Od hobby do Kraftu Roku – 10 lat Browaru Kazimierz

niepolomice.eu 3 dni temu

Tam gdzie dziesięć lat temu w Zakrzowie było tylko szczere pole dziś stoi browar, który produkuje Kraft Roku. A w miniony weekend świętowało jubileusz na siódmej edycji imprezy Kazik Fest. Z tej okazji rozmawiamy z managerem browaru Krzysztofem Jachimczakiem o marzeniu, które zamieniło się w rodzinny biznes, o kryzysach, które mogły to wszystko zakończyć, i o piwie do którego chciałby wrócić.

Szymon Urban: Cofnijmy się o 10 lat. Jak wyglądał pierwszy dzień Browaru Kazimierz?
Krzysztof Jachimczak: Firmę założyliśmy w sierpniu 2016 roku, już wtedy z myślą o budowie własnego browaru. Żeby nie tracić czasu pierwsze warki robiliśmy na kontrakcie – najpierw w Szczyrzycu, później w Limanowej. Budynek w Zakrzowie stanął w styczniu 2018 roku, a pierwszą warkę we własnym browarze uwarzyliśmy w sierpniu 2018 roku.

Czy od początku był to przemyślany plan biznesowy, czy raczej spełnienie marzenia?
Zdecydowanie bliżej temu do spełnienia marzenia. Ja, mój syn i siostrzeniec pracowaliśmy razem w jednej firmie informatycznej. Ja byłem ich przełożonym. W pewnym momencie zarząd zaczął szykować zwolnienia, a iż mój syn warzył wcześniej piwo w domu i wychodziło mu to naprawdę dobrze, postanowiliśmy to przekuć w biznes.
Mój wspólnik znalazł inwestora, Amerykanina, pana Shermana, który zaufał nam praktycznie na słowo, choć w ogóle nas nie znał. To on wyłożył duże pieniądze, dzięki którym browar w ogóle mógł powstać. Ja sam całkowicie zmieniłem branżę – wcześniej zajmowałem się logistyką w firmie informatycznej, a stałem się menadżerem browaru.

Czy było coś, przez co niemal zrezygnowaliście?
Były dwa naprawdę ciężkie okresy. Pierwszy to pandemia. Około 70% naszej produkcji trafiało wtedy do gastronomii: pubów, restauracji, lokali. Z dnia na dzień ten kanał sprzedaży po prostu zniknął, a był to marzec, czyli tuż przed sezonem, kiedy tanki były zalane piwem przygotowanym na najbliższe miesiące.

Miałem kilka naprawdę ciężkich dni, zastanawiałem się, co z tym zrobić. Ale z charakteru jestem optymistą więc padł pomysł, żeby otworzyć sklepik przy browarze. Wcześniej takiego punktu sprzedaży nie mieliśmy. Zaczęliśmy się ratować, jak się dało. Wielu przyjaciół browaru i znajomych zaczęło zamawiać piwo, przyjeżdżać po nie osobiście, dzięki czemu sprzedaż nigdy nie spadła do zera. Pomógł nam też nasz główny udziałowiec, który udzielił nam pożyczki, żebyśmy mogli to przetrwać. Ostatecznie – co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Drugi trudny moment to wojna w Ukrainie: gwałtowny wzrost cen surowców do produkcji piwa, braki butelek i innych materiałów. Piwa rzemieślnicze i tak nie są tanim produktem, nie chcieliśmy podnieść cen, więc musieliśmy mocno obniżyć marże. To był drugi trudny rozdział.

Od tamtej pory staram się trzymać stabilnego, spokojnego rozwoju. Nie zależy mi na tym, żeby nagle urosnąć do ogromnej skali. Nie wchodzimy do dużych sieci handlowych. Pandemia nauczyła mnie, żeby skupiać się przede wszystkim na rynku lokalnym: Krakowie i okolicach, mówiąc żartobliwie: „wokół komina”. I to się nam sprawdza. Pomagają nam też firmy z regionu, w tym z Niepołomic, które kupują nasze piwa na prezenty dla klientów czy pracowników.

Które piwo było pierwszym prawdziwym sukcesem sprzedażowym?
Mamy kilka piw, które od lat świetnie się sprzedają, ale najważniejszym wydarzeniem był grudzień 2023 roku, kiedy nasze piwo Latający Jeleń – Imperialny Porter Bałtycki – zostało wybrane najlepszym piwem w Polsce w konkursie, do którego zgłoszono ponad 800 piw w kilkudziesięciu kategoriach.

W takim konkursie najpierw w każdej z ponad 50 kategorii wybierani są brązowi, srebrni i złoci medaliści, a spośród złotych medalistów jury wybiera jedno, najlepsze piwo roku. I to był właśnie
Latający Jeleń. To bardzo profesjonalny i trudny do wygrania konkurs. kilka browarów w Polsce może się pochwalić taką nagrodą. jeżeli chodzi o piwa flagowe, to Kazimierz Orange, które od jakichś pięciu lat ma już ustabilizowaną recepturę. Powstało też piwo Sherman, nazwane tak na cześć naszego amerykańskiego udziałowca, w podzięce za jego zaufanie i wsparcie finansowe. Świetnie się sprzedaje.

