokazuje jedną rzecz – same gwiazdy nie wygrywają.

Wygrywa drużyna.

Dzisiaj, patrząc na sukcesy Perugii, bardzo się cieszę, iż wszystko zostało tam poukładane. Zawsze zostaje sentyment do klubów, w których się grało.

„W Japonii liczyło się każde ziarenko ryżu”

Zielony Trener: A Japonia? Co tam zrobiło na Tobie największe wrażenie?

Maciej Muzaj: Gdybym miał opowiedzieć o wszystkim, zabrakłoby nam czasu.

Najbardziej imponował mi ich profesjonalizm.

Jeżeli w klubie mówi się o diecie sportowca, to naprawdę jest to dieta sportowca.

Dietetyk był obecny praktycznie przy każdym posiłku.

Mówił: „Nałóż tyle ryżu, tyle warzyw, tyle białka”.

Wszystko było zapisywane, analizowane i później omawiane.

Jeżeli mówiłem, iż jestem głodny, nie słyszałem: „To zjedz więcej”.

Od razu zaczynała się analiza. Dlaczego jesteś głodny? Co trzeba zmienić? Jak poprawić proporcje?

Tam wszystko jest dopracowane do granic możliwości.

Naprawdę można odnieść wrażenie, iż liczy się każde ziarenko ryżu.

Zielony Trener: To podejście Ci odpowiadało?

Maciej Muzaj: W większości tak.

Podziwiałem ich pracowitość.

Dla wielu Japończyków sama praca jest wartością. Oni nie pracują po to, żeby dostać nagrodę. Oni po prostu lubią pracować.

Ja trochę inaczej na to patrzę.

Lubię pracować bardzo intensywnie, ale jakościowo.

Nie potrzebuję spędzać sześciu godzin nad jedną rzeczą tylko po to, żeby powiedzieć, iż pracowałem sześć godzin.

Wolę godzinę pełnego skupienia i mieć poczucie, iż zrobiłem wszystko najlepiej, jak potrafię.

To była chyba jedyna różnica w naszym podejściu.

Natomiast ich profesjonalizm zrobił na mnie ogromne wrażenie.



Po latach spędzonych w różnych krajach świata i setkach meczów rozgrywanych przed tysiącami kibiców, największym spokojem dla Macieja Muzaja okazuje się… dom. Nie mówi o nim w kategorii miejsca, ale ludzi. To właśnie rodzina i najbliżsi są dla niego najważniejszym punktem odniesienia.

Zielony Trener: Zadam pytanie trochę poza siatkówką. Gdybyś miał wskazać drugi dom spośród wszystkich krajów, w których mieszkałeś?

Maciej Muzaj: Myślę iż ciężko wskazać jeden kraj czy miasto. W każdym miejscu były pozytywne aspekty jak i negatywne. Idąc tokiem myślenia iż komfort bliskich to mój komfort to musiałbym wskazać Tokio.

„Od razu mi się spodobała”

Zielony Trener: Jak poznaliście się z żoną?

Maciej Muzaj: Przez wspólnych znajomych, na spotkaniu w Poznaniu.

Zielony Trener: Od razu wiedziałeś, iż to ta osoba?

Maciej Muzaj: Od razu mi się spodobała. Chociaż muszę przyznać, iż trochę musiałem ją do siebie przekonywać.

Bardzo gwałtownie poczułem jednak, iż chcę poświęcić tej relacji całą swoją energię. Nie zastanawiałem się, co będzie za kilka lat. Po prostu chciałem sprawdzić, dokąd nas to zaprowadzi.

Dzisiaj wiem, iż była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

Zielony Trener: Gdybyś miał opisać żonę trzema słowami?

Maciej Muzaj: Inteligentna.

Piękna.

I bardzo wrażliwa.

„Nie mamy trudnego życia”

Zielony Trener: Zawodowy sport to ciągłe wyjazdy. Trudno budować rodzinę, kiedy praktycznie cały czas żyje się na walizkach?

Maciej Muzaj: Nauczyliśmy się tego.

Oczywiście podróże bywają męczące, ale byłoby nie fair narzekać.

Naprawdę mamy dobre życie.

Podróżujemy, poznajemy świat, możemy zobaczyć miejsca, których wielu ludzi nigdy nie zobaczy. Mamy możliwość spokojnie żyć.

