Grupa kibiców Bogdanki LUK Lublin działa jak perfekcyjnie naoliwiona maszyna. Każdy zna swoje miejsce, każdy wie, kiedy podnieść głos, kiedy przyspieszyć rytm i kiedy ponieść drużynę w najtrudniejszym momencie.
Nie ma tu przypadku. Jest organizacja, doświadczenie i coś jeszcze, pasja, której nie da się nauczyć.
Na pierwszy rzut oka to tylko doping. W rzeczywistości to setki godzin pracy, dziesiątki wyjazdów i ludzie, którzy podporządkowali temu kawał swojego życia.
To oni nadają rytm hali.
To oni budują atmosferę.
To oni sprawiają, iż przeciwnik czuje presję, a gospodarze dostają dodatkową energię.
I choć wielu z nich podczas meczu choćby nie patrzy na boisko, mają ogromny wpływ na to, co się na nim dzieje.
Bo to nie są zwykli kibice.
To część drużyny.
Dziś spotykamy się z złożycielem Klubu Kibica Andrzejem Pelczarem oraz Joannną Batorską i Andrzejem Szalusiem.
Zacznijmy od początku. Skąd się to wszystko wzięło?
Zaczynaliśmy jeszcze w drugiej lidze , całymi rodzinami. Na początku było nas może pięciu, dziesięciu. Ludzie patrzyli na nas trochę jak na wariatów. Kto przychodzi na mecz i nagle zaczyna się wydzierać?
Ale my czuliśmy, iż to ma sens.
I co było dalej?
Z meczu na mecz było nas coraz więcej. Najpierw przyszli znajomi, potem znajomi znajomych. Pojawiły się bębny, później trąbki, zaczęliśmy organizować doping.
Z czasem zrezygnowaliśmy z trąbek, bo grupa się rozrosła i chcieliśmy, żeby to miało ręce i nogi.
Dziś mamy około 120 stałych osób w Klubie Kibica.
Mówi się, iż jesteście piętnastym zawodnikiem. Czujecie to?
Zdecydowanie tak.
Są momenty, iż my choćby nie musimy zaczynać. Wystarczy, iż zawodnik wchodzi na parkiet i cała hala sama reaguje.
Weźmy Malinowskiego. „Malina” wchodzi i już niesie się po hali. To jest naturalne.
Skąd taka więź z drużyną?
Z tego, iż jesteśmy z nią od lat. Widzieliśmy drugą ligę, pierwszą ligę, rozwój klubu.
I zawodnicy też to czują. Widzą, iż jesteśmy zawsze.
A my widzimy, iż oni oddają wszystko na boisku.
Padło ważne zdanie: często nie oglądacie meczu.
Bo to prawda.
Ja jako prowadzący doping stoję tyłem do boiska. Pilnuję rytmu, sektora, reakcji ludzi.
Często dopiero w domu oglądam mecz.
Na hali robi się swoją robotę.
To bardziej pasja czy obowiązek?
Pasja. Ale wymagająca.
To czas, organizacja, pieniądze. Wyjazdy, sprzęt, kontakt z ludźmi.
To nie jest tylko przyjście na mecz i klaskanie.
No właśnie, wyjazdy. Jak to wygląda?
– Różnie. Na bliższe jedzie autobus, na dalsze też auta.
Koszty wyjazdu każdy pokrywa sam. Jak jedzie rodzina, robi już parę zł.
Ale i tak ludzie jadą.
Ile osób jeździ?
Minimum 20–30 osób. Na ważniejsze mecze dużo więcej.
Do Sosnowca może pojechać choćby ponad setka.
Co się dzieje po meczach?
I to jest piękne w siatkówce.
Spotykamy się z kibicami innych drużyn. Rozmawiamy, integrujemy się.
To nie jest wrogość. To środowisko.
Czyli tworzy się coś więcej niż tylko kibicowanie?
Dokładnie.
Są zloty kibiców, spotkania, znajomości po całej Polsce.
To zostaje na lata.
A kontakt z zawodnikami?
Mamy bardzo dobry.
Spotykamy się przy różnych okazjach. Święta, zakończenie sezonu, początek przygotowań.
Jest taka rodzinna atmosfera.
Jak wygląda zaplecze organizacyjne?
Mamy składki raz w roku, zrzutki na wyjazdy.
Kto chce, pomaga. Każdy dokłada coś od siebie.
Jak łączycie to z pracą?
Czasem ciężko.
Terminy meczów są podawane późno. Ludzie biorą urlopy, kombinują.
Ale jak ktoś to kocha, to znajdzie sposób.
Siatkówka jest numerem jeden?
Tak. Bez dwóch zdań.
Kto tworzy Waszą społeczność?
Każdy.
Dzieci, rodziny, starsi ludzie. choćby osoby na wózkach.
To sport dla wszystkich.
Pamiętacie moment przełomowy?
Kiedy cała hala zaczęła reagować razem z nami.
Wtedy wiesz, iż to już działa.
Co daje największą satysfakcję?
To, iż drużyna oddaje serce na boisku.
Że walczy. Że daje emocje.
I iż czujesz, iż jesteś częścią tego.
Plany najbliższe to?
Złoto , nie może być inaczej , ale jak będzie srebro to też duży sukces.
To nie jest tylko historia kibiców.
To historia ludzi, którzy z pasji zbudowali coś, co dziś napędza drużynę i tworzy jedną z najlepszych atmosfer w polskiej siatkówce.
Bo w Lublinie kibice to nie dodatek.
To fundament.
Ludzie, którzy współtworzą Klub Kibica i są częścią drużyny, sprawiają, iż każdy mecz staje się wyjątkowym wydarzeniem. To dzięki nim hala żyje, a emocje wychodzą daleko poza sport.
I może właśnie w tym jest sedno.
Życie to nie tylko narzekanie na rzeczywistość.
Są ludzie, którzy dzięki pasji tę rzeczywistość po prostu tworzą.















