We wtorek, 10 marca w Szkole Podstawowej nr 106 przy ul. Litewskiej 34 odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Ławka dialogu” z prezydentem Miszalskim oraz dyrektorami miejskich instytucji. Mieszkańcy Krowodrzy mieli szansę przedstawić podczas niego swoje opinie oraz porozmawiać o problemach dotyczących dzielnicy. Te były różne i dotyczyło zarówno większych inwestycji, jak i bardzo przyziemnych spraw. Co ciekawe, pomimo trwającej kampanii referendalnej, włodarz miasta nie obiecywał zbyt dużo.
„Ławka dialogu” to cykl otwartych spotkań, podczas których mieszkańcy różnych dzielnic oraz różnych środowisk mogą w sposób bezpośredni przedstawić prezydentowi Aleksandrowi Miszalskiemu opinie na temat funkcjonowania miasta oraz swojej okolicy, a także zgłosić różne problemy, z którymi boryka się lokalna społeczność. Nie inaczej było we wtorek, kiedy włodarz miasta zawitał do Dzielnicy V, czyli na Krowodrzę. Podczas otwartej rozmowy radni oraz mieszkańcy zgłosili szereg nieprawidłowości i pomysłów m.in. poruszono temat zagospodarowania Placu Inwalidów, budowy ścieżek rowerowych, naprawy chodników, funkcjonowania przedszkoli oraz szereg zagadnień infrastrukturalnych, w tym dotyczących organizacji ruchu, a także budowy metra.
Padła obietnica koszy na śmieci
Już na początku spotkania prezydent zaznaczył, iż nie wszystkie pomysły zgłaszane przez mieszkańców będą mogły zostać zrealizowane ze względu na brak środków w budżecie miasta:
„Wszyscy Państwo śledzicie pewnie doniesienia medialne o sytuacji finansowej Krakowa, która nie jest tragiczna, ale też nie jest rewelacyjna. Jesteśmy dosyć mocno zadłużonym miastem, które wychodzi powoli na prostą. W tym sensie wychodzi na prostą, iż jak ja przychodziłem w 2023 roku, to było 770 milionów tzw. deficytu operacyjnego. W pierwszym roku udało się go zmniejszyć do 330 milionów, później do 130 i teraz mamy po raz pierwszy zaplanowaną nadwyżkę operacyjną, którą trzeba jeszcze dopiąć i dalej oszczędzać i nie przekraczać wydatków bieżących. Nadwyżka operacyjna oznacza, iż mamy wyższe dochody niż wydatki bieżące, a dalej dopiero potem robimy inwestycje. W tym roku budżet inwestycyjny Krakowa wynosi 1,5 miliarda złotych i dalej mnóstwo zgłaszanych przez Państwa inwestycji się w tym budżecie nie mieści. Bo tych potrzeb jest szczególnie dużo szczególnie na obrzeżach miasta, gdzie przez lata nie było inwestycji. W związku z tym każdą potrzebę finansową oczywiście będziemy w miarę możliwości finansowych realizować.”
Dosyć znamienne słowa padły też przy omawianiu problemu remontu Placu Inwalidów, gdyż pozwolenie na realizację zadania wygasa w listopadzie, a okazało się, iż Zarząd Zieleni Miejskiej ze względu na wielość potrzeb może nie znaleźć środków na ten projekt. Wówczas prezydent Miszalski zagwarantował wsparcie: „jeżeli mam to pozwolenie wygasnąć, to lepiej może zrobić to, co możemy”, a w później podczas omawiania kolejnych projektów stwierdził: „Możemy dzisiaj zinwentaryzować wszystkie potrzeby; co jest, łatwe, szybkie, będziemy na to znajdować środki”.
W rezultacie kilka konkretnych obietnic złożono podczas spotkania, ale jedną z pewnością mieszkańcy zapamiętają na długo. Młodszy chłopiec obecny na sali zgłosił bowiem, iż musi chodzić daleko z „prezentem po piesku”, bo na jego ulicy nie ma wystarczającej liczby koszy. Prezydent Aleksander Miszalski w tym wypadku zapowiedział błyskawiczne załatwienie sprawy.
Aferta toaletowa na „Ławce dialogu”
Podczas spotkania nie brakowało momentów wypełnionych większymi emocjami. Z pewnością do takich należała „afera toaletowa”. Aktywistka miejska Natalia Nazim zgłosiła bowiem problem lokalizacji toalety przy Młynówce Królewskiej. „Pomimo sprzeciwu całej rady dzielnicy Krowodrza, dalej projekt jest procedowany; ja rozumiem, iż to było najbardziej optymalne miejsce pod kątem własności, pod kątem dostępu do sieci wodociągowych ale finalnie nikt nie stawia toalety w salonie. Tylko toaletę w domu ma się na końcu korytarza, w miejscu tzw. postronnym” – argumentowała Nazim.
Na to stanowisko w dość mocny sposób zareagował radny Grzegorz Stawowy, który tematem toalety przy Młynówce Królewskiej zajmuje się od lat. Nie przebierał w słowach. „Ta lokalizacja toalety została wybrana w Budżecie Obywatelskim. Trzy lata temu wydano pozwolenie na budowę, które wygasa w tym roku. Ja byłem proszony osobiście, mieszkańcy do mnie występowali, żeby coś zrobić z toaletą. Kiedy moi synowie bawili się na Młynówce Królewskiej, to był problem, żeby im pieluchę przewinąć. Nie mieli, gdzie się załatwić. Starszy kończy podstawówkę w tym roku, a tam przez cały czas nie ma toalety. Ta lokalizacja przy Rzecznej jest jedyną z pozwoleniem na budowę. Znalazłem drugiego radnego, znaleźliśmy środki i jest zadanie w budżecie miasta. Ja rozumiem, iż komuś się nie podoba ta lokalizacja, ale nie ma innej. I pozwolenie na budowę, uzgodnienie, dane miejscowe, zmiany przepisów – realizowane są lata. Albo będziemy mieć toaletę w tym roku, albo za kilka lat, a może za dziesięć. Przepraszam bardzo, sorry, ale ja z tematem toalety mam problem od ośmiu lat. Nie może być tak, iż dzieci sikają w krzakach, ponieważ nie ma toalety na Młynówce Królewskiej. I toi toi to nie jest toaleta — powiedzmy sobie szczerze — to jest jakiś Trzeci Świat. W związku z tym, panie Dyrektorze (Zarządu Zieleni Miejskiej — przyp. red.) albo w ciągu kilku tygodni pojawi się jakieś nowe uzgodnienie, albo ja jestem przeciwko temu, żeby przesuwać obecne” – grzmiał radny Grzegorz Stawowy.
Sprawa toalety czy koszy na śmieci dobrze obrazuje fakt, iż często mieszkańcy proszą władzę o naprawdę niewiele. Mowa w końcu o załatwianiu podstawowych potrzebach i przestrzeganiu społecznych zasad. Szkoda, iż choćby takie projekty trzeba zgłaszać i iż trzeba czekać na ich realizację czasami latami.
(MA)

19 godzin temu













