
Igor Angulo był jednym z piłkarzy Górnika Zabrze, który koguta z rąk Stanisława Sętkowskiego odbierał najczęściej. W rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl napastnik z Kraju Basków opowiada o tym jakim człowiekiem był "Leon", co robił z otrzymanymi kogutami oraz co jako pierwsze przychodzi mu na myśl wspominając mecze przy Roosevelta.
Jak wspominasz Stasia? Pamiętasz wasze pierwsze spotkanie?
Igor Angulo: Oczywiście. Pamiętam go z moich pierwszych meczów. Nie dało się go nie zauważyć. Zawsze uśmiechnięty, miał w sobie mnóstwo pozytywnej energii i od razu dało się wyczuć, jak bardzo kocha Górnika. Nie był po prostu kolejnym kibicem, był częścią tożsamości klubu.
Czy kiedykolwiek spotkałeś się z taką tradycją, jak wręczanie bardziej od koguta oryginalnej nagrody najlepszemu zawodnikowi meczu?
- Nie, nigdy. To było coś absolutnie wyjątkowego. We wszystkich klubach, w których grałem, nigdy nie doświadczyłem czegoś podobnego. To właśnie sprawiało, iż Górnik był tak wyjątkowy. To nie była tylko nagroda, to była tradycja tworzona z miłością i pasją.
Byłeś jednym z zawodników, którzy otrzymywali koguty od Stasia wyjątkowo często...
- Miałem wielkie szczęście. Za każdym razem, gdy mnie wybierał, czułem dumę, bo wiedziałem, iż płynie to prosto z serca. Nie chodziło o samego koguta, ale o uznanie od kogoś, kto żył dla tego klubu.
Co z nimi robiłeś? Jak to wyglądało w twoim przypadku, od momentu otrzymania klatki aż do obiadu?
- Zanim dowiedziałem się, co z nimi robić, pierwszy kogut, którego dostałem, zamieszkał u mnie w domu! (śmiech). Ale po tym, jak budził mnie swoim pianiem codziennie o piątej rano, gwałtownie zdałem sobie sprawę, iż muszę znaleźć inne rozwiązanie. Potem zwykle zawoziłem koguty do lokalnego rzeźnika, który przygotowywał je do gotowania. Czasem Stasiu choćby sam o wszystko dbał. Zabierał koguta i przynosił mi go parę dni później, już sprawionego i gotowego do przyrządzenia.
Podasz jakiś przepis? Prejuce Nakoulma przyrządzał koguta po afrykańsku...
- Do dziś pamiętam, iż robiłem z nich niesamowite rosoły! Były wręcz okresy, kiedy czułem, iż mam już dość rosołu z koguta, bo jadłem go tak często! (śmiech). Ale szczerze mówiąc, otrzymywanie tych kogutów zawsze było przywilejem i zaszczytem. Nigdy nie chodziło o jedzenie, chodziło o to, co reprezentowały. Bycie wybranym przez Stasia oznaczało, iż uszczęśliwiłeś kibiców, a z tego zawsze będę dumny.
Oprócz koguta, niezapomniany był również jego dzwonek...
- Absolutnie. Słyszałeś ten dzwonek i od razu wiedziałeś, iż Stasiu tam jest. choćby dzisiaj, kiedy myślę o Górniku, ten dźwięk jest jednym z pierwszych wspomnień, które przychodzą mi do głowy.
Stasiu był kimś, wobec kogo ciężko było przejść obojętnie. Jak postrzegano go w szatni?
Wszyscy go znali i wszyscy go szanowali. Zawsze wnosił dobrą energię. Zawodnicy, trenerzy, sztab... każdy miał uśmiech na twarzy, gdy go widział. Sprawiał, iż ludzie czuli się dobrze.
Czy tobie też stawiał wycieraczki w samochodzie?
- (śmiech) Tak! Myślę, iż prawie każdy tego doświadczył w pewnym momencie. To była jedna z tych drobnostek, które stały się częścią jego osobowości.
Zapytałeś go kiedyś, dlaczego to robił?
- Żartowaliśmy z tego, ale taki po prostu był Stasiu. Miał swoje własne nawyki i tradycje. Patrząc z perspektywy czasu, to właśnie te drobne detale wywołują uśmiech i sprawiają, iż wspomina się go z jeszcze większym sentymentem.
Kiedy odchodziłeś z Górnika, pożegnał się z Tobą w jakiś szczególny sposób?
- Tak. Życzył mi powodzenia i podziękował za to, co zrobiłem dla klubu. To był bardzo wzruszający moment, bo wiedziałem, iż płynie to prosto z serca. Te słowa wiele dla mnie znaczyły.
Kiedy Stasiu odszedł, grałeś już w Indiach. Jak dowiedziałeś się o tej wiadomości?
- Dostałem wiadomości od znajomych z Polski. Na początku nie mogłem w to uwierzyć. To jedna z tych wiadomości, których nigdy nie spodziewasz się usłyszeć.
Pamiętasz, co wtedy czułeś? Dla wielu kibiców Górnika było to jak utrata członka rodziny...
- Doskonale rozumiem to uczucie. Było mi bardzo smutno, ponieważ Stasiu nie był tylko kibicem, był częścią rodziny Górnika. Dawał tak wiele euforii wszystkim wokół, a takich ludzi nie da się zastąpić.
Miałeś okazję odwiedzić jego grób podczas jednej z wizyt w Polsce?
- Niestety, jeszcze nie miałem ku temu okazji. Ale to jest coś, co chciałbym zrobić, ponieważ zasługuje na to, by o nim pamiętano i dziękowano mu za wszystko, co dał klubowi i jego kibicom.
Mimo iż minęło już pięć lat, pamięć o Stasiu wciąż jest żywa.
- Wcale mnie to nie dziwi. Ludzie tacy jak Stasiu pozostawiają po sobie coś znacznie większego niż wspomnienia. Zostawiają wartości, tradycje i emocje, które zostają z klubem na zawsze. Dopóki Górnik istnieje, jestem pewien, iż ludzie będą o nim mówić.
Najsmutniejsze jest to, iż nie doczekał sukcesów, jakie Górnik odniósł w zeszłym roku.
Tak, to chyba boli najbardziej. Bardzo chciałbym zobaczyć, jak świętuje razem z kibicami, bo nikt nie zasługiwał na te chwile bardziej niż on. Ale jestem pewien, iż w taki czy inny sposób zawsze będzie częścią każdego sukcesu odniesionego przez Górnika. Jego duch zawsze pozostanie z klubem.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

















