Polska ma swoją „porę deszczową”. Dlaczego w lipcu toniemy w wodzie, podczas gdy kraj trawi trzyletnia susza?

2 godzin temu

Kiedy myślimy o „porze deszczowej”, przed oczami stają nam tropikalne lasy Amazonii lub monsunowe ulewy w Azji Południowo-Wschodniej. Tymczasem zjawisko o uderzająco podobnej charakterystyce mamy na własnym podwórku. Statystyki Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie pozostawiają złudzeń, to lipiec jest najbardziej mokrym i burzowym miesiącem w roku w Polsce. Paradoksalnie jednak, potężne letnie ulewy nie ratują nas przed katastrofą. Od trzech lat nasz kraj nieprzerwanie walczy z dramatyczną, pogłębiającą się suszą.

Letni monsun po polsku, czyli skąd tyle deszczu w lipcu?

Wielu z nas kojarzy jesień z wieczną pluchą, jednak to właśnie środek lata przynosi największe uderzenie mas wody. Choć w listopadzie deszcz potrafi siąpić przez kilkanaście dni z rzędu, to faktyczna objętość wody spadającej na ziemię jest wtedy niewielka. Lipiec działa zupełnie inaczej. Rozgrzane, letnie powietrze jest w stanie „zmagazynować” ogromne ilości wilgoci. Gdy dochodzi do starcia mas powietrza, formują się gwałtowne chmury burzowe. Efekt? W ciągu zaledwie jednej lub dwóch godzin potrafi spaść tyle wody, ile normalnie notuje się w ciągu całego miesiąca. Średnia krajowa norma opadowa dla lipca wynosi zwykle około 90–110 mm, a lokalnie – np. w rejonach górskich czy na północy kraju – wartości te bywają znacznie wyższe. choćby w regionach o tradycyjnie umiarkowanych opadach, takich jak chociażby Ziemia Wieluńska, lipiec bezapelacyjnie dominuje w rocznych wykresach. Podczas gdy zimą średnie miesięczne sumy opadów spadają tam do zaledwie 20–40 mm, w lipcu norma szybuje w okolice 90 mm. To blisko jedna siódma całego rocznego opadu tego regionu skumulowana w zaledwie 31 dniach!

Paradoks klimatyczny: Trzy lata permanentnej suszy

Mogłoby się wydawać, iż tak potężne, lipcowe ulewy powinny rozwiązać problem braku wody. Nic bardziej mylnego. Polska od trzech lat (w okresie 2024–2026) znajduje się w permanentnym uścisku suszy, która płynnie przechodzi z fazy meteorologicznej i rolniczej w najbardziej niebezpieczną fazę – suszę hydrologiczną.

Dlaczego lipcowa „pora deszczowa” nas nie ratuje?

Odpowiedź tkwi w fizyce i postępujących zmianach klimatycznych: beton zamiast gąbki. Gwałtowny deszcz uderza w wysuszoną na wiór glebę. Ziemia nie jest w stanie przyjąć tak dużej dawki wody w tak krótkim czasie. Zamiast wsiąkać i zasilać wody gruntowe, deszczówka błyskawicznie spływa po powierzchni do rzek, powodując podtopienia miast i tzw. powodzie błyskawiczne.

Ekstremalne parowanie: wysokie temperatury w lipcu sprawiają, iż woda, która zdoła utrzymać się na powierzchni, błyskawicznie paruje z powrotem do atmosfery, zanim rośliny zdążą z niej skorzystać.

Bezśnieżne i suche zimy: Sytuację drastycznie pogarsza fakt, iż od kilku lat zimy i wiosny w Polsce są skrajnie ubogie w opady. Przykładowo, marzec 2026 roku został sklasyfikowany przez ekspertów jako skrajnie suchy. Brak topniejącego śniegu na wiosnę pozbawia rzeki i glebę naturalnego, długotrwałego zastrzyku wilgoci na start sezonu wegetacyjnego.

Ponury krajobraz polskich rzek: raporty Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej (IUNG) oraz IMGW regularnie alarmują o dramatycznym stanie wód w rzekach. W wielu regionach Polski centralnej i zachodniej (m.in. w województwach łódzkim czy wielkopolskim) poziomy wód spadają poniżej stanów niskich z wielolecia już na początku maja – czyli w momencie, w którym rzeki powinny być u progu lata pełne.

Żyjemy więc w nowej, trudnej rzeczywistości klimatycznej. Z jednej strony w lipcu musimy być gotowi na podtopienia, paraliże miast i łamanie drzew przez nawałnice. Z drugiej – tuż po przejściu ulewy, wracamy do rzeczywistości, w której brakuje wody w rzekach, a rolnicy liczą straty w plonach. Polskie lato staje się porą ekstremów, gdzie susza i potop występują ramię w ramię.

Artykuł powstał na podstawie publicznie dostępnych danych meteorologicznych oraz opracowań eksperckich (w tym raportów IMGW-PIB, IUNG oraz serwisu Nauka w Polsce).

Przeczytaj również: Ulewa nad Wieluniem. Strażacy interweniowali 15 razy, większość zgłoszeń dotyczyła zalanych posesji

Idź do oryginalnego materiału