
Radosław Szafrański był jednym z ojców zwycięstwa Górnika II Zabrze w meczu z Unią Turza Śląska. Defensor Trójkolorowych nie mógł być co prawda zadowolony ze swojej postawy w destrukcji, ale jego trafienie na 5:5 pozwoliło drużynie odzyskać nadzieję na odwrócenie losów finału POLTENT Pucharu Polski. W rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl obrońca zdobywcy pucharu opowiada m.in. o kulisach spotkania oraz przyszłości swojej i drugiej drużyny klubu z Roosevelta.
Można powiedzieć, iż jesteś kolejnym z wielu bohaterów finału POLTENT Pucharu Polski. Gdyby nie Twój strzał głową, losy tego finału mogły potoczyć się zupełnie inaczej.
- Mogły, dlatego bardzo cieszy mnie ta bramka. Z drugiej strony, bardziej martwi liczba straconych goli. Jestem dumny z trafienia, ale te stracone bramki mocno bolą.
Jak w ogóle odbierasz to, co wydarzyło się na boisku? Czy to był najbardziej szalony mecz, w jakim kiedykolwiek brałeś udział?
- Myślę, iż tak. Sam w pewnym momencie nie wiedziałem, co się dzieje - bramka za bramką. Wypuściliśmy z rąk trzybramkowe prowadzenie. Najważniejsze, iż ostatecznie wygraliśmy, ale mogę śmiało stwierdzić, iż to było najbardziej szalone spotkanie w mojej dotychczasowej karierze.
Rozpoczęliście tak dobrze, iż do przerwy pachniało "piątką". Skończyło się jednak tak, iż po trzecim golu dla Górnika, to Unia zdobyła cztery bramki z rzędu...
- Właśnie tak. Dwa pierwsze gole straciliśmy po stałych fragmentach gry, a wiedzieliśmy przecież, iż Unia bardzo na tym bazuje i jest pod tym względem niezwykle groźna. Trenowaliśmy obronę tych elementów, a mimo to piłka wpadła do siatki. Wielki plus dla nas, iż potrafiliśmy wrócić do tego meczu. Po czwartej bramce dla rywali nie załamaliśmy się, nie cofnęliśmy do obrony, tylko ruszyliśmy do przodu, żeby odrabiać straty. Wygraliśmy i to się liczy.
Jak z Twojej perspektywy wyglądało drugie trafienie dla Unii? Ogromny kocioł, bardzo gęsto w polu karnym... Kto skierował tę piłkę do siatki
- Chodzi o tę drugą bramkę po rzucie rożnym... Byłem wtedy na długim słupku, piłka mnie przeleciała i nie byłem w stanie jej sięgnąć. Z tego, co chłopaki mówili w szatni, jeden nabił drugiego i ostatecznie skończyło się to trafieniem samobójczym.
Wiecie, co dalej z rezerwami Górnika Zabrze? Docierają do Was jakiekolwiek sygnały z klubu?
- Nie mamy pojęcia. choćby trener w szatni po meczu przyznał, iż nie wiadomo, jak to będzie wyglądać. My oczywiście bardzo chcielibyśmy, żeby drugi zespół funkcjonował dalej. Wszyscy uważamy, iż rezerwy są potrzebne w takim klubie jak Górnik. Decyzja nie należy jednak do nas. My, jako zawodnicy, zrobiliśmy z naszej perspektywy wszystko, co się dało. Teraz ruch należy do góry. Na razie nic nie wiemy.
Zasmakowałeś już piłki w pierwszej drużynie - miałeś okazję trenować z "jedynką", a choćby chyba debiutować w kadrze meczowej w meczu PKO BP Ekstraklasy.
- Tak, ale nie udało mi się niestety zadebiutować. Byłem na ławce rezerwowych w meczu Ekstraklasy.
Będziesz chciał spróbować swoich sił wyżej, na przykład na wypożyczeniu?
- Wypożyczenie nie wchodzi w grę, ponieważ kończy mi się umowa. Nie przedłużyłem kontraktu z Górnikiem, więc po prostu będę szukał klubu na wyższym poziomie. Jestem już po rozmowach z agentem. Zobaczymy, co się wydarzy, ale bardzo chciałbym sprawdzić się wyżej.
Pojawiły się już jakieś konkretne oferty?
- (śmiech) Nie wiem, czy mogę mówić o takich szczegółach. Na razie nic nie jest potwierdzone, więc czekam. Sam jestem ciekawy, co przyniesie przyszłość, ale zostawiam to w rękach moich agentów.

















