Piękne połączenie aktywności sportowej z działalnością charytatywną. Czy może być coś piękniejszego? Nie wydaje mi się.
Stowarzyszenie Lecymy Durś już od 10 lat organizuje Bieg „Pomagamy Durś”. I jak widać – ta koncepcja nie tylko się nie znudziła. Wręcz przeciwnie. Z roku na rok przyciąga coraz więcej osób, a kolejne edycje pokazują, iż bieganie może być czymś znacznie więcej niż tylko walką z czasem, wynikiem czy własnymi słabościami.
W niedzielę odbyła się jubileuszowa, X edycja Biegu „Pomagamy Durś”. Dziesięć lat to już nie przypadkowa inicjatywa, która pojawiła się na chwilę. To wydarzenie, które na stałe wpisało się w sportowy kalendarz Piekar Śląskich.
I chyba właśnie ta regularność jest tutaj najpiękniejsza.
Bo przecież łatwo jest zorganizować jedną akcję. Łatwo jest skrzyknąć ludzi, zrobić wydarzenie, powiedzieć: „pomagamy”. Trudniej robić to konsekwentnie przez dziesięć kolejnych lat. Jeszcze trudniej sprawić, żeby ludzie po raz kolejny chcieli przyjść, pobiec, wpłacić pieniądze, poświęcić swój czas i zaangażować się w pomoc.
A tutaj to działa.
Tegoroczny bieg odbył się tradycyjnie w rejonie MOSiR-u przy ulicy Olimpijskiej. Główna trasa miała 5 kilometrów i prowadziła przez Las Dioblina. Można było pobiec, ale można było również przejść trasę w formule Nordic Walking. Nie zabrakło także biegów dla dzieci.
Niby tylko 5 kilometrów.
Ale przecież nie o te 5 kilometrów tak naprawdę chodzi.
Cały dochód z wydarzenia przeznaczony został na wsparcie podopiecznych Warsztatów Terapii Zajęciowej w Piekarach Śląskich. I właśnie dlatego każdy przebiegnięty kilometr ma tutaj dodatkową wartość. Każdy uczestnik dokłada swoją cegiełkę. Jedni biegną szybciej, inni wolniej. Ktoś walczy o wynik, ktoś inny po prostu chce aktywnie spędzić niedzielę. Dla jednych to kolejny start w zawodach, dla innych być może pierwszy w życiu.
Ale wszyscy spotykają się w jednym miejscu i w jednym celu.
Żeby zrobić coś dobrego.
I chyba właśnie dlatego takie wydarzenia lubię najbardziej.
Sport sam w sobie jest świetny. Bieganie daje zdrowie, energię, satysfakcję. Pozwala spotkać ludzi, którzy mają podobną pasję. Daje możliwość sprawdzenia siebie. Czasami pozwala przekroczyć własne granice.
Ale kiedy do tego wszystkiego dokładamy jeszcze pomaganie innym, sport nabiera zupełnie innego znaczenia.
Nie musisz być mistrzem. Nie musisz mieć życiówki. Nie musisz choćby szczególnie lubić biegania.
Wystarczy, iż przyjdziesz.
A przy okazji możesz zrobić coś dobrego dla drugiego człowieka.
To jest właśnie siła takich inicjatyw.
I tutaj ogromne słowa uznania należą się ludziom ze stowarzyszenia Lecymy Durś. Przez 10 lat konsekwentnie pokazują, iż sport może być narzędziem pomagania. Że można wykorzystać własną pasję, żeby zrobić coś dla innych. I iż lokalna społeczność potrafi się wokół takich pomysłów jednoczyć.
Ale samo „Lecymy Durś” to przecież znacznie więcej niż jeden bieg.
Na Lecymy Durś po prostu można liczyć.
Kiedy pojawia się człowiek potrzebujący pomocy, kiedy trzeba zorganizować akcję, zebrać środki, nagłośnić jakiś problem czy po prostu zrobić coś dobrego – oni są gotowi działać.
I okazji do pomagania jest znacznie więcej.
A piekarscy – i nie tylko piekarscy – biegacze bardzo chętnie z tych okazji korzystają.
To zresztą jest chyba jedna z najfajniejszych rzeczy w bieganiu. W tej społeczności naprawdę często widać, iż rywalizacja jest gdzieś na drugim planie. Oczywiście każdy chce pobiec szybciej, poprawić wynik, złamać kolejną granicę. Ale kiedy trzeba pomóc – ludzie potrafią odłożyć zegarki, wyniki i życiówki na bok.
I pobiec dla kogoś.
Dlatego „Pomagamy Durś” jest czymś więcej niż kolejnym biegiem w kalendarzu.
To już pewnego rodzaju tradycja.
Tradycja, która przez dziesięć lat pokazała, iż pomaganie wcale nie musi być smutne, trudne czy pełne wielkich słów. Czasami może wyglądać dokładnie tak: spotykamy się w niedzielę, zakładamy sportowe buty, wychodzimy do lasu, pokonujemy kilka kilometrów, rozmawiamy, śmiejemy się, a przy okazji pomagamy tym, którzy tego wsparcia potrzebują.
I chyba naprawdę trudno wymyślić lepsze połączenie.
Sport, ludzie, dobra energia i pomaganie.
A skoro po dziesięciu latach przez cały czas chce się nam razem biegać i pomagać, to znaczy, iż „Pomagamy Durś” ma sens.
I oby miało go jeszcze przez wiele, wiele kolejnych lat.

3 dni temu














