Statystyka może być mylna, ale zarazem niepodważalna. Także ta w skali naszego podwórka.
Pani Janina skarży się, iż musi iść na jeszcze jeden nudny Opłatek polonijny. A przecież powinna się cieszyć, iż ma gdzie pójść. I co to znaczy, na jeszcze jeden opłatek?, tak jakby chodziła codziennie. Nie, to czwarty, nie licząc Christmas parties w grudniu w swoim kanadyjskim towarzystwie. No tak, my Polacy choćby w tym jesteśmy w rozkroku, między wschodem a zachodem, czyli w środku. Jak na zachodzie, a tym samym w Kanadzie, okres Bożego Narodzenia zaczyna się od 1-go grudnia, a kończy zaraz po Bożym Narodzeniu, w drugi dzień świąt, to u nas dopiero zaczynamy od uroczystej wieczerzy wigilijnej 24 grudnia przygotowującej nas na narodzenie o północy Dzieciątka Jezus. W Kanadzie już w drugi dzień świąt wyrzuca się choinki, i zaczyna istne szaleństwo zakupów po zaniżonych cenach, tego czego nie udało się sprzedać przed świętami. Dla nas takie wyrzucone w drugi dzień świąt choinki to przykry widok, bo my dopiero zaczęliśmy świętować 12 dni do Święta Trzech Króli, a potem do Matki Boskiej Gromnicznej 2-go lutego. Te 12 dni powoli zostało zastąpionych wcześniejszymi obchodami. Na przykład w Toronto uliczna parada Santa Claus ma miejsce w drugiej połowie listopada. A wszystko po to, aby znęcić klientów do zakupów długo przed świętami. Tak nas zmanipulowano, iż wielu (nie tylko dzieci) uważa, iż Boże Narodzenie jest głównie o prezentach. W naszej ludowej tradycji spotkania opłatkowe ze śpiewaniem kolęd można organizować do 2-go lutego. Po tym czasie dopiero rozbiera się choinki i pieczołowicie chowa ozdoby na przyszły rok. W takim moim pudle od choinki są ozdoby zbieranie jeszcze w zeszłym wieku. Te najstarsze były dmuchane w Polsce. To było zanim chińska robota nie wykończyła wszystkich zakładów pracy na świecie. A teraz ze zgrozą przeczytałam, iż premier Kanady Mark Carney podczas wizyty w Chinach (dalej komunistycznych) podpisał jakieś świetne umowy handlowe? To już nic innego tylko chińszczyzna będzie na rynku kanadyjskim. Bardzo się tego boję, bo tak się buduje imperia – rozszerzeniem strefy wpływów i zależności. Najpierw zalewem towarów, a dopiero potem jak już osiągnie się niewydolność gospodarczą kraju podległego, czas na zmiany społeczne i polityczne. Poczekajcie a zobaczycie, iż mówię prawdę.
Można by więc powiedzieć, iż pani Janina korzysta z życia tyle ile się da. Jest i tu, i tam. Tu pomoże, tam się do czegoś przyda. Tam pójdzie, tu coś zrobi, tu kogoś wesprze. Nie krytykuje (choć czasem ją język świerzbi, och jak świerzbi), nie narzeka, tylko chwali, i uczestniczy. Z taką osobą spotkać się, to sama euforia życia – jak krynica witalności i dobroci.
– To moje życie – mówi. – Daję i uczestniczę.
Z kolei pani Henia, skarży mi się, iż po to aby śpiewać kolędy musi iść do kościoła. No cóż pani Henia nigdzie nie należy. Nigdy nikogo nie wsparła – bo może ukradną? – i raczej rzadko o kimś dobrze mówi.
Co ma do tego statystyka? Ano ma. Bo takich pań i panów o profilu pani Heni to niestety większość w naszym polonijnym świecie. Ale jeszcze mają szansę i mogą to zmienić. Do Matki Boskiej Gromnicznej świętujemy światło narodzin Dzieciątka Jezus. Niechże i dla nich zaświeci?
Michalinka,
Toronto, 17 stycznia, 2026

