Czy moment zdobycia tytułu Kraft Roku 2023 był największym sukcesem browaru?
Zdecydowanie skokowo wzrosła nasza rozpoznawalność. Staliśmy się browarem znanym w całej Polsce, poszerzyło się nasze portfolio klientów, łatwiej mi teraz rozmawiać z potencjalnymi kontrahentami. To chyba jedyna nagroda w Polsce, która realnie przekłada się na rozpoznawalność marki. Pojawiają się artykuły na dużych portalach, ludzie, którzy wcześniej w ogóle o nas nie słyszeli, zaczęli nam gratulować. Kiedy jeździmy po festiwalach w całej Polsce, jesteśmy już rozpoznawani jako browar, który jakościowo znalazł się w ścisłej czołówce.

Jak zmienił się rynek piwa rzemieślniczego i sam klient?
Wcześniej dominowały mocniejsze, bardziej wyraziste style. Dziś rynek pod względem wolumenu należy do dobrych lagerów. Od jakichś dwóch lat bardzo mocno rośnie też segment piw bezalkoholowych. To teraz prawdopodobnie druga lub trzecia kategoria pod względem sprzedaży. Polubili go głównie młodzi ludzie, choć nie tylko oni. My idziemy z duchem czasu: zaczynaliśmy od jednego piwa bezalkoholowego, teraz mamy premierę już trzeciego i pewnie na tym się nie skończy.

Jakie trendy okazały się chwilową modą, a które zostały z nami na dłużej?
Rynek stylów typu IPA czy APA wyraźnie się skurczył – zostało dla nich grono koneserów, którzy nie piją innych piw poza kraftowymi. Natomiast żeby poszerzać grono odbiorców piwa rzemieślniczego, potrzebne są przede wszystkim dobre lagery. To one pokazują nowym klientom, iż piwo może smakować dobrze samo w sobie, bez mieszania go z sokiem czy syropem, żeby „zabić” jego smak. Ten kierunek wciąż uważam za rozwojowy.

Jak wygląda zwykły dzień właściciela browaru?
Nie ukrywam, iż dużo pracuję – często kilkanaście godzin dziennie. Jesteśmy niedużą, rodzinną firmą, więc oprócz zarządzania browarem zajmuję się też sprzedażą. Nakłada się na to mnóstwo różnych spraw: często muszę przebudowywać grafik dnia, bo muszę być osobiście być przy jakiejś kontroli albo gasić przysłowiowe pożary. Zwykle zaczynam między ósmą a dziewiątą, a kończę koło dwudziestej, czasem później.

Czy właściciel przez cały czas sam stoi przy warzelni?
Nie. Mam pełne zaufanie do moich synów. Mateusz, mój starszy syn, jest głównym piwowarem. To on zaczynał od warzenia piwa w domu i to dzięki niemu w ogóle powstał ten browar. Jest samoukiem. Młodszy syn, Kuba, dołączył do nas po studiach. Skończył browarnictwo na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. Mam pełne zaufanie do obu, jeżeli chodzi o cały proces warzenia piwa.

Gdyby miał Pan zabrać jedno swoje piwo na bezludną wyspę – które by to było?
Zdecydowanie Pilsiwko. Do cięższej fizycznej pracy – koszenia trawy, prac w ogrodzie i tak dalej – można wypić ich więcej i przez cały czas czuć się dobrze, głowa nie boli. To po prostu zbawienie.

Którego piwa żałuje Pan najbardziej, iż już go nie ma w ofercie?
Chyba piwa „Kara Mustafy”, czyli coffee stouta, który naprawdę dobrze się sprzedawał i miał swoich wiernych fanów, choć zaprzestaliśmy jego produkcji. To było jedno z pierwszych piw, jakie w ogóle zrobiliśmy i bardzo pomogło nam na starcie. Jeden z najbardziej znanych piwnych blogerów polecił je na festiwalu w Gdańsku, chyba trzecim festiwalu, na jaki w ogóle wtedy pojechaliśmy. Miało wysoki ekstrakt, około 14%, było mocne i treściwe, z bardzo dobrą kawą w składzie. Chętnie wróciłbym kiedyś do jego produkcji.

Czy czujecie się ambasadorem regionu?
Jestem osobą raczej skromną, ale myśląc o relacjach, jakie mamy tu, w regionie, z różnymi ludźmi, którzy przyprowadzają do nas znajomych przyjeżdżających z całej Polski, to chyba w pewnym sensie tak. Wydaje mi się, iż przynajmniej część mieszkańców jest dumna, iż mamy tu, w okolicy, taki browar.

Czy dziś prowadzenie browaru jest trudniejsze niż 10 lat temu?
Przez te 10 lat nauczyłem się bardzo wielu rzeczy, ale wciąż czuję pewną niepewność. Polskie prawo jest skomplikowane i nieczytelne dla przedsiębiorcy, iż bez sztabu prawników trudno przewidzieć, z której strony przyjdzie uderzenie.

Gdzie Browar Kazimierz będzie za kolejne 10 lat?
Z racji wieku życzyłbym sobie, żeby za 10 lat móc przekazać browar w dobre ręce i trochę odpocząć. Ale generalnie stawiam na stabilny, spokojny rozwój: żebyśmy pomału szli do przodu, pojawiali się coraz bardziej w regionie i w Krakowie. Może kiedyś wejdziemy do sieci handlowych, choć na razie nie mam takich planów. Jeszcze rok temu mocno myślałem o inwestycji w linię do puszek, ale odkąd wszedł system kaucyjny, dla mniejszych firm robi się to bardzo kłopotliwe. Na razie więc zostajemy przy butelce.

Idź do oryginalnego materiału