Konkretny test na przyszłych taterników
Niby lipiec, lato, środek sezonu, a w Tatrach jakby jesienno-zimowo. W takich właśnie wymagających warunkach, w dniach 9-12 lipca, odbyło się klubowe intro taternickie pod okiem instruktora PZA, Arka Tabisza.
Pogoda mocno przetestowała odporność nowych adeptów taternictwa. Już pierwszego dnia uwięziła ich w kultowej Betlejemce i nie pozwoliła wyjść w góry. Na szczęście ten czas nie był stracony – poza wykładem i przypomnieniem zasad budowy różnych stanowisk, odbyły się „trawersy na lotnej” do WC i z powrotem, “szybka trójka” na strych oraz zjazdy ze stryszku. Nie zabrakło też oczywiście zaciętych partyjek w makao.



Piątek zaczął się bardzo wcześnie. Na ten dzień ekipa zaplanowała sobie ambitny cel – dwie drogi i grań. Na pierwszy ogień poszedł tatrzański klasyk, czyli Środkowe Żebro na Skrajnym Granacie. Wspinało się świetnie, mimo niskiej temperatury i złowrogo wiszących chmur. W ekipie była jednak „zaklinaczka pogody”, która jak mantrę powtarzała refren Krakowskiego spleenu Maanamu. Reszta ekipy, łącznie z instruktorem, gwałtownie podchwyciła rytm i nuciła utwór przy każdym wyciągu:
„Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne, skłębione zasłony…
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz”
To chyba pomogło, bo drogę ukończyli na sucho. gwałtownie przeszli na Żebro Czecha, czyli boczne żebro Wierchu pod Fajkami. Ta droga miała być połączona ze słynną Granią Fajek, na której według legendy najstarsi taternicy podrywali turystki. Żebro Czecha jest rzadziej chodzoną, ale bardzo ciekawą linią. Na szczególną uwagę zasługuje ostatni wyciąg z miejscem za V w kominku – wymaga siłowego, boulderowego ruchu przy wejściu w formację. I to dokładnie w tym miejscu ekipę dopadł deszcz… Szczęście do pogody się skończyło i trzeba było skrócić plany. Grań Fajek musi poczekać, ale mimo wszystko udało się zrobić dwie świetne drogi!
Sobota zaczęła się (niespodzianka!) deszczowo i dopiero po 12:00 można było wyjść w ścianę. Zbyt wielu opcji nie było, bo poranna ulewa mocno zmoczyła skałę. Padło na Grań Kościelców – kolejny ultra klasyk taternicki. W drodze na grań ekipa poznała strażniczkę Zielonego Stawu Gąsienicowego, czyli Żabę Żanetę. Kto interesujący jest tej historii, musi o nią zapytać jej twórcę, Tomka Klisia.
Sama grań okazała się sucha i łatwa do prowadzenia na lotnej asekuracji, a do tego – o dziwo – niezbyt zatłoczona. Nasza ekipa przyszłych taterników wybrała ambitniejszy wariant z zewspinaniem wprost na Kościelcową Przełęcz (podobno większość zespołów po prostu obchodzi to miejsce). Na szczycie Kościelca zameldowali się w promieniach zachodzącego słońca. Udało się bez deszczu, chmury odsłoniły przepiękne widoki, a powrót do Betlejemki odbył się już w świetle czołówek – co było genialnym akcentem na zakończenie dnia!
Powrót pod rozgwieżdżonym sobotnim niebem nie zapowiadał jednak tak pochmurnej i deszczowej niedzieli. Niestety, tego dnia pogoda definitywnie zamknęła temat wyjścia w góry. Został czas na pożegnalną szarlotkę w Murowańcu, szybką partyjkę makao i wcześniejszy powrót do Wrocławia.
Mimo wszystko ekipa wyciągnęła z tego intro maksimum! Jest głód na więcej i chęć na kolejne tatrzańskie przygody – a to przecież najważniejsze. Trudne warunki nie zabiły w nich pasji, w czym ogromna zasługa instruktora Arka Tabisza. W końcu prawdziwych taterników poznaje się nie po tym, jak wspinają się w pełnym słońcu, ale jak radzą sobie, gdy góry pokazują swój charakter. Mamy nadzieję, iż już niedługo usłyszymy o ciągu dalszym ich tatrzańskich podbojów!


![Zapolnik zapewnił zwycięstwo Termalice [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/07/BBT-RCH-fot.-Artur-Gawle0001.jpg)













