„Portretował Świdnicę niczym najpiękniejszą muzę”. Ostatnia droga nestora świdnickiej plastyki

3 godzin temu

Na cmentarzu przy Alei Brzozowej spoczął świdnicki artysta Jerzy Marciniak – malarz, scenograf i współautor średniowiecznej makiety miasta, uhonorowany tytułem „Zasłużony dla Miasta Świdnicy”.

Jerzy Marciniak urodził się 22 lutego 1940 roku w Koźminie koło Krotoszyna. Do Świdnicy przyjechał w sierpniu 1946 roku z rodzicami i bratem. Ukończył Liceum Plastyczne we Wrocławiu, ale swoje życie związał ze Świdnicą. W 1965 roku objął stanowisko kierownika dekoratorni świdnickiej Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego, dekorując świdnickie wystawy. Świdnicą jako miastem był zafascynowany od pierwszych dni pobytu i przez lata była ona obecna w jego twórczości.

Owocem jego działalności były liczne realizacje, scenografie teatralne, oprawy plastyczne Dni Świdnicy, aranżacje wystaw kwiatów w lapidarium świdnickiego Ratusza, projekty indywidualne, dekoracje wystaw, malarstwo sztalugowe, polichromie w różnych technikach malarskich. Jego związek z historią miasta zaowocował m.in. powstaniem makiety świdnickiej w okresie XIV-XVII wieku, która zdobi gotycką Salę Rajców w Muzeum Dawnego Kupiectwa. Jego obrazy znajdują się w zbiorach prywatnych w kraju i za granicą. Dzieła opiewające uroki miasta wypełniały salę muzeum oraz galerię Świdnickiego Ośrodka Kultury podczas wernisaży.

Jerzy Marciniak zmarł 3 września 2026 roku w wieku 86 lat. 9 września spoczął na cmentarzu parafialnym przy Alei Brzozowej w Świdnicy. W uroczystości pogrzebowej uczestniczyli, oprócz najbliższych, między innymi przedstawiciele środowiska artystycznego, kierownicy miejskich instytucji kultury oraz świdniccy samorządowcy. – Świdnica była dla Jerzego źródłem inspiracji, swoistą Arkadią, krainą czarów, która niemal zmonopolizowała jego obrazy. Portretował Świdnicę niczym najpiękniejszą muzę. To ona pojawia się na jego płótnach najczęściej – czasami jako bajkowy, wielobarwny pejzaż, czasami w prostych, czarnych kreskach grafik i litografii. (…) Na płótnach stworzył własne uniwersum bajkowej Świdnicy. Poprzez pracę w pracowni dekoracyjnej upiększał szarą rzeczywistość PRL-u wraz ze swoimi przyjaciółmi – przywoływała bratanica artysty.

Stryj kochał to miasto i przez większość lat swojego życia sam był jego integralną częścią. Wpisany w krajobraz świdnickiego Rynku wysoki, postawny mężczyzna w kapeluszu z sumiastym wąsem, w długim płaszczu z laseczką dla estymy. Stryj zawsze sprawiał wrażenie kogoś z trochę innej epoki, niepasującego do współczesnych realiów – strażnika świata, którego już nie ma – opisywała. – Będzie nam Ciebie bardzo brakowało, Twoich obrazów, historii rodzinnych, anegdot i głośnego śmiechu. Ale myślę, iż tak łatwo nie opuścisz swojej ukochanej Świdnicy, iż gdzieś mignie nam Twoja zgarbiona sylwetka w kapeluszu, z laseczką w dłoni, przemykająca Zaułkiem Świętokrzyskim – jednym z najczęściej pojawiających się miejsc na Twoich obrazach.

1 z 11

/mn/

Idź do oryginalnego materiału