Jezioro Powidzkie z roku na rok odsłania kolejne fragmenty dna. Pojawiają się mielizny i wyspy, pomosty coraz częściej stoją w płytkiej wodzie, a miejscami jezioro cofa się o dziesiątki metrów. Problem nie jest nowy, ale dziś coraz wyraźniej widać jego skutki. Czy są jeszcze szanse, żeby zatrzymać ten proces?
O sytuacji Jeziora Powidzkiego i całego Pojezierza Gnieźnieńskiego pisaliśmy nie raz na naszych łamach. Ciekawą analizę problemu przeprowadziła również w ostatnich dniach Aleksandra Cieślik na portalu Zero.pl. Jej tekst pokazuje problem z kilku stron – od danych dotyczących poziomu wody, przez głosy mieszkańców i samorządowców, aż po plany związane z doprowadzeniem wody z Warty.
Wody jest coraz mniej, a liczby mówią same za siebie
Jak wynika z danych IMGW-PIB w lipcu 2026 roku średni stan wody Jeziora Powidzkiego na stacji Powidz wyniósł 382 cm. To najniższy wynik w zestawieniu obejmującym lata 2009–2026. Dla porównania, w lipcu 2012 roku było to 492 cm.
Ale mieszkańcom i osobom odwiedzającym Powidz nie trzeba przedstawiać tabel, żeby zauważyć zmianę. Wystarczy spojrzeć na brzeg. Tam, gdzie jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu była woda, dziś można zobaczyć płycizny, trzcinowiska, a miejscami choćby nowe wyspy.
Marcin Zręda, który od lat obserwuje i dokumentuje zmiany zachodzące nad Jeziorem Powidzkim, zwraca uwagę, iż niektóre zmiany można zauważyć niemal z roku na rok.
– Pojawiają się mielizny i wyspy w miejscach, których nie było choćby na profesjonalnych mapach głębokościowych – mówił w rozmowie z Zero.pl. To właśnie takie obserwacje najlepiej pokazują skalę problemu. Jeden z pomostów, o którym opowiada Zręda, każdego roku może pomieścić mniej łodzi, bo woda jest coraz płytsza.
To nie tylko susza
Dlaczego jeziora wysychają? Jak wskazuje w rozmowie z Zero.pl minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, przyczyn jest kilka. To między innymi susza hydrologiczna i wysokie temperatury, które powodują większe parowanie wody.
W przypadku Pojezierza Gnieźnieńskiego dochodzą jednak także inne czynniki – między innymi skutki prowadzonego przez dziesięciolecia wydobycia węgla brunatnego oraz rozwój i zabudowa tego obszaru.
Powidz chce działać
Dla Powidza jezioro nie jest tylko miejscem wypoczynku. To jeden z najważniejszych atutów gminy i podstawa lokalnej turystyki. Dlatego samorząd angażuje się w działania, które mają pomóc w odbudowie zasobów wodnych.
W rozmowie z Zero.pl wójt gminy Powidz Jakub Gwit podkreśla, iż samorządy nie chcą biernie czekać.
– Nie czekaliśmy z założonymi rękami – mówi wójt.
Jednym z najważniejszych pomysłów – o którym pisaliśmy już na łamach Kuriera – jest doprowadzenie wody z Warty w kierunku zbiorników powstałych po odkrywkach węgla brunatnego. Ich napełnienie ma pomóc ograniczyć skutki wieloletniego obniżenia poziomu wód w regionie.
Pierwszy etap tego przedsięwzięcia ma kosztować około 35 mln zł. Plan zakłada przerzut wody z Warty przez Kanał Ślesiński w kierunku terenów po odkrywkach.
To jednak dopiero początek większego planu. Jak zaznacza Jakub Gwit, – Trzeba z powrotem zbliżyć wodę do rejonu jezior.
Każda kropla ma znaczenie
Gmina chce działać również na własnym podwórku. Jednym z pomysłów jest zagospodarowanie oczyszczonych wód z oczyszczalni. Latem może to być ponad tysiąc metrów sześciennych wody dziennie, która w tej chwili trafia poza zlewnię jezior.
Samorząd chce, aby ta woda pozostała bliżej oczyszczalni i wsiąkała w grunt, pomagając w ten sposób zatrzymać część wody w lokalnym środowisku.
Powidz wprowadzał również ograniczenia w korzystaniu z wodociągu podczas największych upałów. Chodziło między innymi o podlewanie ogrodów i napełnianie przydomowych basenów. Bo problem z wodą – jak zauważają urzędnicy – dotyczy nie tylko jeziora.
Największy problem? Czekanie
I tutaj pojawia się kwestia, która w materiale Zero.pl wraca bardzo wyraźnie – czas.
Pomysły są. Są samorządy, które chcą działać. Są prowadzone rozmowy i przygotowywane rozwiązania. Problemem pozostają jednak kolejne decyzje i procedury.
Radny gminy Powidz Marek Pietrowicz zwraca uwagę na przedłużające się oczekiwanie na decyzję środowiskową potrzebną do dalszych prac. Jak relacjonuje, kolejne zapowiadane terminy jej wydania były przesuwane.
W sprawie pojawiają się również różnice zdań między lokalnymi samorządowcami a przedstawicielami administracji państwowej dotyczące tego, dlaczego projekt w przeszłości był opóźniany.
Dla mieszkańców najważniejsze jest jednak coś innego. Nie chodzi już o to, czy problem istnieje. To widać gołym okiem. Pytanie brzmi, jak gwałtownie uda się przejść od kolejnych spotkań i decyzji do konkretnych działań.
Jezioro, które znamy, może się zmienić
Jezioro Powidzkie przez lata było jednym z symboli tego miejsca. Dla wielu osób to wspomnienia z dzieciństwa, letni wypoczynek, pierwsze kąpiele, żagle, łódki i spacery brzegiem. Dlatego jego zmiana boli szczególnie.
Jak mówił Marcin Zręda w rozmowie z Zero.pl, osoby wracające do Powidza po roku często od razu zauważają, iż w jeziorze jest mniej wody. Pojawiają się pytania – Co się dzieje z jeziorem? Z naszym jeziorem?
I trudno się dziwić.
Bo jeżeli proces będzie postępował, zmieni się nie tylko wygląd brzegu. Zmieni się również sposób, w jaki mieszkańcy i turyści korzystają z jeziora, a wraz z nim może zmienić się także część życia gospodarczego Powidza.

1 godzina temu













