Część 1
Rozmawiał Zielony Trener dla Wschodni24.pl
Potrafi docenić spacer z żoną, dobrze przespaną noc i to, iż bliscy są zdrowi. Z wdzięcznością mówi o rodzicach, a o Kasi opowiada z podziwem i czułością. W rozmowie z Zielonym Trenerem Marcin Janusz pokazuje swoje życie poza boiskiem, wraca do trudnego rozstania z reprezentacją i opowiada, co chciałby robić po zakończeniu kariery.
Kiedy pytam go o żonę, zaczyna opowiadać o jej determinacji, bieganiu i umiejętności odnajdywania się w nowych miejscach. O tym, iż jest dobrym człowiekiem i potrafi go rozśmieszyć. Przyznaje też, iż w sprawach porządku sam ma jeszcze trochę do nadrobienia.
Z tej rozmowy zapamiętuję przede wszystkim człowieka, któremu dobrze jest z bliskimi i który potrafi to powiedzieć. Ma świadomość, ile dostał od rodziców i jak wiele daje mu małżeństwo. Gdy mówię, iż sprawia wrażenie szczęśliwego, zakochanego faceta, bez wahania przyznaje mi rację.
Marcin, masz wolny dzień. Nie ma treningu, meczu ani spakowanej walizki. Jak wtedy wygląda twój dzień?
To z reguły głównie odpoczynek, może jakiś krótki spacer z żoną. Czas, w którym nie trenujemy, staram się jak najbardziej poświęcić regeneracji. Porządnie się wyspać, ewentualnie pozwolić sobie na lekką aktywność. choćby kiedy mamy wolne, wszystko jest podporządkowane temu, żeby później być jak najlepiej gotowym na treningu czy meczu.
To jest więc wolne od treningu. Wolnego od siatkówki w trakcie sezonu tak naprawdę nie ma. Przez te kilka miesięcy wszystko podporządkowujemy temu, żeby jak najlepiej występować.
Co mogłoby zaskoczyć kibiców, gdyby poznali cię tak, jak znają cię najbliżsi?
Ciężko powiedzieć. Ludzie często mówią, iż jestem miły, iż sprawiam wrażenie przyjemnego człowieka. Ale jak ktoś mnie bliżej pozna, to różnie bywa. Szczególnie w drużynie potrafię czasem wbić jakąś szpilkę. Może więc nie jestem aż tak grzeczny, jak mogłoby się wydawać.
Na boisku jesteś rozgrywającym i kierujesz grą. A w domu kto podejmuje decyzje?
Wspólnie. Jesteśmy z żoną Kasią, dzieci jeszcze nie mamy, więc o tyle te decyzje są trochę łatwiejsze. W sprawach organizacyjnych i planowania czasu pomiędzy siatkówką żona jest pewnie lepiej zorganizowana. Dba o to, żeby wszystko było tak, jak trzeba.
Ja żyję w dość szalonym trybie. Teraz, bez reprezentacji, jest trochę luźniej, ale nasze życie przez cały czas jest podporządkowane siatkówce. A w niej wszystko się zmienia. Czasami znamy swój plan tylko na kilka dni do przodu, więc trudno mówić o dłuższym planowaniu.
Myślę, iż fajnie się uzupełniamy i dobrze nam się żyje. Nie powiedziałbym, iż ktoś ma zawsze mocniejszą czy słabszą rolę. To zależy od sytuacji i konkretnej sprawy, z którą się mierzymy.
Zdążyłeś już oswoić Rzeszów?
Tak, dość szybko. Mieszkamy blisko centrum i blisko hali. Mamy to szczęście, iż tutaj można wszystko połączyć w jednym miejscu. Śmiałem się w poprzednim sezonie, iż praktycznie nie korzystałem z samochodu, bo wszystko, czego potrzebuję, mam pod nosem.
Centrum, okolice Wisłoka, wszystko jest fajnie zadbane i przyjemnie się tutaj żyje. Muszę powiedzieć, iż to jedno z moich ulubionych miast.
