Krzepiąc twardzieli… oczyma – Dzieje Pułtuskiego Kolarstwa (część IV, finałowa)

pultusk24.pl 13 godzin temu
„Czułe zwierciadło epoki…” – co przychodzi Wam na myśl, gdy słyszycie te słowa? Nam - przedwojenne kolarstwo i Propagandowy Bieg do Granicy Niemieckiej. Wydarzenie, podczas którego hart ciała i ducha polskich kolarzy splatał się z patriotyzmem, a na horyzoncie widać już było mroczny cień III Rzeszy. Wyobraźcie sobie… Przejeżdżacie pod bramą triumfalną niesieni falą ogłuszającego dopingu. Na postojach dziewczęta czarują uśmiechem, krzepiąc Was „nie tylko kawą i przekąskami, ale też swoimi oczyma”. Na ciężkich rowerach bez przerzutek – których używanie uznawano zresztą za niemęskie – podejmujecie morderczą walkę z wiatrem. Wreszcie dojeżdżacie do strażniczych budek na dawnej granicy polsko-niemieckiej, w ramach protestu dotykacie przednim kołem szlabanu i krzyczycie w stronę niemiecką „Niech żyje Polska!”…


Zapraszamy na czwartą i ostatnią już opowieść dr. Krzysztofa Wiśniewskiego – historyka, prezesa Pułtuskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego – o „Dziejach Pułtuskiego Kolarstwa”.

To historia, którą warto poznać, szczególnie przed sierpniowym Rajdem do Bram Mazur!


Krzepienie oczyma…, czyli o gościnności Przasnysza…

Na całej trasie wyścigu stały tłumy kibiców, w mniejszych i większych miejscowościach. Kolarzy witano szczególnie gorąco w miastach, w których swoją siedzibę miały oddziały Związku Strzeleckiego, czyli w Makowie Mazowieckim, Przasnyszu i Chorzelach. W naszej podróży dotarliśmy do dawnego Ratusza w Przasnyszu, które to miasto organizowało również punkt żywnościowy podczas wyścigów. Reporterzy „Ekspresu Mazowieckiego” byli wprost zachwyceni serdecznością przyjęcia kolarzy przez burmistrza Feliksa Wiecińskiego z małżonką, komendanta policji miejscowej, starostę powiatowego. …a przede wszystkim byli zachwyceni serdecznością dziewcząt, które pracowały w punkcie żywnościowym. Jak to zapisano „krzepiły nie tylko kawą i przekąskami, ale też swoimi
Idź do oryginalnego materiału