Nie maluję trawy na zielono. Dajcie tej drużynie czas

wschodni24.pl 1 godzina temu

Podziemia Kredowe CHKS Chełm zagrały z Asseco Resovią Rzeszów słaby mecz. Bardzo słaby. Porażka 0:3 i wyniki kolejnych setów: 19:25, 17:25, 13:25 nie zostawiają miejsca na opowieści o wyrównanym spotkaniu. Nie zamierzam udawać, iż wszystko jest w porządku. Ale między uczciwą oceną niedzielnego występu a przekreśleniem zespołu po dwóch kolejkach jest zasadnicza różnica.

Ten mecz przypomniał mi, jak wielką rolę w zawodowym sporcie odgrywa to, czego nie pokazuje tablica wyników. Pewność siebie, wzajemne zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Sama technika nie wystarcza, jeżeli zawodnik nie potrafi danego dnia wykorzystać swoich umiejętności.

Spójrzmy na Yukiego Imahashiego. W mojej ocenie jego możliwości techniczne są większe niż Jaya Blankenau. Oczekiwałem, iż pomoże poprowadzić zespół do pierwszego zwycięstwa. W niedzielę nie pokazał jednak tego, co potrafi.

Czy znaczenie mogła mieć aklimatyzacja? Być może. Nie będę przedstawiał tego jako pewnej przyczyny ani z trybun rozstrzygał, co dzieje się w głowie zawodnika. Warto jednak pamiętać, iż przeprowadzka z Japonii do Polski nie oznacza wyłącznie zmiany klubu i koszulki. To inny język, inne zwyczaje, inna codzienność.

Na treningu jest drużyna. Podczas meczu są emocje, zadania i piłka. A później zamykają się drzwi mieszkania i zaczyna się życie, którego kibice nie oglądają. Nie wiemy, jak konkretny człowiek odnajduje się w tych warunkach. Zanim nazwiemy go nietrafionym transferem, warto dopuścić myśl, iż potrzebuje czasu.

Drugi przykład to Yacine Louati. Rozumiem oczekiwania kibiców. Od zawodnika tej klasy wymaga się więcej. Sam także wymagam. Tylko czy oceniamy go, znając cały kontekst?

Z moich informacji wynika, iż uraz odniesiony podczas sparingu ze Ślepskiem Malow Suwałki wyłączył go z około połowy okresu przygotowawczego. To ważna okoliczność przy ocenie jego obecnej dyspozycji. Nazwisko nie zastąpi treningów, a doświadczenie nie sprawi, iż po przerwie automatycznie wróci rytm gry.

Jest również sprawa Cezarego Sapińskiego, który przeciwko Resovii nie wystąpił. Zanim zaczniemy rozliczać każdą decyzję personalną, warto zapytać o jego gotowość do gry. Jego obecność mogłaby dać trenerowi dodatkowy wariant na środku siatki. Do tego zna rzeszowski zespół z poprzedniego sezonu. Nie oznacza to oczywiście, iż sam odmieniłby wynik. Oznacza natomiast kolejną możliwość, z której w niedzielę nie skorzystano, bo Cezary ma drobny uraz….

Żeby było jasne: nie próbuję za wszelką cenę bronić drużyny. Nie maluję trawy na zielono. Przegrana pozostaje przegraną, błędy trzeba nazwać, a nad grą pracować.

Uważam jednak, iż jeżeli taki mecz ma się przydarzyć, lepiej, żeby wydarzył się na początku sezonu, przeciwko drużynie celującej w medale. Znacznie bardziej zabolałby w spotkaniu z rywalem, z którym bezpośrednio będziemy walczyć o miejsce w tabeli. Punkt stracony ze Stilonem też przecież nie przestaje mieć znaczenia tylko dlatego, iż apeluję o cierpliwość.

Nie trzeba daleko szukać przykładu, iż mocna kadra nie daje odporności na porażki. Aluron CMC Warta Zawiercie rozpoczął sezon od przegranej z beniaminkiem z Katowic. Nie po tie-breaku. Przegrał 0:3. A przecież tam trener dysponuje zawodnikami o ogromnym doświadczeniu, a do gry z ławki wchodzili między innymi Kamil Rychlicki i Aaron Russell.

Czy po tym jednym spotkaniu należało uznać, iż w Zawierciu nikt nie umie przygotować zespołu?

Dlatego do tych, którzy już wiedzą, iż CHKS źle przepracował okres przygotowawczy, mam prostą prośbę: przyhamujcie. Krytykujcie konkretne zagrania, decyzje i błędy. Ale nie zamieniajcie rozczarowania wynikiem w pewność, iż wiecie wszystko o ostatnich tygodniach pracy drużyny.

Gdyby każdego z nas oceniano zawodowo wyłącznie po jednym czy dwóch nieudanych dniach, w niejednym miejscu pracy zrobiłoby się bardzo pusto.

Z wygodnego fotela łatwo powiedzieć: Muzaj ma kończyć piłki, Louati ma być liderem, rozgrywający ma wystawiać dokładniej. Tyle iż siatkówka nie jest sumą niezależnych występów kilku zawodników.

Żeby Maciek Muzaj mógł regularnie atakować w dobrych warunkach, potrzebuje odpowiedniej wystawy. Rozgrywający ma więcej możliwości wtedy, gdy przyjęcie pozwala mu korzystać z całej siatki. Przyjmujący muszą dobrze dzielić odpowiedzialność za piłkę. Z kolei skuteczna zagrywka utrudnia rozegranie przeciwnikowi, pomaga ustawić blok i ułatwia pracę obronie.

Wszystko się ze sobą łączy. Gdy kilka elementów zawodzi jednocześnie, choćby bardzo dobry zawodnik wygląda na bezradnego.

Dlaczego mimo wszystko wierzę w ten zespół? Bo jestem przy nim od początku przygotowań. Byłem na sparingach, obserwowałem treningi. Widziałem również pracę innych ligowych drużyn, choćby Bogdanki LUK Lublin i Projektu Warszawa. Na podstawie własnych obserwacji nie uważam, żeby chełmianie źle przepracowali ten okres.

To nie gwarancja zwycięstw. To podstawa mojej opinii.

Nie powiem też, iż teraz będzie już tylko lepiej, bo „gorzej być nie może”. W sporcie nic nie poprawia się samo. Potrzebne są praca, zdrowie, zgranie i reakcja na to, co nie działa. Ale niedzielny wynik nie odbiera tej drużynie możliwości poprawy.

Kibic ma prawo wymagać. Ma prawo być zły i rozczarowany. Ja też jestem. Tylko czy naprawdę chcemy jednego dnia nazywać zawodników naszymi bohaterami, a po nieudanym meczu odmawiać im umiejętności, ambicji i sensu dalszej pracy?

Zostawiam Was z tym pytaniem.

Dajmy tej drużynie czas. Nie zwalniajmy jej z odpowiedzialności, ale też nie wydawajmy wyroku po dwóch kolejkach. Wierzę, iż jeszcze będziemy z niej dumni.

Idź do oryginalnego materiału