Maj zobowiązuje

bejsment.com 2 godzin temu

Niech się święci maj – 3 maja, Witaj majowa jutrzenko i Bóg, Honor, Ojczyzna – tymi hasłami witaliśmy jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku, z dumą pokazując w mediach społecznościowych biało-czerwone flagi.

W hasłach jesteśmy mocni. Lubimy duże słowa. Często podnoszą nas na duchu i napawają dumą, jednak nierzadko na wielkich słowach się kończy.
W Kanadzie maj to wyjątkowy miesiąc dla wszystkich Polaków tu mieszkających, bo to miesiąc polskiego dziedzictwa.
Dwa lata temu parlament Kanady uznał maj za Polish Heritage Month, a ustawa miała pełne, ponadpartyjne poparcie.

Pamiętam swoje wzruszenie w tamtej chwili. Pomyślałam wtedy, iż pomimo ogólnej narracji, iż jako Polonia się kończymy, iż jest nas mało, a jako społeczność jesteśmy już prawie niewidoczni, to jednak dzięki specjalnej ustawie wyróżniono nas w sposób wyjątkowy.
Co prawda podobnie maj celebrowany był już wcześniej w Ontario, podpisano choćby ustawę w parlamencie prowincyjnym, jednak w momencie gdy sprawa stała się ogólnokrajowa, zaczęliśmy głośniej mówić o miesiącu polskiego dziedzictwa.
Oczywiście Polakom niepotrzebne są żadne ustawy, by pamiętać o ważnych rocznicach. Od lat mają miejsce uroczyste obchody związane m.in. z rocznicą podpisania Konstytucji 3 Maja. W polonijnych środowiskach w Kanadzie obchodzono ją od dziesięcioleci jako symbol polskiej wolności i tożsamości narodowej. To właśnie ten dzień stał się później podstawą do ustanowienia całego miesiąca maja jako Miesiąca Polskiego Dziedzictwa.
Za nami wszystkie ważne obchody i uroczystości i choć pozostało jeszcze prawie pół miesiąca, powoli zapominamy, iż to nasz miesiąc w Kanadzie.
Pamiętam, kiedy przyjechałam do Kanady, trochę śmieszyły mnie te wszystkie wielkie patriotyczne święta, okraszone ludowymi strojami, z wielką liczbą harcerzy i przeróżnych organizacji polonijnych, od Kongresu przez związki i federacje. A wszystko podkręcone zapachem bigosu i pierogów dobiegającym z kościelnych kuchni.

Takie sztywne obchody wydawały mi się archaiczne i przestarzałe. Jakby ktoś wyciął kadry z lat siedemdziesiątych i wsadził je w XXI wiek. Nie znałam takich obrazków z Polski. Co prawda gdy wyjeżdżałam z kraju, właśnie zmieniał się system i powoli wracano do obchodów rocznicy podpisania Konstytucji, jednak tego typu przejawy patriotyzmu były mi mało znane.

Minęło parę lat, w międzyczasie w Polsce obchody konstytucyjne przybrały dostojną formę, w 2004 roku ustanowiono Dzień Flagi, a Polacy zyskali długi majowy weekend. Z biegiem czasu początek maja przybrał w Polsce formę zabawy i grillowania.
My jednak nie możemy sobie pozwolić na tak luźne podejście do tematu. Ciąży na nas obowiązek, jeden z najważniejszych – obowiązek tożsamościowy. Na grille i rozrywkę będzie jeszcze czas, tymczasem maj powinien być dla nas, dla Polonii w Kanadzie, miesiącem szczególnej mobilizacji. Dano nam wielki przywilej w postaci Polish Heritage Month i wydaje mi się, iż nie bardzo potrafimy udźwignąć ten ciężar obowiązku.
Do Niagary na podświetlenie wodospadu z okazji Dnia Flagi jedzie niewielu, bo za daleko, za późno, za zimno. Na paradzie organizowanej przez Kongres zamiast coraz więcej ludzi idzie ich coraz mniej, bo to nie w tę niedzielę, bo w Toronto i w ogóle co to za atrakcja.
Na podnoszeniu polskiej flagi w różnych zakątkach Kanady też garstki Polaków.