Dlatego nie lubię mówić, iż jest nam ciężko.

To po prostu inny sposób życia.

„Kibic ma prawo mnie oceniać”

Zielony Trener: Kto jest większym krytykiem Twojej gry – trener, kibice czy żona?

Maciej Muzaj: To zależy, o jakiej krytyce mówimy.

Jeżeli chodzi o kibiców, oni mają do tego pełne prawo.

Kupują bilet, oglądają mecz, przeżywają emocje. W pewnym sensie jestem częścią widowiska, które dla nich tworzymy.

Jeżeli zagram słabo, mogą to powiedzieć.

Nigdy nie miałem z tym problemu.

Zielony Trener: Ale taka krytyka boli?

Maciej Muzaj: Kiedyś bardzo bolała.

Naprawdę bardzo.

Brałem wszystko do siebie.

Czytałem komentarze, analizowałem je, przeżywałem.

Dzisiaj już nie.

Z wiekiem nauczyłem się oddzielać konstruktywną krytykę od zwykłego hejtu.

Jeżeli wiele osób zwraca uwagę na ten sam problem, zatrzymuję się i zastanawiam. Może rzeczywiście mają rację.

Ale pojedyncze komentarze pełne złości czy nienawiści nie są już w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.

„Nie potrzebowałem psychologa. Sam musiałem to przepracować”

Zielony Trener: Wielu sportowców korzysta dzisiaj z pomocy psychologów. Ty też?

Maciej Muzaj: Nie.

Nigdy nie przechodziłem terapii ani nie pracowałem regularnie z psychologiem.

Nie oznacza to jednak, iż ten temat jest nieważny.

Po prostu sam, z biegiem lat i doświadczeń, nauczyłem się radzić sobie z emocjami.

To był proces.

Dzisiaj wiem, iż nie mogę zatrzymywać w sobie wszystkiego.

Muszę to przetworzyć, wyciągnąć wnioski i iść dalej.

„Teraz to ja chcę pomagać młodszym”

Zielony Trener: Uważasz, iż przy każdej drużynie powinien pracować psycholog albo motywator?

Maciej Muzaj: To zależy od człowieka.

Taka osoba musiałaby być z drużyną codziennie.

Nie da się pomóc zawodnikowi po jednej godzinnej rozmowie.

Na najwyższym poziomie trener bardzo często pełni również rolę lidera i motywatora.

Ogromną rolę odgrywają też starsi zawodnicy.

Kiedy ja wchodziłem do seniorskiej siatkówki, miałem szczęście trafić na ludzi, od których mogłem się uczyć każdego dnia.

Zielony Trener: Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Daniel Pliński, Stefan Antiga…

Maciej Muzaj: Dokładnie.

Do tego Karol Kłos, Andrzej Wrona, Facundo Conte.

To były nazwiska, na które patrzyłem z ogromnym szacunkiem.

Oni nie tylko świetnie grali.

Pomagali młodszym.

Pokazywali, jak funkcjonować jako profesjonalny sportowiec.

Dzisiaj mam 32 lata i czuję, iż powoli przychodzi moja kolej.

Jeżeli zobaczę młodego zawodnika, który walczy z presją albo krytyką, chcę być dla niego takim wsparciem, jakie kiedyś dostałem od starszych kolegów.

Zielony Trener: Czyli dojrzałeś do tej roli?

Maciej Muzaj: (śmiech) Podobno mężczyzna zaczyna być rozsądny dopiero po trzydziestce.

Przynajmniej tak mówi moja teściowa.

Skoro ona tak uważa, to nie pozostaje mi nic innego, jak się z nią zgodzić.

„Sport nauczył mnie przede wszystkim przegrywać”

Większość kibiców pamięta zwycięstwa, medale i efektowne ataki. Znacznie rzadziej zastanawiamy się, ile porażek trzeba przeżyć, żeby dojść na najwyższy poziom. Dla Macieja Muzaja właśnie one okazały się najcenniejszą lekcją.

Zielony Trener: Masz jakiś sekret udanego związku?

Maciej Muzaj: Nie czuję się ekspertem od związków.

Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz, powiedziałbym: ciągła praca.

Rozmowa.

I codzienne dbanie o relację.

To nie dzieje się samo.