A Gdańsk? przez cały czas ma swoje miejsce w twoim sercu?
Oczywiście, tam też czuliśmy się świetnie. Każde miasto jest inne i ma coś wyjątkowego. Gdańsk był takim szczególnym miejscem, zwłaszcza poza sezonem, kiedy turystów było mniej. Morze, plaża, wyjątkowo spędzało się tam czas.
Mamy kilka miast, do których lubimy wracać i z którymi jesteśmy związani. Gdańsk, Rzeszów, nasz rodzinny Nowy Sącz. Oczywiście także Kędzierzyn-Koźle, przez sukcesy i całą historię, którą tam przeżyliśmy. To mniejsze miasto, ale też ma swój urok.
Co wyniosłeś z rodzinnego domu, co pomaga ci do dziś?
Przede wszystkim dyscyplinę i konsekwencję. Miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Wtedy wydawało mi się to oczywiste. Teraz, kiedy widzę, jak różnie mogło ono wyglądać u innych chłopaków, wiem, iż dostałem coś wyjątkowego. Coś, co bardzo mi pomogło.
Miałem wszystkie narzędzia, żeby się uczyć i grać w siatkówkę. Rodzice wozili mnie na treningi, pomagali w szkole, jeździli ze mną na mecze. Miałem ogromne wsparcie i jestem im za to wdzięczny.
Mogłem skupić się na tym, co lubię. Kiedy zacząłem świadomie myśleć o tym, co chciałbym robić w przyszłości, mogłem w stu procentach poświęcić się siatkówce.
Podobno choćby po treningu nie odkładałeś piłki?
Miałem taki okres, iż wracałem ze szkoły, szedłem na trening, wracałem z treningu, a potem jeszcze brałem piłkę i przez godzinę odbijałem. Sąsiedzi trochę się denerwowali. Moja sąsiadka była dyrektorką szkoły.
Dzisiaj sam się sobie dziwię, iż mogłem założyć słuchawki i przez godzinę odbijać piłkę o ścianę. Ale to była pasja. Często młodzi zawodnicy pytają mnie, co mogą zrobić, żeby poprawić umiejętności. Właśnie takie proste ćwiczenia dają bardzo dużo.
Nie ma w tym wielkiej filozofii, a po czasie można zrobić niesamowity postęp. Ja wtedy taki zrobiłem. Wiele się od tamtej pory zmieniło, ale ta podstawa przez cały czas jest ważna. Chodzi też o to, żeby dobrze czuć się z piłką. To przychodzi z powtórzeniami.
Co masz po mamie, a co po tacie?
Tata grał w siatkówkę. Od dziecka jeździłem z nim na amatorskie turnieje, oglądaliśmy też razem mecze. To na pewno pomogło mi zacząć. To po nim mam w sobie systematyczność.
Po obojgu rodzicach mam pracowitość. Widziałem, jak ciężko pracowali, żeby nam wszystkim żyło się dobrze, także mnie i mojej siostrze. Widziałem efekty i uczyłem się, iż ciężka praca, a czasami również poświęcenia, są potrzebne.
Po mamie mam ciekawość świata. Uwielbia podróżować, poznawać nowych ludzi i nie ma problemu z przełamywaniem barier. Rodzice są zupełnie różni, więc od każdego mogłem nauczyć się czegoś innego. Oboje kocham i jestem bardzo wdzięczny za to, co mi dali.
Pamiętam, jak jeden z kolegów przyjechał do nas na Boże Narodzenie. Czasu było niewiele, więc zaproponowaliśmy, żeby spędził święta z nami. Z mamą od razu znaleźli wspólny język. Aż przyjemnie było na nich patrzeć. Tym kolegą był Erik Shoji.
Gdybyśmy zapytali Kasię, z czym najtrudniej z tobą wytrzymać, co by odpowiedziała?