Dumni z pochodzenia, ale leniwi. W czasach kiedy nasza suwerenność wydaje się niczym niezagrożona, zaczyna nam ten wielki patriotyzm flaczeć. Jeszcze nie obojętnieć, ale już nie jest to balon wypełniony po brzegi chęcią działania.
Od lat przyglądam się, jak niknie język polski wśród Polaków urodzonych w Kanadzie. Nie wymagamy już od siebie, żeby uczyć dzieci rodzinnego języka. Jeszcze zjemy pierogi w polskiej restauracji i od czasu do czasu zahaczymy o polską mszę, ale język zaczyna się zacierać, mieszać z angielskim. A to przecież m.in. język określa naszą tożsamość. Dzięki temu językowi przetrwaliśmy jako naród w czasie zaborów i to on pozwala nam opowiadać o pięknie świata jak żaden inny. A jednak odpuszczamy sobie tę pielęgnację. I choć ciągle mamy wiele grup tanecznych i szczepów harcerskich, to język polski rozbrzmiewa wśród tych grup już tylko ze sceny. Dzieci i młodzież mówią po angielsku, a ich instruktorzy też raczej wolą szybką, angielską komunikację.
Język polski cichnie wśród nas.

Może dobrze w takim maju przypominać o ważności i istocie języka ojczystego. Jestem Polakiem/Polką i chcę mówić po polsku – z takim hasłem idę w ten maj.
Za nami uroczyste obchody świąt majowych. Smutne to były uroczystości, choć piękne i podniosłe.
Najpierw mieliśmy podświetlenie wodospadu na biało-czerwono z garstką uczestników. Kilka godzin wcześniej Konsulat RP zorganizował koncert organowy, na który przybyło niewielu melomanów i można się czepiać, iż koncert odbywał się na końcu świata, jednak żeby takie spotkanie muzyczne mogło się odbyć, potrzebne były odpowiednie organy.

Po Dniu Flagi przyszedł czas na obchody Konstytucji 3 Maja, które zawsze gromadzą wielu Polaków. Tym razem przybyli zarówno lokalni politycy, jak i goście z Polski. My jak na każdej prawdziwej, polskiej imprezie podzieliliśmy się na dwa obozy polityczne, wykrzykując swoje niezadowolenie. I oczywiście każdy ma prawo do protestów i wyrażania swojego zdania, ale może przenieśmy te okrzyki i transparenty pod konsulat i ambasadę i tam wyrażajmy swoją niechęć do władzy.
Uroczystości takie jak ta majowa powinny być naszym wspólnym pięknym świętem, a nie przepychanką na hasła.

Patrzyłam na piękną młodzież, dumnie powiewającą polską flagą i zastanawiałam się, czy ci młodzi też będą mieli ochotę urządzać sobie podobne wojenki za kilka lat.
Na paradzie, która od pięciu lat organizowana jest przez KPK, tłumów nie było, raczej zbiórka organizacji i grup polonijnych przybyłych z obowiązku, a przecież właśnie wtedy powinno nas być pełno w Toronto.
Wpiszmy sobie paradę jak Boże Ciało w kalendarz. Nauczmy się, iż to nasz społeczny obowiązek. Dano nam szansę i przywilej zamanifestowania naszego pochodzenia i kiepsko nam idzie z wykorzystaniem tej szansy.
Mówimy, iż młodzież nie garnie się do polonijnego życia, ale to my musimy dać im przykład, iż warto, iż nasze dziedzictwo narodowe, które każdy z nas przywiózł tutaj w sercu, jest naszą wspólną sprawą, nie sprawą Kongresu, Związku Narodowego Polskiego czy zespołu Lechowia.
Jeżeli my zaczniemy odpuszczać i uznawać takie obchody za nieistotne, jako społeczność przestaniemy istnieć.

Dzieci najlepiej uczy się przykładem. o ile słyszą w domu negatywną narrację i brak działania, nigdzie nie pójdą, powielać będą rodzinne schematy.
Może w maju ogłosimy narodowe zawieszenie broni, na chwilę stańmy po jednej – polskiej racji stanu. Bądźmy dumni, iż możemy głośno mówić, iż jesteśmy Polakami w Kanadzie. Nikt nas nie ściga za orzełka przyklejonego na samochodzie, a gdybyśmy w maju przyczepili do naszych aut biało-czerwone flagi, spotkalibyśmy się jedynie ze słowem poparcia i lekkiej zazdrości.
Potrafimy być dumni np. wtedy, gdy reprezentacja Polski piłki nożnej gra mecz lub Iga Świątek wygrywa kolejnego seta. Poszukajmy tej dumy w sobie raz jeszcze i z euforią nieśmy ją w ten piękny maj.
Agata Kusznirewicz

Idź do oryginalnego materiału