„Bez sportu zaczynam wariować”

Zielony Trener: Co robisz, kiedy przez kilka dni nie musisz myśleć o siatkówce?

Maciej Muzaj: (śmiech)

Trochę wariuję.

Organizm przez tyle lat przyzwyczaił się do wysiłku, iż kiedy nagle go zabraknie, czegoś mi brakuje.

Dlatego choćby w czasie wolnym trenuję.

Pracuję z Wojtkiem Bańbułą, z którym współpracuję od wielu lat. To świetny trener przygotowania motorycznego, pracujący również z reprezentacją Polski.

Mamy wypracowany system i bardzo sobie tę współpracę cenię.

Poza tym nadrabiam życie prywatne.

Spędzam czas z żoną.

Odwiedzamy rodzinę.

Załatwiamy wszystkie sprawy, na które w okresie nie ma czasu.



„Najbardziej przeszkadza mi brak empatii”

Zielony Trener: Co najbardziej denerwuje Cię u ludzi?

Maciej Muzaj: To trudne pytanie.

Chyba brak chęci zrozumienia drugiego człowieka.

Zbyt łatwo oceniamy innych.

Nie wiemy, z czym ktoś się mierzy, co przeżywa, dlaczego zachował się właśnie tak.

A mimo to bardzo gwałtownie wydajemy wyroki.

Gdybyśmy częściej próbowali postawić się na miejscu drugiego człowieka, wielu konfliktów po prostu by nie było.

Zielony Trener: Czyli empatia?

Maciej Muzaj: Tak.

Empatia.

Życzliwość.

To są rzeczy, których dziś bardzo brakuje.



„Najważniejsza lekcja? Nauczyć się przegrywać”

Zielony Trener: Jest jedna rzecz, której sport nauczył Cię najbardziej?

Maciej Muzaj: Przegrywać.

Bez wątpienia.

Zielony Trener: To było trudne?

Maciej Muzaj: Bardzo.

Na początku przegrane mnie paraliżowały.

Bałem się ich.

Bałem się zawieść.

Bałem się, iż nie będę wystarczająco dobry.

Z czasem zrozumiałem, iż sport bez porażek nie istnieje.

Nie da się wszystkiego wygrać.

Najważniejsze jest to, co z porażką zrobisz.

Można się załamać.

Można też potraktować ją jak lekcję.

Dla mnie właśnie tym się stała.

Boli.

Ale ten ból uczy.

I motywuje, żeby następnym razem być lepszym.

Zielony Trener: Kiedy ostatnio płakałeś?

Maciej Muzaj: W tym roku.

Ale zostawię to dla siebie.

„Najbardziej dumny jestem z naszego małżeństwa”

Zielony Trener: Z czego jesteś najbardziej dumny?

Maciej Muzaj: Z naszego małżeństwa.

Ze mnie i z mojej żony.

To chyba największa rzecz, którą wspólnie zbudowaliśmy.

„Na boisku wojownik, prywatnie introwertyk”

Zielony Trener: Kibice znają Macieja Muzaja jako siatkarza. A jaki jesteś prywatnie?

Maciej Muzaj: Introwertykiem.

To pewnie wiele osób zaskoczy.

Najbliżsi wiedzą też, iż uwielbiam bardzo głupie żarty.

Takie klasyczne suchary.

Moja żona dostaje ich codzienną porcję.

To chyba jednocześnie błogosławieństwo i przekleństwo życia ze mną.

Poza tym lubię ciszę.

„Gdyby nie siatkówka…”

Zielony Trener: A gdyby nie sport?

Maciej Muzaj: Prawdopodobnie poszedłbym w informatykę.

Mój przyjaciel od dzieciństwa obrał właśnie taką drogę i myślę, iż ja również odnalazłbym się w świecie IT.

Na szczęście życie potoczyło się inaczej.

Kiedy wyłączyłem dyktafon, rozmowa trwała jeszcze długo. O książkach, podróżach i planach na nowy sezon. Być może właśnie to najlepiej pokazuje, jaki naprawdę jest Maciej Muzaj, jeden z najlepszych polskich siatkarzy ostatnich lat, ale przede wszystkim człowiek, który mimo sportowych sukcesów pozostał zwyczajnie sobą.

Idź do oryginalnego materiału