Pewnie powiedziałaby coś o utrzymywaniu porządku. Dość wcześnie wyjechałem z domu. Przez lata mieszkałem w pokojach hotelowych albo w internatach z chłopakami, czasami po trzech. O porządek nie zawsze dbało się tak, jak trzeba.
Dopiero później zacząłem się uczyć, jak samemu to wszystko ogarniać. Czasem mi się jeszcze o tym porządku zapomina, a Kasia bardzo na niego zwraca uwagę.
Ale tak naprawdę trzeba byłoby zapytać ją. Świetnie nam się ze sobą żyje.
Opisz ją w trzech słowach.
Na pewno zdeterminowana. jeżeli coś sobie założy albo zaplanuje, dąży do celu. Teraz widzę to po tym, jak poświęciła się bieganiu. Właśnie wraca z maratonu w Chicago, gdzie poprawiła swój rekord życiowy.
Czasami śmieje się, iż prowadzi bardziej profesjonalny tryb życia ode mnie. Treningi, fizjoterapeuci, wszystko podporządkowała temu, czemu postanowiła się teraz poświęcić.
Dobra. Naprawdę dobry człowiek. To brzmi prosto, ale wcale nie jest oczywiste. Bardzo dobrze dogaduje się z ludźmi. Przez moje zmiany klubów często zmieniamy miejsce zamieszkania i ona za każdym razem poznaje nowe osoby. Fajnie, iż potrafi się w tym odnaleźć.
I zabawna. Rozśmiesza mnie. Mógłbym tak jeszcze długo opowiadać.
Przejdźmy do trudniejszego tematu. Z reprezentacji odszedłeś ze względów zdrowotnych. Co czujesz, kiedy oglądasz teraz jej mecze?
Teraz czuję się już po prostu jak kibic. Kibicuję, trzymam kciuki. Oczywiście jestem też przywiązany do chłopaków, przecież niedawno graliśmy razem.
W pierwszym roku było inaczej. Już mniej więcej wiedziałem, jak to się skończy, ale oficjalnie stanęło jeszcze na przerwie. Czułem się wtedy dziwnie. Teraz reprezentację świetnie mi się ogląda. Fajnie to wygląda i oby udało się jak najdłużej utrzymać tę zwycięską drużynę.
Decyzja o zakończeniu gry w kadrze była ciężka?
Była ciężka, długo o niej myślałem. Ale szczerze mówiąc, wiedziałem, iż ją podejmę. Kiedy pojawiły się problemy zdrowotne, miałem bardzo trudny miesiąc, jeszcze w Kędzierzynie. Na boisku może nie było tego widać, bo grałem normalnie, ale czekałem na diagnozę. Możliwe były różne scenariusze.
Okazało się, iż jest poważnie. Gdybym zaniedbał to jeszcze przez kilka miesięcy, mogłoby być bardzo poważnie, do tego stopnia, iż nie grałbym w siatkówkę. Na szczęście skończyło się na tym, iż mogę grać, tylko musiałem trochę przystopować z obciążeniami.
Dużo mówi się o mentalności zwycięzców w reprezentacji. Jak duża jest w tym rola Nikoli Grbicia?
Ogromna. Pamiętam mistrzostwa świata w Polsce i sytuację, w której pojawiały się głosy, iż po przegraniu jednego meczu droga do finału mogłaby być łatwiejsza. W mediach było sporo pytań, dzwonili znajomi, zastanawiali się, co będzie.
Nikola bardzo gwałtownie to uciął. Wychodzimy i gramy o zwycięstwo. A wtedy wcale nie byliśmy oczywistym faworytem. Mieliśmy Stany Zjednoczone w ćwierćfinale, Brazylię w półfinale. Mimo tego już wtedy zaszczepiał w nas takie podejście.
To są lata pracy. W pierwszym sezonie nie wszystko było jeszcze tak dobrze widoczne, bo czasu w trening było niewiele. W kolejnym roku, kiedy graliśmy mistrzostwa Europy, Ligę Narodów i kwalifikacje olimpijskie, zaczynaliśmy już wyraźnie rozumieć, o co mu chodzi.
