Łukasz Jastrzembski: Dbajmy wspólnie o pamiątki przeszłości zamiast się o nie kłócić

1 godzina temu

Krzysztof Ogiolda: – Przed nami planowany na 16 września II Kongres Śląskich Samorządowców. Jego formuła może być dla niektórych zaskoczeniem. Bo to nie będzie coś w rodzaju partyjnego zjazdu. Raczej jednodniowa sesja naukowa o ochronie wielokulturowego dziedzictwa. Skąd ten pomysł?

Łukasz Jastrzembski: – Rok pracy Śląskich Samorządowców podsumowaliśmy na poprzednim, czyli pierwszym kongresie. Tamten kongres był kierowany do wewnątrz. W swoim gronie mówiliśmy o tym, co się nam udało zrealizować i za pośrednictwem mediów przekazaliśmy to opinii publicznej. Teraz postanowiliśmy zmienić formułę i w ramach kongresu zrobić coś, co będzie adresowane na zewnątrz. Zająć się tematem, który – w naszej opinii – nie był dotąd w regionie podejmowany publicznie.

Pomysł pojawił się kilka miesięcy temu. Po wielogodzinnej analizie i dyskusji postanowiliśmy, iż tematem będzie właśnie ochrona wielokulturowego dziedzictwa w regionie. A formułę kongresu chcemy w przyszłości kontynuować. Zależy nam, by każdorazowo był on okazją do spokojnej wyważonej dyskusji na różne tematy.

– Nie boi się pan, iż bierzecie się za coś naprawdę trudnego? Jest wiele takich wydarzeń w dziejach Śląska, które zawsze będą budziły odmienne oceny i sprzeczne refleksje, bo zderzają zupełnie różne pamięci. Przykładem mogą być plebiscyt i powstania śląskie. Dla strony polskiej polityczny sukces i akt sprawiedliwości. Dla strony niemieckiej antypaństwowa rebelia i akt rozbicia Śląska. Jak to pogodzić?

– Chcemy przełamać takie myślenie, w którym jedna strona musi mieć rację i wygrać w tym sporze. Nie musimy podzielać wszystkich historycznych ocen i interpretacji. Ani za wszelką cenę przekonywać tych drugich do swoich ocen i racji. To jest najbardziej niszczące myślenie. Nie musimy – jak w filmie „Dzień świra” – stać z uporem na stanowisku, iż „moja racja jest mojsza niż twojsza”.

Takie założenie jest od początku błędne. Spróbujmy – pozostając przy swoich racjach i ocenach historycznych wydarzeń – skupić się nam tym, co po owych wydarzeniach zostało. Na materialnych i niematerialnych pamiątkach przeszłości. Są budynki, obiekty, pomniki. Chodzi o to, by się przy nich i wokół nich spotykać i – przy wszystkich różnicach – zwyczajnie zaakceptować, iż one są, a nie kłócić się o to, czy ten albo tamten obiekt jest z moją prawdą historyczną do końca zgodny.

Zgodnie z obietnicą wicepremiera Władysława Kosiniaka Kamysza, Pomnik Czynu Powstańczego powinien zostać wyremontowany do połowy przyszłego roku. Fot. Daniel Wieczorek / Foto Pixel

– Chyba wiem, o czym pan myśli. Na terenie pańskiej gminy są takie miejsca. Myślę o Pomniku Czynu Powstańczego na Górze św. Anny, postawionym w miejscu dawnego niemieckiego upamiętnienia, czy o amfiteatrze, którego historia sięga czasów nazistowskich, a w okresie PRL-u był wielokrotnie areną wydarzeń politycznych i kulturalnych. Co może pan powiedzieć o związanych z tymi obiektami planach na przyszłość?

– Zgodnie z ostatnią deklaracją wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, do połowy przyszłego roku mają zostać wyremontowane Pomnik Czynu Powstańczego, teren przed pomnikiem oraz dojścia do amfiteatru i – najbardziej zniszczona – iglica.

– A czego Śląscy Samorządowcy i pan osobiście oczekujecie?

– Mieliśmy już klika lat temu razem ze starostą strzeleckim przygotowana dokumentację remontu całości – i pomnika, i amfiteatru. Było pozwolenie na budowę. Było pozyskane dofinansowanie. Niestety, poprzetargowe koszty remontu były znacznie wyższe od wynikających z dokumentacji. I do tych wyższych kosztów właściciel, czyli Skarb Państwa, nie chciał się dołożyć. Temat został zaniechany.

To, co dziś czuję w tym kontekście, to jest trochę śmiech przez łzy. Jest mi jednocześnie szkoda, iż inwestycja nie będzie realizowana tak, jak chcieliśmy to robić przed ośmioma laty ze starostwem strzeleckim. Ale i cieszę się, iż pierwszy etap remontu będzie realizowany. Łącznie z dojściem od pomnika do amfiteatru, bo te ścieżki i schody są niewygodne, a i niebezpieczne. Po ich naprawieniu dostępność amfiteatru będzie lepsza.

– Ale na koncerty w annogórskim amfiteatrze się nie zanosi…

– Próba akceptacji jakiegoś historycznego obiektu, to, iż patrzymy na niego jako na część historycznego dziedzictwa, nie musi od razu oznaczać, iż akceptujemy te idee, które mu kiedyś przyświecały. Przestrzeń przed pomnikiem jest terenem, gdzie realizowane są wydarzenia patriotyczne. One są tam organizowane i się dzieją. I kropka.

