Maja Chwalińska dołącza do światowej czołówki najlepszych tenisistek

bialyorzel24.com 2 godzin temu

Maja Chwalińska to największa tenisowa rewelacja 2026 roku. Triumfem w turnieju w Wuhan udowodniła, iż finał we French Open nie był jednorazowym wyskokiem. Finezyjny styl gry i promienny uśmiech Polki zna już cały sportowy świat.

Maja Chwalińska pokazała w chińskim Wuhan, iż nie jest gwiazdą jednego turnieju. Fot. Maja Chwalińska/facebook

– Czy ty wiesz, kim ja jestem? – pytał ją w paryskim studiu TNT Sports John McEnroe. – Żartujesz sobie. W dzieciństwie oglądałam sporo tenisa, w sensie: vintage tenisa. Zdecydowanie wiem, kim jesteś – odparowała Maja Chwalińska. Legendarny tenisista był oczarowany. Polka nad Sekwaną skradła serca zarówno kibiców, jak i tenisowych ekspertów. Do turnieju głównego awansowała z kwalifikacji (114. miejsce w rankingu przed turniejem), by dotrzeć aż do wielkiego finału. Tego na paryskiej mączce nigdy wcześniej nie widziano.

Raz się nie liczy

Po sukcesie w stolicy Francji ochom i achom nie było końca. Nie dziwota, bo niewysoka, leworęczna Polka (164 cm), pokazała, iż nie trzeba mieć „młotka” w dłoni, aby dawać radę na korcie. Jej urozmaicony, finezyjny styl, oparty na nienagannej technice, był powiewem świeżego powietrza w świecie, w którym dominuje fizyczna siła, granie wedle zasady „ile fabryka dała”.

Gdy wybrzmiały aplauz i euforia, nastąpiło przewidywanie przyszłości Polki. „Einmal ist keinmal” – mawiają Niemcy, co można przetłumaczyć: raz to jakby wcale, jeden raz się nie liczy.

Pech na trawie

Znawcy tematu oceniali, iż styl Polki może się sprawdzić także na londyńskiej trawie, ale na twardych, betonowych kortach będzie już o to zdecydowanie trudniej. Życie napisało swój scenariusz. Chwalińska miała meczbola w I rundzie Wimbledonu, ale złapała kontuzję, jej gra się posypała jak domek z kart i przegrała wygrany mecz.

Nastąpiła długa pauza, a po powrocie na kort szału nie było. Polka szukała formy. Odnalazła ją na Dalekim Wschodzie. Już na turnieju w Singapurze pokazała pazurki, a apogeum przyszło w Chinach, gdzie w drodze do finału pokonała m.in. Igę Świątek.

Koniec proszenia

Triumf za Wielkim Murem przyniósł profit w postaci czeku na sumę ponad 665,000 dolarów. To blisko 2 mln złotych, ale milionerką Chwalińska została już po występie w Paryżu (1.6 mln dolarów), gdzie w każdym meczu występowała jeszcze w innym stroju. Pytana o to przez dziennikarzy, wyjaśniała, iż nie ma sponsora. To już od dawna nieaktualne, a apanaży z reklam będzie coraz więcej, bo sportsmenka z Dąbrowy Górniczej jest marzeniem speców od marketingu – ma wdzięk, urodę, otwartą osobowość.

Chwalińska ma też swoją historię, która obejmuje m.in. zwycięską walkę z depresją, operacje po kontuzjach i zmagania z finansowymi ograniczeniami. Po sukcesie w stolicy Francji Piotr Szczypka, menedżer Mai, poruszająco komentował tę ostatnią kwestię. – Nie mam słów. Tyle razy byłem na skraju załamania nerwowego, żeby to wyszło… Po prostu chciałem rundę, dwie, żeby żyć normalnie… Żeby nie chodzić, nie prosić o przetrwanie – stwierdził Szczypka, który pracuje z Mają od czasu, gdy ta skończyła 10 lat. – Była malutka, ale skoncentrowana. Świetnie poruszała się po korcie, była jak kot. To nietypowe dla dziecka w tym wieku. Nigdy nie widziałem kogoś tak zmotywowanego. Była inna niż wszyscy – wspominał.

I w sporcie, i w życiu

Najwięksi fani Mai to Marcela i Tomasz Chwalińscy, rodzice tenisistki. Mama pracuje jako recepcjonistka w Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej. Ojciec jest emerytowanym elektrykiem kopalnianym. Inni „ojcowie” zawodniczki klubu BTK Advantage Bielsko-Biała to Paweł Kałuża, pierwszy trener, oraz Jaroslav Machowsky, obecny coach. W rozmowie z Wirtualną Polską Czech trochę się dziwił, iż polscy dziennikarze są tak bardzo zaskoczeni tym, iż często niższa o głowę od swych rywalek Polka potrafiła wedrzeć się na tenisowe salony.

– W każdej kategorii wiekowej była w czołówce. W dorosłym tenisie warunki fizyczne odgrywają większą rolę, ale niedostatki da się wyeliminować innymi atutami. Wszyscy zawsze patrzą na to, czego ktoś nie potrafi. Tymczasem każdy człowiek ma mocne i słabe strony. Chodzi o to, aby się rozwijać. Potem przychodzi wynik. Tak jest zarówno w sporcie, jak i w życiu w ogóle – podkreślał trener z kraju, który taśmowo produkuje gwiazdy kobiecego tenisa. – Maja jest niezwykle pracowita i dokładna. Jednak jej najmocniejszą stroną jest to, jak reaguje, kiedy nie wszystko idzie po jej myśli. Ma w sobie spokój i wiarę w siebie – dodał Czech.

Top 10 tuż, tuż

Polka, która 11 października skończyła 25 lat, jest już u wrót Top 10 rankingu WTA – wspięła się na 11. miejsce zestawienia. Nikt się nie zdziwi, gdy w 2027 awansuje do dziesiątki. – Pozycja liderki? Czemu nie, trzeba mieć marzenia. Oby tylko Maja była zdrowa – uśmiecha się Machowsky.

Tomasz Ryzner

Idź do oryginalnego materiału