Co szczególnie cenisz w nim jako człowieku i trenerze?
Mogę mówić o nim w samych pozytywach. Zna się na rzeczy i potrafi przekazać to, czego chce. Bywa ostry, potrafi się zdenerwować, ale wie, czego wymagać. Myślę też, iż jest dobrym psychologiem.
Trzeba sobie radzić z mediami, oczekiwaniami i samymi zawodnikami. To grupa gwiazd i różnych charakterów. Ktoś będzie niezadowolony, ktoś nie dostanie powołania. A jemu udaje się tę grupę utrzymać i wszyscy mają do niego ogromny szacunek.
Pierwszy rok zwykle jest łatwiejszy, to taki miesiąc miodowy. Utrzymać to przez lata jest dużo trudniej. Niewielu trenerów na świecie by potrafiło. Do kolejnego sezonu kadrowego możemy podchodzić ze spokojem, przynajmniej jeżeli chodzi o tę pozycję. Mam nadzieję, iż nie będziemy kiedyś za tym tęsknić, gdy Nikola przestanie pracować z kadrą.
Z czego jesteś dumny, choć nie dostałeś za to medalu?
To też będzie trochę związane z siatkówką. Jestem zadowolony z tego, iż niezależnie od drużyny, do której trafiam, potrafię dogadywać się z różnymi zawodnikami.
Teraz jesteś też kapitanem Asseco Resovii Rzeszów . Dobrze czujesz się w tej roli?
Mamy bardzo doświadczony zespół i tych liderów jest kilku. Staram się wyczuć, kiedy jestem potrzebny, żeby podjąć decyzję, a kiedy zespół sam dobrze funkcjonuje.
Samo to, iż zostałem kapitanem, dużo dla mnie znaczy. To jest jednak proces. Zaczynam drugi rok w tej roli, a po pierwszym mam mnóstwo przemyśleń. Wiele rzeczy pewnie zrobiłbym inaczej.
Wcześniej chyba bym tego nie powiedział, ale czuję się w tej roli dobrze. To dodatkowe obowiązki i odpowiedzialność, ale też dużo satysfakcji, jeżeli uda się coś fajnego stworzyć.
Czym Kasia ujęła cię na początku znajomości?
To było bardzo dawno temu. Chodziliśmy razem do gimnazjum i już wtedy się znaliśmy. Kiedy jest się jeszcze adekwatnie dzieckiem, patrzy się na wszystko trochę inaczej.
A małżeństwo zmieniło twoje podejście do życia?
Oczywiście. Oboje bardzo się zmieniliśmy. Cieszę się przede wszystkim z tego, iż zmieniamy się razem i dopasowujemy do siebie. Zależy nam na tym, żeby dobrze nam się wspólnie żyło. Jesteśmy bardzo rodzinni i to jest dla nas priorytet.
Gdybyśmy dzisiaj spotkali siebie sprzed dziesięciu lat albo z czasu, kiedy się poznawaliśmy, zobaczylibyśmy zupełnie inne osoby. Mniej odważne, mniej pewne siebie. Wiele się zmieniło, ale na dobre. I dla mnie najważniejsze jest to, iż razem.
Wiem, iż za dziesięć lat też będę inny niż dzisiaj. Kasia pewnie również. Doświadczenia nas zmieniają. Ja bardzo pozytywnie do tego podchodzę. Mam nadzieję, iż dalej będziemy przez to wszystko przechodzić wspólnie.
Kasia przeżywa twoje mecze tak samo mocno jak ty?
Co najmniej tak samo, a czasami choćby mocniej, bo patrzy z boku i się stresuje. To są nasze wspólne wyzwania, mimo iż na boisku gram ja.
A po meczu dostajesz od niej wskazówki? Czy raczej dzwoni z nimi tata?
