Kiedy pasja spotyka się z urzędem: O tym, jak trąbka połączyła Gogolin z Filharmonią

opowiecie.info 4 godzin temu

Czasami w świecie kultury i samorządu dochodzi do „układu idealnego”, w którym prywatne pasje decydentów stają się paliwem dla wydarzeń wykraczających poza schemat nudnych akademii. Właśnie to wydarzyło się na linii Gogolin-Opole. Gdy dyrektorem Filharmonii jest Maciej Fortuna – człowiek, który o trąbce wie wszystko i nie boi się jej używać – a burmistrzem Gogolina Krzysztof Reinert, który do muzyki ma słabość (i ucho), efektem musi być coś więcej niż zwykły koncert. To „coś” nazwano „Złotą Trąbką”, a finał tej dwudniowej fety udowodnił, iż w dęciakach drzemie potężna siła integracji.

Wszystko zaczęło się w Gogolinie, gdzie lokalny dom kultury zamienił się w poligon doświadczalny dla płuc i ambicji. Pomysł, by wziąć na warsztat wuwuzelę – instrument kojarzony raczej z piłkarskim hałasem niż filharmoniczną subtelnością – był strzałem w dziesiątkę. Nazwa „GO!WUZELA” to nie tylko sprytna gra słów, ale zaproszenie do zabawy bez krawata. Okazało się, iż w decybelach siła: od trzylatków po seniorów, każdy chciał sprawdzić, ile powietrza potrafi z siebie wykrzesać.

Jednak prawdziwa magia zadziałała drugiego dnia, gdy ta ludowa, radosna energia wjechała na salony Filharmonii Opolskiej. To tutaj nastąpiło zderzenie światów, które pod okiem fachowców nabrało głębi. Zamiast tylko dmuchać, uczestnicy mogli posłuchać o starożytnych trębaczach-olimpijczykach czy o tym, jak ważne dla muzyka jest czyste powietrze (temat niezwykle aktualny na Śląsku Opolskim). Co ciekawe, w proces oceniania młodych talentów zaprzęgnięto choćby sztuczną inteligencję, choć – jak przyznał dyrektor Fortuna – ludzkie ucho wciąż pozostaje instancją ostateczną.

Punktem kulminacyjnym był moment, w którym „Karolinka”, nieformalny hymn regionu, wybrzmiała tak potężnie, iż mury filharmonii musiały to poczuć. Rekord Polski pobity: 159 osób jednocześnie grających hejnał Gogolina. Na scenie zawodowcy, obok nich amatorzy, a na widowni każdy, kto dostał do ręki kazoo. To był widok, który najlepiej podsumowuje ideę całego projektu.

Dlaczego to się udało? Bo nikt nie próbował na siłę oddzielać kultury „wysokiej” od „ludowej”. Kiedy trębacz zarządza filharmonią, a burmistrz-meloman kibicuje swoim mieszkańcom, znika dystans. Okazało się, iż trąbka może być łącznikiem między tradycją, nauką a czystą, głośną radością. „Złota Trąbka” pokazała, iż w regionie drzemie ogromny potencjał, a Karolinka, która „poszła do Gogolina”, tym razem wróciła stamtąd z oficjalnym certyfikatem rekordu i uśmiechem na twarzy setek ludzi.

Filharmoniczny poligon: Od starożytnych igrzysk po Rekord Polski

Jeśli ktoś myślał, iż przeniesienie imprezy z gogolińskiego domu kultury do gmachu Filharmonii Opolskiej uciszy nastroje, był w głębokim błędzie. Drugi dzień „Złotej Trąbki” pokazał, iż filharmonia to nie tylko miejsce kontemplacji ciszy, ale przestrzeń, w której dęciaki mogą – i powinny – ryczeć z pełną mocą. Pod okiem dyrektora Macieja Fortuny, który trąbkę traktuje nie jak instrument, a jak przedłużenie własnych płuc, niedzielne popołudnie stało się fascynującą podróżą przez historię i fizykę dźwięku.

Wszystko zaczęło się od solidnej porcji wiedzy. Kto by pomyślał, iż trębacze byli kiedyś pełnoprawnymi olimpijczykami? Wykłady o starożytnych mistrzach głośnego grania uświadomiły zebranym, iż dzisiejsza rywalizacja w decybelach ma korzenie głębsze niż mogłoby się wydawać. Do tego doszła nowoczesna technologia – panel o czystym powietrzu przypomniał, iż dla muzyka grającego na instrumencie dętym, płuca to silnik, a jakość paliwa (czyli tego, czym oddychamy w regionie) ma najważniejsze znaczenie dla brzmienia.

Prawdziwe emocje wybuchły jednak przy ogłaszaniu wyników. Widok małych wirtuozów, takich jak Jonasz z Wrocławia, który na saksofonie „oczarował” algorytm sztucznej inteligencji i ludzkie jury, udowodnił, iż muzyka dęta na Śląsku Opolskim ma świetlaną przyszłość. Z kolei w kategorii „GO!wuzela” dowiedzieliśmy się, iż ludzkie płuca potrafią wykrzesać z siebie aż 122 decybele – to poziom hałasu startującego odrzutowca! Pani Justyna i młoda Iga udowodniły, iż w tej dyscyplinie nie ma żartów, a „wydarcie się” do plastikowej trąbki to sztuka wymagająca nie lada odwagi.

Finał był jednak jeden i nie do podrobienia. Kiedy na scenie i widowni zasiadło 159 osób z instrumentami – od profesjonalnych trąbek po plastikowe kazoo rozdawane publiczności – atmosfera zgęstniała. Pod batutą maestra Tomasza Kaniewskiego, ten potężny, wielopokoleniowy organizm wykonał „Karolinkę”. To nie było zwykłe granie; to była manifestacja lokalnej dumy.

Burmistrz Krzysztof Reinert, patrząc na ten tłum, nie krył satysfakcji – i trudno mu się dziwić. Udało się coś niemal niemożliwego: połączono rygorystyczny świat filharmonii z ludową swobodą Gogolina. Rekord Polski został oficjalnie pobity, ale ważniejsze od certyfikatu było to, co zostało w uszach i sercach uczestników. Ten dzień pokazał, iż dęciaki to nie tylko orkiestry dęte na procesjach, to nowoczesna, głośna i niesamowicie integrująca pasja, która potrafi zmobilizować cały region.

Fot. Gminny Ośrodek Kultury w Gogolinie, melonik

Idź do oryginalnego materiału