Czym innym jest amfiteatr. Trzeba się poważnie zastanowić, czy jego kulturowe i rozrywkowe wykorzystanie jest sensowne. Czy nakład finansowy niezbędny, by amfiteatr w tej formie uruchomić, jest możliwy i będzie adekwatny do tego, co się tam ewentualnie będzie działo.

Alternatywą może być pozostawienie amfiteatru w takiej postaci, w jakiej się teraz znajduje. Zabezpieczenie go przed dalszą dewastacją. A także rzetelna informacja o jego całej historii. Od a do zet – w całym jej skomplikowaniu – przedstawiona w postaci tablic informacyjnych lub plenerowej wystawy.

– Wracamy do kongresu. Państwo zaprosiliście do udziału szereg ekspertów z różnych miejsc i środowisk. Być może największe zaciekawienie, a dla niektórych kontrowersje wywoła zaproszenie przedstawicieli Muzeum Ziemi Górnośląskiej z niemieckiego Ratingen…

– Chcąc nadać kongresowi wyższą rangę, szukaliśmy także zagranicznego partnera. Historia tej ziemi jest w ciągu stuleci historią polsko-niemiecką. Toteż zależało nam, żeby to był partner z Niemiec. Muzeum w Ratingen wydawało się nam naturalnym partnerem. Ono zajmuje się Śląskiem jako miejscem historycznego styku między obydwoma krajami. Zależało nam, by eksperci, którzy w kongresie wezmą udział, byli – jak wspomniałem – z różnych krajów, ale też z różnych branż. Zależy nam bowiem na możliwie merytorycznej dyskusji wokół kwestii trudnego historycznego dziedzictwa.

W okresie PRL-u zbudowany w czasach nazistowskich amfiteatr tętnił życiem. Uczestnicy kongresu będą się m.in zastanawiać nad jego przyszłością. Fot. Adam Śmietański. Mat. MŚO

Ale jednocześnie, by w tej dyskusji było możliwie mało polityki. Wręcz chcielibyśmy ją wykluczyć. Nie chcemy rozmawiać, wychodząc od gotowych tez, które są do udowodnienia. Dokładnie odwrotnie, liczymy na to, iż ze spokojnej, merytorycznej dyskusji ekspertów zrodzą się nowe nieideologiczne, ale praktyczne tezy.

Chcemy uczciwie szukać odpowiedzi na pytanie, jak skutecznie chronić niełatwe, ale wspólne historyczne i kulturowe dziedzictwo na Śląsku. Dlatego ekspertami będą historycy, muzealnicy, architekci, ludzie kultury. Liczymy, iż ich spotkanie pozwoli wyznaczyć nowe, interesujące kierunki dla instytucji, które się kulturowym dziedzictwem w regionie zajmują i tymi przestrzeniami historycznymi zarządzają.

– Jaką rolę w kształtowaniu wizji historii i pamięci mają do odegrania samorządy lokalne?

– Ich rola w chronieniu tego dziedzictwa jest bardzo duża. Przede wszystkim samorządy lub jednostki samorządowe są właścicielami terenów, budynków, obiektów i przestrzeni. Zarządzają nimi. Przez lata – nie tylko w okresie PRL-u – samorząd dostawał wytyczne, jak ma tym dziedzictwem zarządzać i jak je chronić. Sam od siebie miał w tym zakresie mało do powiedzenia.

– Szczególnie wtedy, gdy pieniądze na ten cel przychodziły z zewnątrz…

– Kto daje kasę, ten wymaga, a czasem i narzuca kierunek. Samorządy są w takim systemie wykonawcami zaleceń centralnych. Dzisiaj chcemy zbudować wyższą świadomość samorządowców, jak mogliby tymi obiektami zarządzać. Rolą samorządu jest budowanie przestrzeni do dyskusji, nie narzucanie jednej adekwatnej interpretacji przeszłości. Tę nieskrępowaną przestrzeń do dyskusji chcemy stworzyć podczas kongresu. Zadaniem samorządu nie jest rozdawanie racji historycznych. To raczej domena badaczy, historyków. Samorządy powinny zatroszczyć się raczej o to, by zrobić dobrą tablicę informacyjną, dobrą, obiektywną wystawę. Wszystko po to, by przekaz dla kolejnych pokoleń był możliwie szeroki, a nie wycinkowy.

– W naszych gminach mieszkają dziś Ślązacy z dziada pradziada, potomkowie przybyszów z Polski centralnej i Kresowian.

– Tak jest i nie ma się co o to obrażać. Od trudnej historii wojennej minęło grube kilkadziesiąt lat. Dosyć, żeby powojenne problemy przetrawić. Żyjemy wspólnie i razem w gminach, w powiatach i w regionie. O skomplikowanej przeszłości wiemy i powinniśmy pamiętać, ale opowiadać o niej da się w sposób jasny i czytelny. Jest to tym ważniejsze, iż młode pokolenia są wojenną przeszłością coraz mniej zainteresowane.

– Podziałem na „hanysów” i „chadziajów” też.

– Myślę, iż bardzo często już nie znają i nie kojarzą tych pojęć. Mają szersze spojrzenie. Oni już tych podziałów nie mają w głowie. Nikt nie musi się własnej tożsamości wypierać, ale też nie musi, a choćby nie powinien definiować siebie w kontrze do sąsiada, który ma inne pochodzenie.

Czytaj także: Jarmark Franciszkański 2026. Nie zabraknie atrakcji, występów i… smakołyków!

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydanie

Idź do oryginalnego materiału