Bardziej tata. Dużo ogląda siatkówki, zna się na niej. Mama też sporo wie i czasami o różne rzeczy pyta. jeżeli pojawiają się wskazówki, to raczej od taty, bo patrzy bardziej technicznie. Mama przeżywa to emocjonalnie, a Kasia jest przede wszystkim kibicem.
Kibice pamiętają z Paryża medal. A co ty zapamiętałeś prywatnie?
Całą otoczkę igrzysk. Nie spodziewałem się, iż to będzie aż tak wielkie wydarzenie i tak ogromne przeżycie.
Pamiętam, jak Bartek Kurek pytał mnie przed wyjazdem, czy zdaję sobie sprawę z tego, jak wyglądają igrzyska. Mnie się wtedy wydawało, iż to będzie kolejny turniej. Grałem już na mistrzostwach Europy, mistrzostwach świata, dwa razy w finale Ligi Mistrzów. Myślałem: wyjdziemy i będziemy grać.
Bartek uprzedzał, iż to coś większego i wszystko, co dzieje się dookoła, może czasami przytłoczyć. Rzeczywiście tak było. Dużo działo się w wiosce olimpijskiej i poza nią, dochodziły informacje z mediów, zainteresowanie było ogromne.
Traktuję te igrzyska wyjątkowo. Trochę z nich pamiętam, trochę nie, bo miałem też okres, kiedy mocno męczyłem się zdrowotnie. To były ogromne emocje i nerwy, szczególnie przy meczu z Amerykanami. Ale świetnie było coś takiego przeżyć.
Słuchając cię, mam wrażenie, iż rozmawiam ze szczęśliwym, zakochanym człowiekiem, który dobrze czuje się w swoim życiu.
Tak, oczywiście. Staram się doceniać to, co mogę robić i jak moje życie wygląda. To, iż moja rodzina jest zdrowa, iż mam żonę, z którą świetnie się dogadujemy. Gram w siatkówkę, to jest moja praca i z tego żyję. Mogłem też grać w reprezentacji.
Gdybym poszukał, pewnie znalazłbym coś, na co mógłbym ponarzekać. Ale kiedy takie myśli przychodzą, staram się pamiętać, żeby być wdzięcznym za to, co jest.
Zdaję sobie sprawę, iż nie zawsze wszystko będzie wyglądało tak samo. Dlatego tym bardziej chcę korzystać z tego, co mam, i cieszyć się tym, co jest teraz.
Na koniec spróbujmy spojrzeć dziesięć lat do przodu. Widzisz siebie przez cały czas w siatkówce?
Jeśli już, to wydaje mi się, iż w pracy z młodymi. Po zakończeniu mojej przygody z siatkówką planujemy wrócić do Nowego Sącza. Jest tam rozbudowana baza siatkówki młodzieżowej. jeżeli będę mógł w jakimś stopniu pomóc, będę chciał.
Ale nie nastawiam się na sto procent, iż to musi być siatkówka i iż będzie wypełniała całe moje życie. Może wymyślę coś innego, może będę zajmował się siatkówką dodatkowo. Gdyby pan zapytał, co dokładnie będę robił, odpowiedziałbym, iż jeszcze nie wiem.
Co najbardziej przyciąga cię do pracy z młodymi?
Naprawdę lubię pracować z dziećmi i przebywać z młodymi sportowcami. W pierwszym roku, kiedy przestałem grać w reprezentacji, odwiedzałem szkoły. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, jak świetnie spędzam ten czas.
To są interesujące świata, ambitne dzieciaki. Czasami słyszy się tyle narzekania na dzieci, a ja miałem zupełnie inne wrażenie.
Kiedy będę miał więcej wolnego po siatkówce, pewnie zechcę coś w tym kierunku zrobić. Tylko nie mówię, iż wyłącznie to.
Dziękuję za rozmowę, Marcin. Do zobaczenia przy kolejnym spotkaniu.


















