O blaskach i cieniach kolarstwa. Spotkanie z zawodniczką i filmowcem

3 godzin temu

Kolarstwo to sport, w którym człowiek przesuwa granice bólu. Kolarstwo to pasja i radość. Kolarstwo to – wbrew pozorom – sport zespołowy. O blaskach i cieniach tej dyscypliny opowiedziała w bielskim kinie Kreska jedna z czołowych polskich zawodniczek – Marta Lach.

Wydarzenie odbyło się w sobotni wieczór, 25 kwietnia. Najpierw widzowie obejrzeli film dokumentalny „Tour”, opowiadający o pierwszym Tour de Pologne kobiet z 2016 roku. Po seansie przyszedł czas na spotkanie z Martą Lach oraz autorem zdjęć do filmu – Mateuszem Różańskim. Rozmowę poprowadziła Elżbieta Legoń-Szpunar.

Marta Lach to mieszkająca w Głębowicach (gmina Osiek) kolarka szosowa, uczestniczka prestiżowych wyścigów międzynarodowych. w tej chwili jeździ w holenderskiej, profesjonalnej kobiecej grupie kolarskiej Team SD Worx-Protime. Dziesięć lat temu, gdy odbyła się pierwsza edycja Tour de Pologne kobiet, trenowała w kobiecym klubie szosowym Mat Atom Sobótka z Dolnego Śląska (dziś jest to profesjonalna grupa kolarska MAT Atom Deweloper Wrocław). Wraz z kilkoma innymi kolarkami z drużyny reprezentowała Polskę w tym ważnym wyścigu. Klub Mat Atom Sobótka został stworzony przez kolarkę Paulinę Brzeźną-Bentkowską. Była ona jedną z faworytek wyścigu, a start w TdP był spełnieniem jej marzeń i powodem, dla którego wydłużyła karierę.

W ostatniej dobie przed startem, podczas finalnych przygotowań, drużynie towarzyszyła ekipa filmowa, dzięki której powstał dokument „Tour”. Opowiada on o zawodowym sporcie widzianym oczami zawodniczek, walczących nie tylko o najlepszy sportowy wynik, ale również o uznanie dla dyscypliny, która od lat pozostaje wyraźnie w cieniu męskich zmagań.
Wyścig odbył się w dniach 19-20 lipca w Zakopanem. Pierwszego dnia kolarki jechały w deszczu, zimnie i mgle. Nazajutrz było już słonecznie, a na zmęczone zawodniczki czekał etap drugi – jazda indywidualna na czas, oraz etap trzeci, górski. Wyścig nie układał się po myśli polskich zawodniczek, a pogoda nie ułatwiała zadania. – Ja ledwo trzymałem w oknie samochodu kamerę, a dziewczyny gnały w takich warunkach z prędkością 70 km/h – przyznawał podczas spotkania Mateusz Różański. Oba etapy górskie wygrała Szwajcarka Jolanda Neff. Polki pokładały dużą nadzieję w tak zwanej „czasówce”. I rzeczywiście, Paulinie Brzeźnej-Bentkowskiej udało się wywalczyć w tym etapie brązowy medal, a z jej sukcesu cieszyła się cała drużyna. Marta Lach przyznawała podczas spotkania, iż emocje były wówczas tak ogromne, jakby Paulina zdobyła złoto.

Na pytanie o to, co pomaga jej w chwilach kryzysu i granicy wytrzymałości, Marta Lach odpowiedziała, iż w trudnościach podnosi ją w wiara w Boga, którą wyniosła z domu rodzinnego. – Czasami gdy jadę pod górkę, śpiewam sobie w duszy na przykład „W krzyżu cierpienie” – przyznawała ze śmiechem.

Padło też pytanie, z czego musiała w życiu zrezygnować, aby wejść na poziom światowego kolarstwa. – Z ładnej opalenizny i kilku wesel w rodzinie – odpowiedziała półżartem, po czym dodała: – Nie czuję, żebym z czegoś rezygnowała. Kolarstwo to całe moje życie i nie uważam, abym cokolwiek przez nie traciła. Ale rzeczywiście, nie ma mnie w domu po kilka tygodni, a potem wracam na dzień czy dwa i muszę jeszcze znaleźć czas na trening. Mimo tych wszystkich ograniczeń, kolarstwo jest tym, w czym się odnajduję i co daje mi radość.

Marta Lach przyznawała, iż sport na tak wysokim poziomie staje się pracą. – I to mi szczerze mówiąc nie pasuje, bo ja przez cały czas chcę go traktować jako moją pasję i czerpać z tego największą radość. Tymczasem w tych największych drużynach jest nastawienie na wynik i gdy w drużynie nie ma zwycięstwa, pojawiają się problemy. choćby gdy zawodniczki dają z siebie sto procent, i tak doszukuje się u nich błędów. Niemało jest w takich drużynach ludzi egoistycznych. Dość trudne jest też to, iż pracuje się cały czas na wynik nie swój, ale lidera – mówiła. Na pytanie, dlaczego w takim razie zmieniła drużynę na taką, w której musi pracować na sukces kogoś innego, odparła: – Ktoś mi kiedyś powiedział, iż trzeba pracować z ludźmi, którzy już osiągnęli to, co ty chcesz osiągnąć.

Czy inaczej opowiada się historię kolarstwa kobiecego niż męskiego? Takie pytanie padło pod adresem Mateusza Różańskiego. – Zupełnie inaczej, bo mężczyźni nie podchodzą do tego aż tak emocjonalnie jak dziewczyny – stwierdził.

Po pierwszym Tor de Pologne kobiet w 2016 roku, w kolejnych latach wydarzenie nie było już organizowane. Powodem było zbyt małe zainteresowanie mediów i sponsorów. Wyścig wrócił dopiero po ośmiu latach przerwy, w 2024 roku. W lipcu tego roku odbędzie się jego czwarta edycja.

Dochód ze sprzedaży biletów na wydarzenie w Kinie Kreska zostanie przeznaczony na wsparcie dzieci i młodzieży z Kolarskiego Klubu Sportowego w Bielsku-Białej, w tym na rozwój treningów kolarskich dla najmłodszych zawodników. Sponsorem wydarzenia był autoryzowany dealer z Bielska-Białej – Omoda & Jaecoo Korczyk, wspierający lokalne inicjatywy sportowe i społeczne.

Idź do oryginalnego materiału