Nazywam się Cegła i podobno jest tu coś do remontu…

3 godzin temu

Latem 2025 roku wspólnota parafii św. Barbary w Luboniu przeżywała wyjątkowy moment – zakończenie wieloletniej posługi ks. Bernarda Cegły, który po ponad dwóch dekadach pracy jako proboszcz przeszedł na zasłużoną emeryturę. Kapłan znany z otwartości i zaangażowania pozostawił po sobie nie tylko bogate dziedzictwo duchowe, ale także widoczne owoce troski o rozwój parafii. Jego historia to opowieść o drodze powołania, wiernej służbie oraz wspólnocie budowanej razem z parafianami. Dlatego w tym numerze „Gazety Lubońskiej” wspominamy najważniejsze działania i inicjatywy, które na trwałe wpisały się w historię parafii św. Barbary w Luboniu na przełomie 2001 do 2025 roku.

Zanim rozpocząłem pracę kapłańską w Luboniu, a było to 1 maja 2001 roku, od roku 1973, czyli po święceniach kapłańskich, pracowałem jako wikariusz w Zaniemyślu, Pniewach, Czarnymlesie, Lesznie i Mosinie, a jako proboszcz w Siedlcu koło Kostrzyna Wielkopolskiego i w Opalenicy u św. Józefa. Najdłużej, bo 24 lata byłem w parafii pw. św. Barbary. Ucieszyłem się z propozycji zabrania głosu na łamach „Gazety Lubońskiej”, bo jest to piękna okazja, by szczegółowo opisać wielkie dzieła, jak sądzę, których Pan Bóg pozwolił nam dokonać w tej parafii. Nam, tzn. parafianom z proboszczem i proboszczowi z parafianami. Oczywiście, nie będziemy tu mówić o sprawach duchowych, bo te, niewidzialne dla oka zostawmy do oceny Panu Bogu. Zajmiemy się tylko niektórymi sprawami materialnymi widocznymi gołym okiem. Przychodząc do parafii św. Barbary przedstawiłem się „nazywam się Cegła i podobno jest tu coś do remontu”. Parafianie przyjęli to z radosnym uśmiechem. A na poważnie w podejmowanych zadaniach kierowaliśmy się hasłem wziętym z psalmu 127,1 „Jeśli Pan domu nie zbuduje, próżno się nad nim rzemieślnik frasuje…”. I we wszystkim czuliśmy Boże prowadzenie. W tym miejscu każdy kapłan mógłby opisać, co dokonało się w jego parafii przy współpracy z łaską Bożą. A cóż takiego przeżyliśmy u św. Barbary? Myślę o kilku ważnych sprawach. Oto one: cmentarz parafialny, nowy kościół, nowa szkoła katolicka, kapitalny remont kościoła probostwa, wikariatu i inne. Opowiadając o nich postaram się przybliżyć czytelnikom różne szczegóły, o których dotąd wiedzieli tylko wtajemniczeni. Żeby jednak nikogo nie zamęczyć przedstawię tym razem, póki co, tylko jeden temat.

Cmentarz parafialny – powiększenie areału

Kiedy przybyłem do Lubonia ucieszyłem się na widok 2 ha gruntu obsianych zbożem, sąsiadujących z cmentarzem. Sądziłem, iż są własnością parafii, ale gwałtownie wyjaśnili mi parafianie, iż to posiadłość pana Roberta M.

Aby ją zdobyć trzeba było zapłacić 2 mln zł. Takich pieniędzy nie miała ani parafia, ani Urząd Miasta Luboń. Tymczasem na cmentarzu coraz bardziej brakowało miejsca na pochówek. Bywało, iż sędziwi parafianie prosili mnie, żeby im zostawić kawałek ziemi na cmentarzu parafialnym, bo mieszkają w Luboniu od lat, a zapowiada się, iż pochowani będą na poznańskim Junikowie. Powiedziałem wtedy ówczesnemu panu burmistrzowi śp. Włodzimierzowi Kaczmarkowi, iż to władze miasta zobowiązane są do zapewnienia miejsca pochówku swoim obywatelom. Oczywiście, odpowiedział: Już od dawna myślimy o miejscu na cmentarz, ale nie jest to łatwe. Wówczas zaczęliśmy chować zmarłych m. in. na głównym ganku. Sprawa była nagląca. Pojechałem do ks. biskupa Zdzisława Fortuniaka przedstawiając mu ten niezwykle ważny, a zarazem bardzo trudny, problem do rozwiązania. Otóż, mówiłem, parafia posiada ok. 40 ha gruntów rolnych, którymi zawiaduje Archidiecezja Poznańska, ale pan M. nie chce takich hektarów na zamianę. On chciałby jakąś posiadłość, ziemię o podobnej wartości, jak ta przy cmentarzu. A trzeba tu dodać, iż owe grunty pana M. w planach przestrzennych miasta przeznaczone były na cmentarz, więc nic innego z tą ziemią zrobić nie mógł. Powstał więc impas. Co mam robić? – pytam księdza biskupa. Otrzymałem wtedy wspaniałą odpowiedź: Archidiecezja Poznańska ma inną ziemię, która mogłaby usatysfakcjonować pana M. Wiem, odpowiedziałem. Parafia Puszczykowo np. ma grunty budowlane w Wirach. No właśnie, mówi na to ks. biskup, jeżeli wy się dogadacie. Kto? – pytam. No proboszczowie. Ja i ks. Wojciech Pieprzyca? No tak – odpowiada ks. biskup. Więc proszę o błogosławieństwo i jadę czym prędzej do kolegi Wojciecha w Puszczykowie. Ks. Wojciech rozumiejąc niezwykle trudną sytuację w parafii, zgodził się bardzo życzliwie i natychmiast na zamianę gruntów. I trzeba to wyraźnie tutaj podkreślić, iż bez jego zgody nie mielibyśmy powiększonego cmentarza. Bądźmy mu więc za to wszyscy niezmiernie wdzięczni. niedługo spotkały się Rady Ekonomiczne z parafii św. Barbary w Luboniu i Matki Boskiej Wniebowziętej w Puszczykowie. Uradzono, postanowiono i wykonano co następuje: Parafia Puszczykowo przekazuje parafii Luboń 2 hektary ziemi budowlanej, a w zamian parafia św. Barbary 5 ha ziemi rolnej z odpowiednią dopłatą. Pan M. otrzyma 2 ha ziemi budowlanej, a parafia św. Barbary otrzyma od niego 2 ha ziemi przy cmentarzu. Podpisano umowy notarialne. Sprawa została załatwiona ku euforii nas wszystkich. I parafian św. Barbary i proboszcza piszącego te słowa i pana Roberta M. Kiedy ogłosiłem tę wiadomość w kościele, parafianie wybuchnęli oklaskami. „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom…”. W międzyczasie Urząd Miasta Luboń przygotował grunty i otworzył nowy cmentarz komunalny, jakże bardzo miastu potrzebny.

Korzystając z okazji pragnę serdecznie pozdrowić wszystkich mieszkańców Lubonia na czele z Władzami Miasta, a zwłaszcza wszystkich parafian św. Barbary, jak również użytkowników cmentarza parafialnego oraz firmę dbającą od lat o porządek na tym cmentarzu i wzorowo pełniącą usługi pogrzebowe.

Ks. Bernard Cegła

Ks. Bernard Cegła proboszcz parafii pw. św. Barbary odchodzi na zasłużoną emeryturę fot. Rafał Wojtyniak
Idź do oryginalnego materiału